Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Dobry Znak: Polska Millera, Polska Tuska

W „Tygodniku Powszechnym” ukazał się tekst, w którym przedstawiono, w jaki sposób w Polsce jest kreowane prawo. Wystarczy posiadać gotówkę (w opisywanym przypadku 120 tys. euro) oraz mieć wsparcie firm PR ulegających sugestiom dziennikarzy, kilku posłów i generała policji. Chodziło o firmę zajmującą się recyklingiem akumulatorów, która uznała, że zmiany w ustawie proponowanej przez ministerstwo środowiska uderzają w jej interesy. Zainicjowano kilkadziesiąt tekstów, audycji radiowych i telewizyjnych. Przekonywano w nich, że „politycy nie mogą truć nas kwasem i ołowiem”. W takiej atmosferze u niektórych polityków zjawili się „ludzie zajmujący się ochroną środowiska” i przekonywali o szkodliwości zmian w ustawie. W ten sposób cel został osiągnięty – ministerstwo środowiska wycofało się z projektu zmian. 
Artykuł w „TP” odbił się szerokim echem. Padły słowa wielkiego oburzenia. Ale czy jest ono odkrywcze? To, że wiele mediów, posługując się retoryką „obiektywizmu”, „rzetelności” i „interesu społecznego” jest wykorzystywanych do załatwiania na zlecenie interesów gospodarczych i politycznych nie jest tajemnicą. To, że są sprzedajni eksperci i ekolodzy też wiadomo. To, że zdarzają się przekupni urzędnicy również nie zaskakuje, tak samo jak to, że portale społecznościowe i różne akcje zbierania podpisów w szlachetnym celu bywają cynicznie wykorzystywane przez agencje PR i lobbystów. 
Takie są realia III RP, w której najbardziej znany dotąd skandal z kupowaniem ustawy to afera Rywina z czasów rządów Leszka Millera. Ta do końca niewyjaśniona gra korupcyjna rozgrywająca się w 2002 roku między „grupą trzymającą władzę” a koncernem „Agora” może stanowić kanwę sensacyjnego filmu odsłaniającego mechanizmy funkcjonowania PRL i III RP oraz nieformalnych powiązań elit. 
Czy coś się zmieniło? Czyż afera hazardowa i inne afery z czasów rządów Donalda Tuska nie wskazują, że żyjemy w rzeczywistości, w której może kwitnąć korupcja? Przecież co chwilę w mediach pojawiają się informacje świadczące, że wygrywanie intratnych przetargów, dochodowe kontrakty ze Skarbem Państwa, pozyskiwanie atrakcyjnego mienia z zasobów państwowych i samorządowych, prywatyzowanie majątku państwowego i stanowienie prawa bywa podszyte łapownictwem. Czyż w Polsce nie istnieją zjawiska znane z południa Włoch, gdzie wiele inwestycji lub transakcji, związanych ze środkami publicznymi, zasila w jakimś procencie prywatne konta decydentów?

                                                                                        Jan Maria Jackowski

 Źródło: Dobry Znak 17/2013