Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik; NA BAKIER Z WARTOŚCIAMI

Czy antyrodzinna nawałnica, która przetacza się przez media, jest efektem spontanicznego odczytywania przez ich twórców trendów antykultury, czy też mamy do czynienia z rozpisanym na role scenariuszem posiadającym swoich twórców i reżyserów?

Skala i jakość ataku na rodzinę w mediach niejednego skłania do postawienia tego pytania. Maciej Iłowiecki, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, coraz częściej przychyla się do opinii o zaplanowanym kreowaniu negatywnego obrazu rodziny. – Atakowanie rodziny w obecnej sytuacji demograficznej Polski jest samobójstwem. Media wpisują się w działalność władz wykonawczych sprawiają wrażenie realizacji pewnej koncepcji demograficznej, w myśl której mniejsza populacja jest korzystniejsza dla budżetu – stwierdza Iłowiecki. Antyrodzinne oblicze mediów wpisuje się w całokształt dyskwalifikujących rodzinę regulacji państwa, które demolują aksjonormatywne podwaliny przestrzeni publicznej poprzez uprzywilejowanie samotnych matek, zachęcanie do rozwodów itp.

– Gdy dyskryminuje się rodziny, nie można mówić, że żyjemy w demokracji, która ma stwarzać preferencje dla obywateli – dodaje Iłowiecki. W mediach publicznych i komercyjnych preferencje są, ale dla wybranych grup będących obiektem tzw. pozytywnej dyskryminacji.

Perwersja 24 h

„Pytanie na śniadanie” w porannym paśmie TVP2 nie pozostawia złudzeń co do swojego ideowego zaangażowania. Niemal każde wydanie programu w nachalny sposób promuje homoseksualizm, a promotorzy zboczeń to stali goście. „Dumni rodzice gejów i lesbijek”, „Mam dwie mamy – rodziny homoseksualne” – to tylko niektóre z tematów, które w jednostronny sposób wałkowane były w porannym paśmie Dwójki, gdy często przed telewizorami zasiadają dzieci. Schemat tych bełkotliwych, prowadzonych fatalną polszczyzną rozmów skrojony jest prosto i krótko pod prymitywną tezę, że „heteronormatywne” wzorce są passé. Tradycyjna rodzina zawsze zostaje ometkowana jako „patologia” i sceneria dramatów rozgrywających się za zamkniętymi drzwiami. Z ust koncesjonowanej pani psycholog w jednym z programów padło horrendalne stwierdzenie, że największym zagrożeniem dla dzieci wychowanych przez homoseksualistów jest… ostracyzm ze strony „tych tzw. normalnych rodzin”.

Nachalna propaganda dewiacji płynie także z seriali, które stanowią główny trzon oferty zarówno telewizji publicznej, jak i stacji komercyjnych. Ze względu na zaangażowanie dzieci jako aktorów szczególnie szokuje „Rodzinka.pl”. „Czy ty w ogóle wiesz o tym, że jeszcze nie tak dawno geje musieli się ukrywać, żeby nie iść do więzienia? Albo że jeszcze do tej pory są na świecie państwa, gdzie mężczyźni tracą życie tylko dlatego, że kochają innego mężczyznę?” – to klasyka stylu dialogów między matką a dziećmi w serialowej „rodzince”. I kolejna próbka. „To są klauni?” – pyta matka synka robiącego ciastka. „Nie, to mali homoseksualiści” – pada odpowiedź kilkulatka. To nie jest li tylko – jak chcieliby niektórzy – niewyrafinowany dowcip w stylistyce purnonsensu, ale wprowadzanie perwersji do niewinnego świata dzieci.

Coraz częściej programy telewizyjne formatowane są też przez przekaz nasączony treściami spod znaku New Age, a nawet satanizmu. Dość wspomnieć zaproszenie Adama Darskiego „Nergala”, bluźnierczego muzyka epatującego złem, jako jurora do programu „The Voice of Poland” w TVP2.

Wymyślony świat

Seriale zdecydowanie dominują w ramówce telewizji publicznej i komercyjnych stacji. Telewizja publiczna przed południem serwuje nam pasmo powtórek, po południu nowe odcinki serialowej fikcji nijak nieprzystającej do rzeczywistości. Scenariusze ciągnących się latami tasiemców naszpikowane są zdradami, rozwodami, atrofią tradycyjnych więzi, konsumpcyjnym stylem życia, w którym trudno o wyższe uczucia i aspiracje. – Telewizja w dużym stopniu konstruuje rzeczywistość, która jest odległa od naszych realiów. Promowany w serialach model kobiecości i męskości nie koncentruje się na byciu ojcem lub matką, ale na kategoriach czysto ekonomicznych i realizowaniu siebie samego. To forsowanie wątków kulturowo nam obcych – wskazuje Marcin Zarzecki, socjolog z UKSW.

„Ja to mam szczęście” – to kolejna sztandarowa produkcja TVP rzekomo o typowej polskiej rodzinie, dodajmy – patchworkowej („pozszywanej” z członków innych rodzin). W jednym z odcinków najmłodsza, biologiczna córka serialowej pary narzeka na swe fatalne położenie, gdyż jej rodzice nie są rozwiedzeni, więc ma tylko jedną mamę, jednego tatę, jedne wakacje i znacznie mniej prezentów niż jej przyrodnie rodzeństwo z poprzednich związków rodziców. Prymitywizm serialowej produkcji nie przeszkodził Juliuszowi Braunowi, prezesowi TVP, uznać za programy misyjne seriali „M jak miłość” i „Barwy szczęścia” (sic!).

Według obliczeń naukowców z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w 2010 roku obrazy przemocy pojawiały się w Programie Pierwszym Telewizji Polskiej 395 razy na dobę, natomiast w TVN aż 1104. Sceny erotyczne pokazywane były średnio w TVP1 12 razy na godzinę, a w TVN – 32. W scenach przemocy lubuje się stosunkowo nowy gatunek telewizyjny, tzw. docu-crime, emitowany choćby przez TVN i Polsat właściwie bez ograniczeń dotyczących pory emisji.

Epatowanie złem

Oferta stacji telewizyjnych skierowana do najmłodszych jest okrojona do minimum. Warto zaznaczyć, że w sprawozdaniu z działalności za rok 2012 Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji informuje, że TVN nie realizuje w pełni warunków programowych określonych w koncesji, gdyż przeznaczyła na audycje edukacyjne i poradnikowe 48 minut w tygodniowym czasie nadawania, zamiast wymaganych 3 godzin.

Audycje dla dzieci nawet w telewizji publicznej sprowadzają się niemal zupełnie do wątpliwej jakości zagranicznych kreskówek. Przez wulgarne i wszechobecne reklamy pozwolenie dziecku na samodzielne pozostanie choćby na chwilę przed telewizorem to jak danie mu do ręki naładowanego pistoletu do zabawy w rosyjską ruletkę. Nawet przed porannymi kreskówkami dla dzieci w TVP emitowane są pełne erotyki i przemocy reklamy filmów emitowanych w wieczornym paśmie.

W 2012 r. KRRiT karała głównie komercyjne stacje za zaniżanie wieku adresata przy kwalifikowaniu w czasie chronionym (godz. 6.00-23.00) audycji i zapowiedzi programowych oraz oznaczanie audycji symbolem graficznym nieadekwatnym do jej treści. Jak czytamy w sprawozdaniu KRRiT za 2012 r., w programie TVN najwięcej treści mogących mieć negatywny wpływ na prawidłowy fizyczny, psychiczny lub moralny rozwój dzieci i młodzieży zawierały cykle „Sędzia Anna Maria Wesołowska”, „Ukryta prawda” i „Mam talent”. Audycje te oznakowano jako dozwolone od lat 12, mimo że zawierały wyjątkowo drastyczne treści, których nikt normalny nie serwuje sobie na własne życzenie. – Gdy dziecko zbyt wcześnie jak na swój wiek styka się z perwersją i przemocą, nie jest w stanie tego zrozumieć. Traci też z oczu to, co naturalne i dobre, a to dobro jest motorem rozwoju – wskazuje psycholog Beata Rusiecka. Dodaje, że w społeczeństwach zachodnich skutkiem epatowania dzieci złem i zwolnienia się rodziców z wychowawczej roli są coraz częstsze przypadki depresji wśród najmłodszych. U podstaw tej choroby leży właśnie zwątpienie w dobro i możliwość szczęścia.

Ze względu m.in. na niewłaściwe treści w zakwalifikowanym także dla 12-latków programie „Top Model. Zostań modelką” KRRiT nałożyła na TVN karę w wysokości 200 tys. złotych. Prawdziwym recydywistą w niedostosowaniu treści do zalecanego wieku odbiorcy są TVN-owskie „Rozmowy w toku”. Mimo wcześniej wymierzonych kar znów są przedmiotem postępowania KRRiT.

W dotyczącym problemu seksualizacji dzieci raporcie „Pozwólmy dzieciom być dziećmi”, przygotowanym na zlecenie rządu Wielkiej Brytanii, wskazywano m.in. na konieczność współpracy nadawców i Ofcom, brytyjskiego regulatora medialnego, z przedstawicielami środowisk rodziców w celu wspólnego recenzowania treści programów ukazujących się przed godziną 21.00, czyli w czasie, gdy dzieci mogą być przed telewizorem. Podobne działania pilnie potrzebne są także w Polsce. Brytyjski raport zalecał również wprowadzenie klasyfikacji wiekowej teledysków. Wydaje się, że taką procedurą powinny być też objęte reklamy.

Odpowiedzialność za media

Mizeria w telewizji dotyczy nie tylko tego, co jest emitowane, ale i tego, czego nie ujrzymy na szklanym ekranie. – Debaty o potrzebie polityki prorodzinnej są nieobecne, blokowane. Telewizje nie zauważają np. ważnych konferencji poświęconych prawdziwym problemom rodziny – mówi poseł Elżbieta Kruk, była przewodnicząca KRRiT. Światowy Kongres Rodzin w Mediolanie w 2012 r., który zgromadził tysiące rodzin, przeszedł w TVP bez echa. Za to nawet kilkunastoosobowa „manifestacja” homoseksualistów zawsze odnotowywana jest w głównym wydaniu „Wiadomości” z wielką pompą. Hucznie informuje się także o przypadkach tzw. przemocy domowej. – Szczególnie w programach informacyjnych przemoc domową w konkubinatach określa się mianem „przemocy w rodzinie”, która przecież jest oparta na małżeństwie. To przekaz ewidentnie fałszywy i zmanipulowany. Ze wszystkich badań wynika, że najwyższy poziom przemocy ma miejsce w związkach homoseksualnych i konkubinatach – podkreśla senator Jan Maria Jackowski.

Moi rozmówcy akcentują, że Polacy mało skarżą się na media, a w tym obszarze potrzeba wzmożonej obywatelskiej aktywności. – Ofcom, regulator brytyjski, odpowiednik Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, nie musi kontrolować mediów, bo liczba skarg obywateli pozwala mu wypełniać swe zadania. Nasza aktywność wymuszałaby nie tylko działania KRRiT, ale oddziaływałaby pozytywnie na nadawców – wskazuje poseł Kruk. Dodaje, że jeśli brakuje silnej presji społecznej, nadawcy lekceważą skargi pojedynczych osób. Wyrazem tego jest odwoływanie się przez nadawców od kar nakładanych przez KRRiT, choć są one przecież odbiciem opinii społecznej.

Takie umiejętności jak krytycyzm w myśleniu, umiejętność dyskursu, analizowanie źródeł, percepcja zjawisk wynosiliśmy zawsze z rodziny. Zadaniem dla nas wszystkich jest niedopuszczenie, by tę rolę przejęły media, które niejednokrotnie organizują życie całej wspólnoty domowej. Nie możemy przegrać tej bitwy.