Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: To już trzy lata

Tragedia z 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem stanowi cezurę w najnowszej historii Polski. Zginął w niej prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką oraz wielu innych wybitnych przedstawicieli życia publicznego w Polsce.

Wymowna jest symbolika tej wielkiej tragedii narodowej, gdyż delegacja polska leciała do Katynia, by oddać hołd oficerom Wojska Polskiego mordowanym z rozkazu Stalina. Najwyżsi przedstawiciele państwa polskiego, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku, a więc 70 lat po ludobójstwie katyńskim i w miejscu tamtej kaźni, oddali życie za prawdę historyczną i Polskę.

Ta katastrofa jest wciąż żywą blizną. W najbliższych dniach ogromne rzesze Polaków szykują się do oddania hołdu ofiarom tragedii smoleńskiej.

Gołym okiem dostrzegalny jest brak zaangażowania rządu w uroczystości rocznicowe, a także działania, które mają wręcz zgasić pamięć o 10 kwietnia 2010 roku.

Celem socjotechnicznym rządzących oraz mediów sprzyjających władzy jest zepchnięcie na margines i ośmieszenie patriotów, którzy autentycznie przeżywają katastrofę i są zatroskani o Polskę.

Zwolennicy „kłamstwa smoleńskiego” mają najwyraźniej poczucie winy, bo dla odwrócenia uwagi od istoty sprawy, czyli nieujawniania prawdy o tej tragedii, używają propagandowej zbitki „sekta smoleńska”. To według nich zamyka sprawę, a przecież to już trzecia rocznica, która przypomina nam, że wrak i skrzynki nadal są w Rosji, mimo że Donald Tusk obiecywał, że wrócą.

Postępowanie władz polskich pod dyktando Moskwy doprowadziło do skompromitowania naszego kraju na arenie międzynarodowej. Przecież kłamliwy raport MAK powstał na zamówienie polityczne Kremla i został „sprzedany” światu jako prawda o tej tragedii.

Bardzo bolesna jest nieudolność rządzących, ich niekompetencja, uległość wobec strony rosyjskiej i całkowite oddanie jej inicjatywy. Ekipa Tuska od początku potraktowała katastrofę jak kradzież w garażu w Pikutkowie. W oficjalnym raporcie Millera są rażące błędy, np. dotyczące wysokości słynnej brzozy. Nie zostały rozstrzygnięte wątpliwości, co rodzi oczywiste pytanie, na ile raport jest prawdziwy. Strona polska główną winę za katastrofę wzięła na siebie. Jest to teza zbieżna z oficjalną wersją rosyjską propagandowo nagłaśnianą od pierwszych chwil po katastrofie.

Przez ostatnie trzy lata pamiętamy o prowokacjach i profanacji wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Pamiętamy kłamstwa Ewy Kopacz, pomylone ciała ofiar w trumnach… I nadal nie znamy pełnych okoliczności i przyczyn katastrofy. Nie żyją kluczowi świadkowie. Osoby, które ponoszą odpowiedzialność za organizację i zapewnienie bezpieczeństwa prezydentowi RP, jak były szef kancelarii premiera Tomasz Arabski czy były szef BOR gen. Marian Janicki, są dyskretnie usuwane w cień i zapewnia im się „miękkie lądowanie”.

Nic dziwnego, że Polacy są coraz bardziej sceptyczni wobec nachalnej i niedorzecznej propagandy, w której co chwila zmienia się wysokość brzozy.

Rząd sam jest sobie winien zaistniałej sytuacji, gdyż dla rozgrywek politycznych z opozycją stracił z pola widzenia długofalowe skutki swoich działań. Ta taktyka obróciła się przeciwko jej autorom, bo według badań tylko 24 proc. ankietowanych uznało, że katastrofa została wyjaśniona, a 60 proc. nie wierzy, by prawda została ujawniona. Rośnie też zdecydowanie liczba osób dopuszczających hipotezę zamachu – obejmuje ona ponad 1/3 respondentów. Niewątpliwie zatem tragedia smoleńska będzie jednym z wiodących tematów debaty publicznej w najbliższych latach.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 6 kwietnia 2013