Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Radość wielka

13 marca, już w drugim dniu konklawe, o godz. 19.06 z komina Kaplicy Sykstyńskiej uniósł się biały dym. Po kilkudziesięciu minutach kardynał protodiakon Jean-Louis Tauran z loggii Bazyliki św. Piotra wypowiedział po łacinie formułę: „Ogłaszam Wam radość wielką. Mamy Papieża!”.

I podał, że został wybrany kardynał Jorge Mario Bergoglio, który przyjął imię Franciszek.

To był bardzo mocny sygnał dla świata, do charyzmatu jakiego świętego będzie się odwoływał nowy sternik nawy Piotrowej. Święty Franciszek z Asyżu znakomicie odpowiada na wyzwania współczesnego świata, też żył w czasach trudnych dla Kościoła i według tradycji usłyszał polecenie Chrystusa Ukrzyżowanego: „Franciszku, idź i odbuduj mój Kościół”.

Świadkami historycznego „Habemus Papam” było ponad 100 tysięcy wiwatujących wiernych na placu św. Piotra i setki milionów na całym świecie przed telewizorami. Chwilę potem ukazał się „miastu i światu” 266. Namiestnik Chrystusa na ziemi.

Pozdrowił wszystkich i dodał: „Wiecie, że zadaniem konklawe było dać Rzymowi biskupa. Wydaje się, że moi bracia kardynałowie poszli znaleźć go prawie na końcu świata. (…) Przede wszystkim chciałbym pomodlić się za naszego emerytowanego biskupa Benedykta XVI. Módlmy się razem za niego, by Pan mu błogosławił i Madonna go strzegła”. Następnie zaprosił do wspólnej modlitwy i udzielił pierwszego apostolskiego błogosławieństwa.

Franciszek to wierny świadek Jezusa i Jego Ewangelii i już dał się poznać jako Papież modlitwy. Kościół postrzega jako „drogę braterstwa, miłości i wzajemnego zaufania”. 14 marca rano udał się do rzymskiej Bazyliki Santa Maria Maggiore, by – jak zapowiedział – pomodlić się w Kaplicy Paulińskiej przed obrazem Matki Bożej, Patronki Rzymu.

O godz. 17.00 przewodniczył w Kaplicy Sykstyńskiej Mszy św. kończącej konklawe. W krótkiej, głębokiej homilii wskazał kierunki działania: wędrować, budować, wyznawać. W ten sposób określił program duszpasterski tego pontyfikatu, który dopełnia wielkie pontyfikaty jego poprzedników.

Powiedział też z całą mocą: „Możemy być księżmi, biskupami, kardynałami albo papieżami – ale jeśli nie bierzemy swojego krzyża, nie jesteśmy uczniami Chrystusa”.

Pozytywne w ostatnich dniach było niewątpliwie to, że media w Polsce i na całym świecie poświęciły tyle uwagi Kościołowi i wyborowi nowego Papieża. Jednak nie we wszystkich ten przekaz był zobiektywizowany, profesjonalny i rzetelny.

Szczególnym zawodem było to, że nie wygrał nikt z grona „faworytów” namaszczonych przez różnych „specjalistów” i „znawców” Kościoła, którzy lepiej od kardynałów elektorów działających w asystencji Ducha Świętego wiedzieli, co jest lepsze dla Kościoła i świata. Teraz te media roztrząsają biografię nowego Papieża i przestrzegają przed jego „konserwatyzmem”.

Krytykami są bardzo często zwolennicy negującej wymiar duchowy człowieka ideologii lewicowej, genderowej, homoseksualnej. Ronią krokodyle łzy, że Kościół „zaprzepaścił szansę na reformę” i nie zechce zaakceptować odejścia od nauczania Chrystusowego oraz dopasowania Kościoła do słabości i grzechów współczesnego człowieka.

Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty, zapytana kiedyś przez żądnego sensacji dziennikarza o to, co należałoby zmienić w Kościele, odparła z prostotą – ciebie i mnie, synu. Jednak ta pełna pokory postawa zazwyczaj nie jest naśladowana przez tych, którzy zamiast reformować siebie, wolą reformować innych.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 16 marca 2013