Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Donald Tusk szykuje stan wyjątkowy?

O szkodliwości obecnej władzy wiele mówi zestawienie cen niektórych produktów rolniczych oraz zestawienie cen kosztów ich produkcji.

Po 6 latach ceny zbóż i mleka oscylują wokół tych, które były w październiku 2007 roku, czyli w okresie, gdy ustępował rząd Jarosława Kaczyńskiego. Jednakże koszty produkcji wzrosły radykalnie, a ponadto w latach 2007-2013 była wysoka inflacja.

I tak według Głównego Urzędu Statystycznego w październiku 2007 r. cena skupu 1 dt pszenicy wynosiła 82,57 zł, w lipcu 2013 – 80,62 złotego. Cena skupu żyta w październiku 2007 r. to 69,46 zł, w lipcu 2013 – 53,12 złotego. Jęczmień kosztował w październiku 2007 r. 74,37 zł, w lipcu 2013 – 66,80 złotego. Hektolitr mleka kosztował w skupie w październiku 2007 r. 121,49 zł, w lipcu 2013 – 129,80 złotego.

Jak przez ostatnie 6 lat kształtowały się koszty produkcji? 1 kWh energii elektrycznej kosztowała w październiku 2007 r. 0,45 zł, w lipcu 2013 – już 0,67 zł, gaz ziemny w październiku 2007 – 2,01 zł, w lipcu 2013 – 2,66 złotego. Największy wzrost kosztów związany jest jednak z cenami paliwa: w październiku 2007 r. 1 litr ON kosztował 3,87 zł, w lipcu 2013 – już 5,55 zł, a więc nastąpił wzrost ceny tego bardzo istotnego czynnika produkcji o blisko 70 procent.

A teraz ceny chleba. Według GUS, w październiku 2007 r. 1 kg chleba pszenno-żytniego kosztował 2,88 zł, a w lipcu 2013 – już 3,90 złotego! Między innymi dlatego rolnicy wygwizdali ministra rolnictwa podczas dożynek na Jasnej Górze.

Na tym przykładzie widać najlepiej istotę obecnych rządów. Rząd chwali się, że nawet kryzys nam niestraszny i nieustannie wzrasta PKB oraz jesteśmy „zieloną wyspą”. W rzeczywistości Polska to jedyny kraj Unii Europejskiej, w którym PKB teoretycznie wzrasta, ale realne dochody ludności spadają.

Różne cudowne zapowiedzi Donalda Tuska nie są realizowane, a prognozy gospodarcze jego ekipy się nie sprawdzają i jest dokładnie odwrotnie. Rząd uprawia kreatywną księgowość, czego dowodem jest choćby propozycja przeniesienia pieniędzy z OFE do ZUS, co pozwoli twierdzić, że dług publiczny jest na papierze mniejszy niż w rzeczywistości. Skoro, jak twierdzi Donald Tusk, nie ma kryzysu, to po co forsuje takie pomysły?

Polacy, w tym także rolnicy, pracują coraz więcej, mają jednak coraz niższe dochody. Ceny rosną, bo za chleb trzeba po 6 latach rządów Tuska zapłacić o 74 proc. więcej. Państwo jest coraz bardziej zadłużane, a standard jego usług coraz niższy. Ludziom żyje się ciężej i gorzej, rosną podatki, parapodatki i opłaty, jest coraz mniej miejsc pracy i rośnie bezrobocie, mamy permanentny kryzys służby zdrowia, system emerytalny jest w fazie rozpadu.

Niezadowolenie społeczne nieustannie wzrasta i ten rząd jest oceniany jako jeden z najgorszych po 1989 roku. Zamiast prowadzić dialog społeczny oraz naprawiać państwo, Donald Tusk, by za wszelką cenę utrzymać się u władzy, obiera kurs na rozwiązania nadzwyczajne. Scenariusz może być następujący: obóz rządzący prowokuje wybuch społeczny i chce doprowadzić do przesilenia.

Następnie pod hasłem zagrożonej rzekomo demokracji niezadowolenie społeczne zostanie spacyfikowane, co da asumpt do wprowadzenia stanu wyjątkowego. Na podstawie ustawy o stanie wyjątkowym prezydent, na wniosek Rady Ministrów, może wprowadzić stan wyjątkowy, jeśli rządzący uznają, że zagrożone zostało bezpieczeństwo państwa. A wtedy z mocy prawa zawieszone zostają prawa i swobody obywatelskie i Donald Tusk może dalej rządzić, nie licząc się z wolą obywateli.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 7 września 2013