Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Zniknęła pancerna brzoza

Profesor Chris Cieszewski z University of Georgia opracował cenną ekspertyzę dotyczącą położenia i czasu złamania „pancernej brzozy”. Naukowiec przeprowadził analizę zdjęć satelitarnych z 5, 11 i 12 kwietnia 2010 roku z miejsca, w którym rosło drzewo. Na wszystkich trzech fotografiach brzoza jest tak samo złamana, a zatem wniosek jest oczywisty: brzoza została złamana 5 kwietnia lub wcześniej i nie mogła być przyczyną katastrofy smoleńskiej!

Jeżeli te ustalenia zostałyby ostatecznie potwierdzone, to mamy przełom. Propagandyści rządowi z zespołu Macieja Laska nie mogą naukowo i merytorycznie podważyć badań prof. Cieszewskiego.

Żenujące są stwierdzenia szefa zespołu, który mówi, że raport w sprawie katastrofy opiera się m.in. na wierze w słowo Bodina, właściciela działki, tym bardziej iż Polskie Radio informuje, że rzekomej pancernej brzozy już nie ma w Smoleńsku – teren, na którym rosła, został wykarczowany i ma tam stanąć salon samochodowy… Ciekawy zbieg okoliczności.

Należy przypomnieć, że według oficjalnego końcowego raportu Anodiny z MAK oraz komisji Millera 10 kwietnia 2010 roku polski samolot Tu-154M (nr boczny 101) w wyniku uderzenia w pień drzewa utracił część skrzydła. I to było bezpośrednią przyczyną katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Ustalenia prof. Cieszewskiego – po wykluczeniu obecności gen. Błasika w kabinie pilotów oraz obaleniu „teorii nacisków” – to kolejna przesłanka wskazująca, że oficjalne raporty: rosyjski i powielający główne tezy Rosjan raport polski, to niewiarygodne dokumenty sporządzone na użytek maskowania prawdy o tej wielkiej narodowej tragedii.

Trudno mieć zaufanie w zakresie wyjaśniania przyczyn katastrofy do ekipy Donalda Tuska i kontrolowanych przez nią instytucji państwowych. Bardzo bolesna jest nieudolność rządzących, ich niekompetencja, uległość wobec strony rosyjskiej i całkowite oddanie jej inicjatywy. Postępowanie władz polskich pod dyktando Moskwy doprowadziło do skompromitowania naszego kraju na arenie międzynarodowej. Przecież raport MAK powstał na zamówienie polityczne Kremla i został „sprzedany” światu jako prawda o tej tragedii.

Ekipa Tuska od początku potraktowała katastrofę jak kradzież w garażu w Pikutkowie. Skandalem były pomylone ciała ofiar, kłamstwa Ewy Kopacz, kolejne zapowiedzi Tuska, że „wrak wkrótce wróci do Polski”. W oficjalnym raporcie Millera są rażące błędy, np. dotyczące wysokości słynnej brzozy. Nie zostały rozstrzygnięte podstawowe wątpliwości, co rodzi oczywiste pytanie, na ile raport jest prawdziwy.

Strona polska główną winę za katastrofę wzięła na siebie. Jest to teza zbieżna z oficjalną wersją rosyjską propagandowo nagłaśnianą od pierwszych chwil po rozbiciu się rządowego tupolewa. Co sądzić o działaniach prokuratury, która po zabójstwie gen. Papały nie była nawet w stanie zabezpieczyć w sposób profesjonalny śladów na miejscu zbrodni, a co dopiero mówić o jej poczynaniach w sprawie śledztwa smoleńskiego.

Prokurator Seremet powiedział, że po badaniach, które trwają, zostanie dopiero stwierdzone, czy fragmenty w brzozie to fragmenty Tu-154M. Czyli prokuratura po 3,5 roku od katastrofy wciąż nie ma wiedzy, czy są to fragmenty tupolewa, i czy w ogóle są to fragmenty samolotu.

Zespół doradców premiera Tuska z Maciejem Laskiem na czele powinien zostać rozwiązany. Jego członkowie nie potrafią np. odpowiedzieć na pytanie, który z nich był w Smoleńsku i mierzył brzozę. A ponieważ pojawiły się nowe okoliczności i dowody istotne dla sprawy, powinna wznowić postępowanie Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 26 października 2013