Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

W Naszej Rodzinie :Polsko, co się z Tobą dzieje?

Polsko, co się z Tobą dzieje?

 

      Agresywne zachowania Stefana Niesiołowskiego, który zaatakował dziennikarkę to już klasyczny przykład knajackiego zachowania w wykonaniu przedstawiciela obozu władzy. Podjudzanie przez Lecha Wałęsę, laureata Pokojowej Nagrody Nobla, do pałowania związkowców, którzy pokojowo bronią swoich praw, chamskie ataki na osoby duchowne w wykonaniu Janusza Palikota, koniunkturalnego antyklerykała wypromowanego przez PO- to fragment większej całości. Tragicznym przejawem procesu brutalizacji życia publicznego w Polsce było wynikające z nienawiści dokonane kilka lat temu zabójstwo na tle politycznym w łódzkim Oddziale Prawa i Sprawiedliwości.

      Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Jedną z nich jest tak zwana „wojna polsko-polska”, która historycznie zaczęła się 10.11.2005 r. od pełnej nienawiści i pogardy wypowiedzi Donalda Tuska na forum Sejmu o „moherowych beretach”. Rządowi specjaliści od propagandy i socjotechniki oparli mechanikę życia politycznego na kompleksie „nowoczesności”, którego konsekwencją jest zdefiniowanie problemów Polski jako starcia sił „postępowych”, „europejskich” z Polską opartą na fundamentach, na których od wieków jest zbudowana nasza kultura i narodowo tradycja. Jest to bardzo wygodne, bo zamiast rozwiązywać problemy i roztropnie troszczyć się o dobro wspólne pojawiają się tematy zastępcze mające za zadanie odwrócenie uwagi opinii publicznej od spraw naprawdę ważnych.

    Agresja, poniżanie godności drugiego człowieka, groźby, przemoc emocjonalna, a w stosunku np. do obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia w Warszawie  również brutalność fizyczna, logika zemsty i szantażu, ubliżanie, obelgi, pomówienia, przekleństwa – to codzienność życia publicznego w Polsce w czasach rządów Donalda Tuska. Do tego dochodzi jeszcze promocja wulgaryzmów oraz epatowanie rozwiązłością i obscenicznością w czym celują celebryci promowani w mediach sprzyjających władzy. Co charakterystyczne, tak zwane „autorytety moralne” stanęły na czele krucjaty „obozu postępu i tolerancji” przeciwko „niesłusznym ludziom i środowiskom”. Nie tylko wskazują „wroga”, ale bojowymi okrzykami zachęcają do jego unicestwienia. „Dorżnięcie watahy” – to hasło i zachęta do działania.

 

     Nowa cenzura

    Język obecny w debacie publicznej jest specyficzny oraz coraz bardziej totalny i totalitarny. Teoretycy politycznej poprawności i ideologii soc-demoliberalna za pomocą nadawania innego znaczenia słowom usiłują przemodelować zastaną rzeczywistość i opisać ją na swój sposób i do swoich celów. Zatruwając język poprzez zmienianie znaczenia słów, nadawanie im zabarwienia emocjonalnego oraz wartościującego, dążą do zafałszowania otaczającego nas świata. Tworzą swoistą nowomowę służąca ogłupianiu społeczeństw i wyeliminowaniu „nieprawomyślności”.

         „Polityczna poprawność” (political correctness) powstała w lewicujących środowiskach uniwersyteckich w Stanach Zjednoczonych i początkowo oznaczała zjawisko zastępowania w języku określeń uznawanych za negatywne na rzecz określeń bardziej neutralnych. Szybko jednak p.p. stało się rodzajem bezwzględnej, totalnej cenzury publicznej bądź autocenzury, która albo zakazuje zajmować się pewnymi tematami albo też nakazuje je przedstawiać w – nazwijmy to – odpowiednim świetle, czyli zgodnie z wymogami obowiązującego świata anty-wartości. W ten sposób „polityczna poprawność” stała się instrumentem szantażu, bo ma uświadamiać, że ci, którzy nie podporządkują się jej wyrokom są na marginesie „oficjalnego” życia społecznego. Przy czym „polityczna poprawność’ ma pacyfikować nie tylko zwykłych ludzi, lecz przede wszystkim elity. W Polsce na przykład poprzez PP próbuje się wpływać na Kościół.

       Słowa nadają sens i określają otaczający nas świat. „Polityczna poprawność” prowadzi do zubożenia słownictwa, które traci swój sens. Kwestionuje prawdę i propaguje relatywizm. Jest instrumentem fałszowania rzeczywistości i świadomości społecznej, cechuje ją koniunkturalizm i niekonsekwencja.         Siła rażenia p.p jest ogromna. Jednych wynosi na piedestał, innych publicznie pogrąża. Piewcy politycznej poprawności sami się tolerancji domagając, są wyjątkowo nietolerancyjny i agresywni dla myślących inaczej. Język narzucony przez p.p. eliminuje wszystkie słowa wartościujące z wyjątkiem tych, które sama wartościuje. Założeniem jest, ze nie istnieje prawda obiektywna, że wszystko jest zbiorem równoprawnych odmienności. Stawką jest zmiana pojęć oraz eksperyment społeczny, który jest dokonywany pod hasłem globalnego cywilizacyjnego postępu. To wymaga radykalnej zmiany mentalności czyli metanoi, co oznacza w języku greckim „zmianę usposobienia”. W Piśmie Świętym to pojęcie jest wyjaśniane jako nawrócenie się do Boga. Natomiast metanoia dziś oznacza przede wszystkim „zmianę świadomości”, a zajmują się nią najwyższej klasy specjaliści oddani idei nowego paradygmatu. Posługują się spreparowanym przez „polityczną poprawność” przekazem fałszującym rzeczywistość.

         Metanoia polega na zatarciu różnicy między prawdą a kłamstwem i akceptowaniu sprzeczności jako reguły poprawnego myślenia. Nowy człowiek zło będzie uznawał za dobro, kłamstwo za prawdę i będzie mówił <<tak, ale nie>>. Konstruktorzy nowego paradygmatu mają wizję nowego, postmodernistycznego społeczeństwa, uzyskującego nową świadomość, u której podstaw leży odwrócenie się od transcendencji. „Wyzwalanie” człowieka od jego Stwórcy jest nie tylko przejawem dążenia do przekreślenia perspektywy zbawienia, ale jest także działaniem powodującym „rozbrojenie” człowieka. Wykorzystując rozwój socjotechniki i ideologii łatwiej jest go bowiem wtedy poddać totalnej kontroli, w imię interesów „możnych tego świata”.

 

         Czarne jest białe

         Te mechanizmy nie dotyczą tylko obszaru polityki, lecz całokształtu debaty publicznej w Polsce, którą rządzący chcą podporządkować „jedynie słusznej” linii. W ten sposób spirala zła uruchomiona przez obecny obóz władzy się nakręca, a po zatrutych słowach i szczuciu przyszły czyny. I dziś mamy sytuację, w której są podważone fundamenty ładu i pokoju społecznego, które kształtowały przez wieki nasza cywilizację.

    Okazuje się, że nie tylko istnieją różne stopnie szarości, ale, że białe może być czarne, a czarne – białe. Bywa śmiesznie, gdy Unia Europejska określiła marchewkę jako owoc, a ślimaka jako rybę lądową. Ale bywa też nieśmiesznie, gdy hitleryzm, czyli niemiecki lewicowy narodowy socjalizm jest określany przez piewców politycznej poprawności jako „skrajnie prawicowy”. Niemieccy bojówkarze o mentalności Hitlerjugend, którzy w 2011 roku przyjechali do Warszawy by bić polskich patriotów są przedstawiani jako „antyfaszyści”. Jeszcze w pokoleniu przed nami homoseksualizm był oficjalnie uznawany za dewiację i chorobę. W 1991 roku pod naciskiem lobby homoseksualnego, na wniosek Parlamentu Europejskiego, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) usunęła homoseksualizm z listy chorób w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Zaburzeń. Dziś za nazwanie rzeczy po imieniu można trafić do więzienia.

     Metoda in vitro, która nie jest niczym innym jak wykorzystaniem techniki weterynaryjnej do rozrodu ludzi i nie ma nic wspólnego z leczeniem niepłodności, a przy okazji prowadzi do unicestwienia wielu istnień, jest przedstawiana jako „metoda lecznicza”. Środki wczesnoporonne, które prowadzą do niszczenia życia ludzkiego są określane jako „niewinne” środki antykoncepcyjne. Osoba, która prowadziła w Polsce za pieniądze producentów narzędzi do wewnątrzmacicznego ludobójstwa działalność promująca możliwość mordowania dzieci nienarodzonych, jest wicemarszałkiem Sejmu RP i ma istotny wpływ na stanowienie prawa. Cieszy się poparciem i ochroną opiniotwórczych środowisk i bez ogródek zapowiada, że będzie dążyła do tego, żeby sponsorzy jej promującej aborcję fundacji mogli na zabijaniu zarabiać pieniądze. Sprzeczne z konstytucją zrzeczenie się znacznej części suwerenności oraz atrybutów niepodległości Polski i żebranie o „bratnią pomoc” Berlina jest przedstawiane przez rządzących jako „racja stanu” i dbałość o „polski interes narodowy”. W ten sposób ukrywa się istotę sprawy, że chodzi o to by utrzymać za wszelką cenę dalsze rządy PO w Polsce.

 

      Przemysł pogardy

      Zatrucie języka ma istotny cel polityczny, ekonomiczny i ideologiczny. Jeżeli nienormalność będzie przedstawiana jako „normalność”, to wtedy normalność będzie „nienormalna”. Posłowie PO złożyli projekt ustawy, w którym chcą pod płaszczykiem inspirowanej ideologią „politycznej poprawności” walki z „mową nienawiści” ograniczać wolności słowa. Proponują zapisać w art. 256 Kodeksu Karnego, że „kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań (…) podlega karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

    Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego bez ogródek wyjaśniła kogo będzie ścigał opresyjny aparat państwa pod hasłem „walki z „językiem nienawiści”. Nie Stefana Niesiołowskiego, który jako żywo wyczerpuje znamiona czynu karalnego opisanego w proponowanej zmianie czy Janusza Palikota, który notorycznie nawołuje do nienawiści. Niedawno wysłała list do Rektorów wyższych uczelni w Polsce zatytułowany „Sumienność i sumienie naukowca”. Oto charakterystyczny fragment pokazujący styl tej propagandowej nowomowy: „Od czasu do czasu w salach wykładowych zjawiają się jednak apostołowie rozmaitych prawd objawionych… twierdzący, że ojciec Rydzyk jest fundamentem demokracji w Polsce”. Barbara Kudrycka w przeszłości należała do PZPR. Przypomnijmy, że była to formacja odpowiedzialna za zbrodnie i zniewolenie Polski, która przymusem i siłą propagowała „naukowy światopogląd” czyli ateizm.

     W nakręcaniu „przemysłu pogardy” i taktyki wykluczania przez werbalna przemoc emocjonalną mają i swój udział media, które promują tego typu wypowiedzi. Polsko, co się z Tobą dzieje? Dlaczego w debacie publicznej siła argumentu jest zastępowana argument siły? Dlaczego promowane są knajackie zachowania i bicie kastetem? Dlaczego obóz rządzący w Polsce dyskryminuje katolików, traktuje nas jak obywateli II kategorii, ogranicza wolność słowa, dyskryminuje katolicką Telewizję Trwam przez wykluczenie cyfrowe?

    Z prostej przyczyny. Z frustracji. Poniesiono już takie nakłady i wysiłek, by nasz kraj przerobić według eurolaickich wzorów wypracowanych w anonimowych laboratoriach idei, a Polaków pozbawić tożsamości kulturowej, narodowej czy religijnej, że pojawiło się załamanie, które jest odreagowywane przez agresję. Przy czym frustracja, co podkreślają psycholodzy, jest tym silniejsza, im bardziej zamierzony cel wydawał się bliski, a nagle pojawiły się przeszkody, które uniemożliwiają jego realizację. Narasta agresja, ale stosuje się też starą rzymską zasadę: devide et impera – dziel i rządź, by łatwiej kontrolować sytuację w społeczeństwie  podzielonym przez sprowokowane konflikty. Niszczy się też moralność i wartości. A przecież Jan Paweł II przestrzegał, ze demokracja bez wartości łatwo zamienia się w jawny lub ukryty totalitaryzm.

 

                                                                                                                                                Jan Maria Jackowski

Źrodło: W Naszej Rodzinie