Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Jak kot z myszką

Afera z rurociągiem Jamał II wiele pokazuje. Władimir Putin mówił o porozumieniu w sprawie gazociągu, Donald Tusk był tym zaskoczony, minister Budzanowski o niczym nie wiedział, natomiast wicepremier Piechociński w tym czasie przebywał w Petersburgu i spotykał się tam w tajemnicy z rosyjskimi oligarchami… Jesteśmy świadkami obnażenia nieudolności, niekompetencji, braku jakiejkolwiek koordynacji, współpracy i wspólnej wizji. Słowem, obserwujemy zachowanie na miarę małych chłopców w piaskownicy, a nie poważnych polityków: zaiste sekwencja zdarzeń godna komedii w stylu Barei o dyzmowatej klasie rządzącej w III RP.

Teraz – po ogromnej kompromitacji rządu, która ujawniła, że polskie władze są naiwne, chaotyczne i dały się rozegrać Rosjanom – mamy do czynienia z pohukiwaniami i połajankami premiera w putinowskim stylu. Chodzi w nich o to, by ratować resztki prestiżu rządu, który już aż 73 proc. Polaków ocenia jako zły! Opinia publiczna dowiaduje się, że jest jakiś tajny raport, ale nie wiemy, co z niego tak naprawdę wynika. Premier chowa się za swoim rzecznikiem i raportem MSW oraz próbuje przeczekać sprawę, jak to często czynił poprzednio w kryzysowych momentach. Podczas posiedzenia komisji sejmowej wiceministrowie skarbu i gospodarki wykazali zupełny brak przygotowania.

Z tego wszystkiego wynika, że Donald Tusk to premier, który albo nic nie może, albo nic nie wie. To znaczy, że albo nie ma pojęcia, co się wokół niego dzieje, albo z premedytacją okłamuje Polaków i za ich plecami dogaduje się z Rosjanami wbrew strategicznym interesom Polski. Oba scenariusze mają jeden wspólny mianownik, ponieważ oznaczają, że ten gabinet jest szkodliwy dla Polski i nie jest w stanie reprezentować polskiej racji stanu. Ekipa rządząca Polską powinna się zatem podać do dymisji, zanim doprowadzi kraj do katastrofy. Dlaczego Polacy mają być skazani na nieudaczników?

Dymisji rządu jednak nie będzie. Między innymi dlatego, że ekipa Donalda Tuska jest wygodna dla Moskwy, Berlina, Brukseli i innych ważnych centrów zainteresowanych Polską sprowadzoną do roli półkolonii, której premierem jest człowiek niemający wiedzy o planach strategicznych inwestycji dotyczących newralgicznego obszaru bezpieczeństwa państwa. Ujawniona i kompromitująca Polskę na arenie międzynarodowej afera o kryptonimie Jamał II skończy się zatem na koalicyjnych przepychankach między PO i PSL.

Trudno nie odnieść wrażenia, że relacje polsko-rosyjskie – przynajmniej od czasów słynnej rozmowy 1 września 2009 roku między Donaldem Tuskiem a Władimirem Putinem na sopockim molo – są obciążone czymś, co można by określić jako bardzo specyficzną grę. Aby ją zilustrować, trzeba się odnieść do przenośni. Chodzi o to, iż obie strony umówiły się na swoistą współpracę, by wyeliminować wspólnego przeciwnika, i uznały, że w stosunku do niego mogą stosować chwyty poniżej pasa. Jedna strona najwyraźniej uznała, że można kopać przeciwnika, ale we współpracy z drugą stroną można liczyć na jej lojalność. Tymczasem stary wyga nie widzi podstaw, by szanować naiwniaka, który nie zna elementarnych zasad gry, w której nigdy nie ma lojalności, a jest tylko podstępne sprawdzanie na każdym kroku. Zatem stary wyga bawi się z naiwniakiem jak kot z myszką. To, co działo się po tragedii smoleńskiej, jest ilustracją powyższego porównania.

źródło: Nasz Dziennik Sobota, 20 kwietnia