Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: I kto to mówi

Protest grupy młodych ludzi, którzy przerywali okrzykami wykład Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim, protestując w ten sposób przeciwko obecności tak kontrowersyjnego gościa na tej uczelni, wywołał falę komentarzy.

Obóz „postępu i demokracji” straszy faszyzmem i zdziczeniem obyczajów, bo jak można narażać na szwank taki „autorytet moralny”?

Słyszymy zapowiedzi wielu działań w obronie rzekomo zagrożonej wolności przez „demony przeszłości”. Realiści zwracają uwagę, że interwencja antyterrorystów była niewspółmierna do zdarzenia.

Podkreślają, że „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”, i przypominają, że akcje grup lewackich skierowane przeciwko organizacjom i ludziom broniącym chrześcijańskiej tożsamości kultury polskiej cieszyły się poparciem tzw. autorytetów moralnych i policja biernie im się przyglądała.

Bauman w przeszłości brał udział w haniebnym przedsięwzięciu zniewolenia i upodlenia Polski i Polaków.

W 1943 roku służył w Moskwie w sowieckiej milicji, a po wojnie został funkcjonariuszem stalinowskiego totalitarnego reżimu, dochodząc do stopnia majora we wzorowanym na NKWD Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w pionie ideologicznie przekształcającym młodych poborowych w janczarów komunistycznego aparatu bezpieczeństwa.

Był też współpracownikiem Informacji Wojskowej wyspecjalizowanej w mordowaniu i niszczeniu polskich patriotów zorganizowanej przez sowieckich specjalistów ze Smierszu.

Co ciekawe, do dzisiaj nie uznał za stosowne odciąć się od totalitarnego systemu komunistycznego oraz swojego osobistego udziału w zorganizowanym aparacie terroru.

W wywiadzie dla brytyjskiego „The Guardian” z 2007 roku stwierdził natomiast, że program polityczny partii komunistycznej stanowił najlepsze wówczas rozwiązanie krajowych problemów.

Porównał również walkę komunistycznych władz z podziemiem w powojennej Polsce, czyli z żołnierzami wyklętymi, do walki z terroryzmem prowadzonej współcześnie… Dostrzegalne gołym okiem jest to, jak krótkowzroczna i nieodpowiedzialna była polityka grubej kreski i nieoddzielenie wyraźną cezurą moralną zbrodniczej komunistycznej przeszłości od przemian zapoczątkowanych po 1989 roku.

Przez porozumienie „reformatorów z PZPR” i tak zwanej lewicy laickiej w obozie solidarnościowym zbrodnie komunizmu nie zostały potępione i sprawiedliwie osądzone. Autorytetem dla dzisiejszych Polaków mają być byli ubecy, aparatczycy pezetpeerowscy, byli ideolodzy „świetlanej przyszłości”, kolaboranci, donosiciele. Zbrodniarzom komunistycznym włos nie spadł z głowy, czarne przedstawiane jest jako białe, a kaci mienią się ofiarami.

Opinię publiczną straszy się natomiast widmem faszyzmu krążącym nad Polską w retoryce ulubionej przez środowiska „postępowe” tradycji terroru, dziś przede wszystkim propagandowego, obudowanego ideologią politycznej poprawności.

Chcą w ten sposób odwrócić uwagę od istotnych problemów Polski, do których doprowadziły między innymi rządy ich obozu politycznego w przeszłości, i przydać sobie wartości jako „obrońcy demokracji”.

We współczesnym żargonie lewicy i lewaków „faszystą” jest nie tylko ten, kto jest uznany za „nacjonalistę” czy jest „zacofany” i ma odmienne poglądy polityczne niż „obóz postępu i demokracji”, ale także każdy, kto szanuje zbudowaną na fundamencie chrześcijaństwa tradycję kultury europejskiej, kto uważa, że Kościół ma prawo do obecności w przestrzeni publicznej, broni praw rodziny oraz podstawowego prawa każdego człowieka – prawa do życia.

I kto to mówi? Ci, którzy powołując się na „tolerancję”, sami są skrajnie nietolerancyjni.

Źrodło: Nasz Dziennik Sobota, 29 czerwca 2013