Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Korupcja w państwie Tuska

Najsilniejsze media odwracają uwagę opinii publicznej rekonstrukcją rządu Donalda Tuska (którego najsłabszym ogniwem jest sam premier), a tymczasem w państwie mamy ogromną korupcję.

Nadużycia na ogromną skalę związane z informatyzacją kraju dotyczą wielu ministerstw oraz urzędów centralnych, w tym MSWiA, MSZ czy GUS,

i stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego przyznał, że może to być największa afera korupcyjna w historii Polski. Sprawa jest „rozwojowa”, na terenie kraju zatrzymano już kilkanaście osób, w tym wysokich urzędników, szykowane są kolejne zatrzymania. Radosław Sikorski spytany na Twitterze, czy MSZ jest przeżarte korupcją, odparł: „Niestety, chyba tak”, co mówi samo za siebie.

Mechanizm działania był prosty: w zamian za gwarancję pracy i korzyści materialne pracownicy najważniejszych instytucji publicznych podpisywali z firmami kontrakty na niebotyczne sumy, z aneksami uniemożliwiającymi w praktyce ich zerwanie. W kręgu korupcji znaleźli się zatem najwyżsi urzędnicy państwowi oraz szefowie największych firm informatycznych.

Tymczasem Donald Tusk, gdy dochodził do władzy, obiecywał zdecydowaną walkę z korupcją. Była nawet minister Julia Pitera, która kwieciście, ale bez żadnych konkretów przez 4 lata „lała wodę” i opowiadała, jak rząd przeciwdziała patologiom, choć jedynym jej „sukcesem” było wytropienie, że jeden z wysokich urzędników kupił na służbową kartę płatniczą dorsza za 8 zł 17 groszy!

Do dziś nie została w pełni wyjaśniona żadna z afer w czasach Tuska. Ani słynne „kręcenie lodów” przez poseł PO Beatę S. (jak ujawniły media w 2010 roku – ambasador USA w Warszawie stwierdził w jednej z dyplomatycznych depesz, że szef rządowej Rady Gospodarczej Jan Krzysztof Bielecki zaprosił amerykańskich inwestorów do udziału w prywatyzacji polskiej służby zdrowia!), ani afera stoczniowa, ani afera hazardowa (charakterystyczne, że za rządów Leszka Millera też była afera hazardowa), ani Amber Gold.

Pozoracja działań antykorupcyjnych oraz korupcja polityczna rządzącej partii ułatwiły rozplenienie się mechanizmów korupcyjnych w administracji publicznej. Już jest jasne, że CBA powinno przebadać każdą ustawę w jakikolwiek sposób ocierającą się o sferę informatyzacji przeprowadzoną w parlamencie w czasach Tuska.

Według oficjalnej propagandy nie ma korupcji, jest rekonstrukcja rządu. Jednak gołym okiem widać, że istnieją układy między sprawującymi władzę a niektórymi przedsiębiorcami, że zamówienia publiczne to obszar patologii i korupcji, by „swoi” dobrze zarobili, że w Polsce są tworzone akty prawne pod naciskiem lobbystów.

Przecież często pojawiają się informacje świadczące o tym, że wygrywanie intratnych przetargów, dochodowe kontrakty ze Skarbem Państwa, pozyskiwanie atrakcyjnego mienia z zasobów państwowych i samorządowych, prywatyzowanie majątku państwowego i stanowienie prawa bywa podszyte łapownictwem.

Patologiczne zjawiska prowadzą do tworzenia systemu oligarchicznego, zbliżonego do standardu republik bananowych w Ameryce Łacińskiej. Czy powstanie na przestrzeni kilku lat gigantycznych fortun polskich rekinów biznesu to efekt mrówczej pracy od pokoleń czy układów i „dojścia” do najważniejszych polityków? Skąd mamy mieć pewność, że w państwie Tuska wiele inwestycji lub transakcji związanych ze środkami publicznymi nie zasila w jakimś procencie prywatnych kont decydentów i urzędników? Może zatem zamiast rekonstrukcji rządu najlepiej byłoby wymienić premiera?

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 23 listpada 2013 r.