Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Tonący brzytwy się chwyta

Donald Tusk dał do zrozumienia – w tygodniku o peerelowskim rodowodzie – że chętnie zawarłby koalicję z SLD. Taka koalicja stanowiłaby definitywny koniec ideałów „Solidarności” i zaprzepaszczenie tego, co częściowo osiągnięto po roku 1989.

Nastąpiłoby spełnienie postulatu środowiska „lewicy laickiej” z dawnej Unii Wolności o koalicji „postępowej” części dawnej peerelowskiej opozycji z „reformatorami” z byłej PZPR. Ta deklaracja wskazuje prawdziwe oblicze lidera obecnie tonącego obozu władzy, który brzytwy się chwyta. Donald Tusk kurczowo chce trzymać się u steru, choć jego rządy są fatalne dla Polski i Polaków i wzbudzają powszechną krytykę.

Nihil novi sub sole. PO w głównym nurcie od dłuższego czasu staje się partią lewicową, a czasem nawet lewacką. Walka z Kościołem, wsparcie dla homozwiązków, wprowadzanie boczną furtką in vitro, ideologia gender, podporządkowywanie edukacji i oświaty „politycznej poprawności”, lansowanie deprawacji seksualnej dzieci od 4. roku, a w sferze gospodarczo-społecznej podwyższanie podatków, niebywały rozrost biurokracji i przejmowanie przez państwo kontroli nad życiem prywatnym obywateli – to tylko niektóre przejawy skrętu w lewo. I ta tendencja trwa od lat.

Już w 2007 roku przed wyborami parlamentarnymi panowało dość powszechne przekonanie, że jeśli PO uzyska dobry wynik, to może stworzyć koalicję rządową z SLD.

W grudniu 2008 roku ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zaproponował, by Sojusz i PO rozpoczęły rozmowy na temat bliższej współpracy.

W 2009 roku Donald Tusk zapowiedział konieczność odbycia debaty o eutanazji, przyjęto na listy wyborcze do Parlamentu Europejskiego Danutę Hübner i proponowano kandydaturę Włodzimierza Cimoszewicza na sekretarza generalnego Rady Europy.

W 2011 roku dzięki PO Marek Borowski objął mandat senatora w Warszawie. Kilka dni temu Bogdan Borusewicz udzielił wywiadu, w którym udowodnił, że relacje państwo – Kościół postrzega niczym peerelowski aparatczyk ogarnięty obsesją antyklerykalną.

Równolegle lansowano Jarosława Gowina, który miał być zwornikiem „światopoglądowego kompromisu” w sprawie in vitro i twarzą PO w elektoracie bardziej konserwatywnym. Teraz najwyraźniej politycy PO uznawani za centroprawicowych nie chcą pełnić roli listka figowego.

Minister sprawiedliwości Marek Biernacki zadeklarował, że gdyby PO zawiązała koalicję z SLD, to nie widzi się w takim rządzie. Podobnie tę sprawę postrzega Jarosław Gowin. I również Grzegorz Schetyna, który do tej pory uchodził za zwolennika koalicji PO – SLD, zdystansował się od tego pomysłu, zdając sobie sprawę, że w wewnętrznych rozgrywkach o władzę w partii i państwie Donald Tusk zachodzi go od lewej strony.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 8 czerwca 2013