Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Wojna informacyjna

Podsłuchiwanie oraz inne sposoby zdobywania poufnych informacji są od wieków ważnym elementem sprawowania władzy i uzyskiwania przewagi między konkurencyjnymi ośrodkami decyzyjnymi.

W zamku malborskim, w prywatnej części siedziby wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego, jest do dziś zachowana garderoba z malowidłami ściennymi o tematyce roślinnej. W niej znajduje się małe zamaskowane okno, przez które wielki mistrz mógł niewidziany obserwować i podsłuchiwać rycerzy zebranych w Wielkim Refektarzu i wiedzieć, co myślą i jakie są nastroje.

Dziś technika jest bardziej wyrafinowana. Lecz informacja jest nadal źródłem władzy, o czym przekonują rewelacje Edwarda Snowdena, byłego analityka amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, ściśle tajnej instytucji zajmującej się wywiadem elektronicznym.

Snowden, publikując w mediach informacje o specjalnym programie inwigilacji – używanym przez tę agencję i polegającym na monitorowaniu na globalną skalę skrzynek e-mailowych, połączeń telefonicznych obywateli, bankowych przepływów finansowych oraz serwisów społecznościowych – wywołał ogólnoświatową debatę na temat wszechobecnej wojny informacyjnej.

Dyskusja nabrała rumieńców, gdy się okazało, że służby specjalne USA miały podsłuchiwać rozmowy prowadzone przez kanclerz Angelę Merkel z jej prywatnego telefonu komórkowego.

W Polsce za sprawą prezesa Najwyższej Izby Kontroli również mamy aferę inwigilacyjną. Krzysztof Kwiatkowski ujawnił wyniki kontroli przeprowadzonej przez NIK, z której wynika, że polskie służby specjalne, policja, policja skarbowa oraz inne instytucje państwowe, wykorzystując luki prawne i nieprecyzyjne przepisy, a niekiedy nawet naruszając obowiązujące prawo, na masową skalę inwigilują obywateli, co do których nie mają żadnych podstaw, aby ich podsłuchiwać. Prezes Kwiatkowski raport skomentował krótko: „Obowiązujące przepisy pozyskiwania danych telekomunikacyjnych nie chronią dostatecznie praw i wolności obywatelskich przed ingerencją państwa”.

Chodzi przede wszystkim o telefonię komórkową – podsłuchy i billingi. Operatorzy mają obowiązek przechowywać dane o połączeniach użytkowników telefonów komórkowych w momencie nawiązania połączenia, a nawet przez cały czas rozmowy. Nie trzeba nawet podsłuchu, bo dysponując takimi danymi, ma się możliwość lokalizowania z ogromną dokładnością, gdzie w danej chwili znajduje się dysponent komórki, ponieważ ona zawsze, gdy tylko jest zasilana z baterii, „melduje” się do najbliższej stacji bazowej. Można więc na przykład bardzo łatwo ustalić, kto jest na imieninach u cioci czy wczoraj był w pracy bądź w kinie.

Pozornym pocieszeniem jest informacja sprzed dwóch dni po posiedzeniu sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, z której wynika, że Polska nie była inwigilowana przez amerykańskie służby specjalne.

Jednak poseł Marek Opioła z PiS dodał do niej następujący komentarz: „Tak zapewniły nas służby, a czy tak jest, tego pewnie nigdy się nie dowiemy. Żadne służby nie przyznają się oficjalnie do tego typu działalności”.

Poza tym nie jest wykluczone, że inne obce służby mogą w Polsce prowadzić taką działalność. W naszych czasach informatyzacja jest nieodzownym narzędziem rządzenia i wyznacznikiem nowoczesności. Z jednej strony ułatwia życie, ale z drugiej oznacza dla obywateli i państw permanentną elektroniczną kontrolę, bardziej skuteczną i totalną niż przy środkach tradycyjnych, stosowanych w przeszłości w państwach totalitarnych.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 11 stycznia 2014 roku