Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Bez dzieci nie ma przyszłości

Według dramatycznej prognozy ZUS, do roku 2060 ubędzie 8 milionów Polaków, czyli populacja w naszym kraju zmniejszy się o ponad 20 procent. To tak, jakby całkowicie opustoszały największe miasta Polski: Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Szczecin, Katowice oraz prawie całe województwo śląskie! Jeszcze niedawno w prognozach demograficznych przedstawiano opinii publicznej bardziej „optymistyczne” dane, bo obliczano zmniejszenie liczby Polaków do 2060 roku o 4,5 miliona. Jednak, jak się wydaje, dość trwała tendencja dzietności na wyjątkowo niskim poziomie 1,2-1,4 dzieci na kobietę spowoduje dramatyczne przyspieszenie procesu starzenia się i wymierania Polski.

Zgodnie z danymi ZUS obecnie na 1000 pracujących przypada 270 emerytów. W 2060 roku będzie ich nawet 670. Co to oznacza? Katastrofalna sytuacja demograficzna spowoduje strukturalny i trwały brak możliwości rozwoju gospodarczego Polski. Starzenie się społeczeństwa, o ile w początkowym etapie ogranicza zapotrzebowanie na wydatki społeczne państwa (głównie na edukację) i zwiększa dochody na osobę w rodzinie, o tyle później pociąga za sobą załamanie finansów publicznych, bo następuje dramatycznie wysoki wzrost wydatków społecznych na świadczenia emerytalne oraz opiekę zdrowotną i społeczną. Nadmierne obciążenie młodych pokoleń na rzecz starszych zwiększa ryzyko „wtórnego regresu demograficznego” (młode osoby są tak obciążone podatkami, że nie są w stanie podjąć trudu rodzenia i wychowania własnych dzieci) i utrudnia szansę wyrwania się ze spirali coraz mniej licznych pokoleń. Niewątpliwie ta sytuacja wzmocni tendencje do wprowadzenia – motywowanej względami ekonomicznymi – przymusowej eutanazji.

Tymczasem rząd Donalda Tuska – poza hasłami i wymuszonym przez nacisk społeczny dłuższym urlopem macierzyńskim – nic nie robi dla poprawy polityki rodzinnej. Polacy chcieliby mieć dzieci, jednak obecna ekipa od 6 lat sukcesywnie utrudnia życie polskim rodzinom: zwiększa koszty życia, podnosi podatki, zwiększa stawkę VAT, znosi częściowo ulgę na dziecko. Przy czym politycy rządzącej PO mają świadomość dramatycznej sytuacji demograficznej (sami o niej mówią), a jednak nie podejmują odpowiednich działań, by stymulować odbudowanie potencjału demograficznego Polski. Premier zajmuje się zadłużaniem państwa na koszt przyszłych pokoleń i ukrywaniem kreatywnej księgowości Rostowskiego, a nie myśli rozwojowo. Przykładem jest podniesienie wieku emerytalnego, które oznacza dla wielu rodzin odebranie bardzo potrzebnego wsparcia przez dziadka lub babcię w wychowaniu i opiece nad dziećmi.

To, co trzeba robić, by prowadzić politykę pronatalistyczną – wiadomo. A jeżeli rząd nie wie, to niech zapyta Polaków. Według sondażu CBOS, jedynie 13 proc. respondentów wyraża zadowolenie z polityki państwa wobec rodziny. Aż 71 proc. dostrzega zasadność działań na rzecz zwiększenia dzietności, a jeszcze w 2000 roku większość badanych uważała, że państwo nie powinno zachęcać ludzi do posiadania większej liczby dzieci. Na pytanie o preferowane działania państwa zachęcające rodziny do posiadania dzieci, pytani wskazywali: roczne urlopy rodzicielskie (49 proc.), ulgi podatkowe (46 proc.), pomoc w uzyskaniu mieszkania (44 proc.), zmniejszenie kosztów opieki przedszkolnej (25 proc.), wypłacanie przez państwo pensji dla niepracujących zawodowo kobiet zajmujących się wychowaniem dzieci (22 proc.).

Panowie z rządu – program działań już znacie. Zabierzcie się zatem do realnej pracy. Uniwersalne ewangeliczne przesłanie „poznacie ich po ich owocach” nic nie straciło na aktualności.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 10 sierpnia 2013