Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Niemiecka propaganda

Rząd Donalda Tuska na wasalnej uległości wobec Berlina zbudował swoją politykę zagraniczną niezabezpieczającą interesów Polski.

Premier uczy Angelę Merkel wymowy nazwiska jej polskiego dziadka, ale nie jest w stanie – na zasadach symetrii – zapewnić statusu mniejszości narodowej Polakom w Niemczech. Ostatnio w sposób niewystarczający reaguje na skandaliczny film niemieckiej telewizji publicznej ZDF „Nasze matki i nasi ojcowie”, w którym w sposób haniebny zniesławiono AK i Polaków, a wybielono Niemców, którzy przecież milionami brali czynny udział w zbrodniczej ludobójczej machinie niemieckiej w czasach II wojny światowej.

Film ZDF będzie również prezentowany w USA, co jasno pokazuje, że mamy do czynienia z operacją propagandową na skalę międzynarodową polegającą na rewizjonizmie historycznym. Niemcy przyjęli następującą taktykę: tak, jesteśmy winni wybuchu wojny; tak, była ona straszliwa i pochłonęła dziesiątki milionów niewinnych ofiar. Lecz równolegle Niemcy powojenne przesiedlenia przekształcili w rodzaj historycznego mitu, mającego kształtować ich współczesną świadomość, a także w celu prób restytucji mienia oraz wzmocnienia swoich wpływów w Polsce i Czechach po wejściu naszych krajów do UE. Czy w Berlinie rządzą socjaldemokraci, czy chadecy, Erika Steinbach cieszy się poparciem władz federalnych. W niemieckich mediach konsekwentnie pojawiają się publikacje obwiniające naszych rodaków o eksterminację Żydów, co w dużym stopniu uderzało w obraz Polski na świecie i relatywizowało zbrodniczą działalność Niemców.

Niemcy do uprawiania swojej polityki historycznej wykorzystują nie tylko instytucje państwowe i publiczne, ale również literaturę, a zwłaszcza kino, które w czasach kultury obrazkowej w sposób niezwykle sugestywny kształtuje zbiorową świadomość. Na przestrzeni ostatnich lat powstało wiele filmów, które przedstawiają Niemców bardziej jako ofiary wojny niż agresorów, jeżeli już natomiast pojawiają się żołnierze, to co prawda brali udział w wojnie, ale szczerze nienawidzili Hitlera. Mamy zatem filmy o alianckich nalotach bombowych, o bohaterskich marynarzach łodzi podwodnej, która zatapiała cywilne statki, Niemcach, nie wiadomo dlaczego wysiedlonych z Polski i innych krajów, o „dobrych” esesmanach rozwożących cyklon B, którzy przestrzegali świat przed ludobójstwem, o Hitlerze, który został przedstawiony nie jako zbrodniarz, ale „postać tragiczna”.

Podobnych filmów bardzo szczodrze wspieranych ze środków publicznych powstaje obecnie w Niemczech bardzo wiele. Już niedługo przeciętny Europejczyk może dojść do przekonania, że były „polskie obozy koncentracyjne”, a głównymi ofiarami wojny byli nie Żydzi czy Polacy, ale Niemcy, którym niewyobrażalne cierpienia zadawali enigmatyczni „naziści” oraz nieokrzesani Słowianie. Tym bardziej że równolegle powstaje w Europie i Stanach Zjednoczonych sporo filmów przedstawiających Polaków podczas II wojny światowej w wyjątkowo niekorzystnym świetle.

Bolesne, że nasze władze nie bronią dobrego imienia Polski. O prawdę historyczną dopominają się organizacje społeczne, Światowy Związek Żołnierzy AK czy Reduta Obrony Dobrego Imienia, której działacze zapowiadają, że na drodze sądowej będą się domagać „zadośćuczynienia za zniesławianie Armii Krajowej i Polaków oraz antagonizowanie obu narodów, co w dzisiejszej Europie oznacza świadome niszczenie dotychczasowego dorobku porozumienia polsko-niemieckiego”.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 13 kwietnia 2013