Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Oblicza cenzury

Po przemianach 1989 roku jedną z powszechnie oczekiwanych przez Polaków decyzji była likwidacja cenzury – atrybutu zniewolenia. Stało się to w kwietniu 1990 roku – Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, jedna z najważniejszych instytucji PRL, szedł do niechlubnej przeszłości komunistycznego państwa.

Urząd przy ulicy Mysiej w Warszawie był synonimem ucisku i braku wolności słowa, gdyż kontrolował przed publikacją każdy przekaz prasowy, radiowy, telewizyjny, każdą książkę, film, spektakl teatralny, wystawę. Cenzura ściśle współdziałała ze strukturami PZPR, Służby Bezpieczeństwa i innymi instytucjami bezwzględnie kontrolującymi całokształt życia publicznego PRL.

Po likwidacji cenzury wielu osobom wydawało się, że praktyki cenzorskie przeszły do ponurej historii; że będziemy żyli w państwie, w którym wolność słowa nie jest frazesem, a pluralizm medialny i możliwość tworzenia otwartego forum debaty publicznej stanie się oczywistym standardem demokratycznym. Ale czy tak jest?

Walka aparatu państwa kontrolowanego przez obecny obóz władzy z katolicką Telewizją Trwam to już symbol współczesnej dyskryminacji ludzi wierzących i ograniczania debaty publicznej.

Wykluczenie cyfrowe dokonane przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji wywołało słuszne oburzenie i bezprecedensowe protesty w obronie wolności słowa.

Działania ekipy Donalda Tuska na rzecz ocenzurowania internetu również wzbudziły sprzeciw społeczny. Ostatnio PO dąży do ograniczenia wolności słowa poprzez nowelizację kodeksu karnego.

Dzisiejsze praktyki cenzorskie mają różne oblicza. Dziennikarzy trzyma się na krótkiej smyczy i daje się im do zrozumienia, że jeśli będą przygotowywali materiały prawdziwe i niezgodne z oczekiwaniami dysponenta bądź właściciela danego środka przekazu, to muszą się pożegnać z pracą.

Medium, które chce się zniszczyć, ogranicza się możliwość pozyskiwania wpływów z reklamy. Robi się to przez monopolizowanie rynku reklamowego i zniechęcanie podmiotów gospodarczych – które w warunkach polskich zawsze w jakiejś mierze są uzależnione od obozu władzy – od zamieszczania reklam w mediach uznanych przez rządzących za „niesłuszne”.

Media takie nie mają środków i tym samym są wykluczane z obiegu. W dzienniku, w którym ukazał się „nieprawomyślny” artykuł o katastrofie smoleńskiej, dokonano czystki personalnej. Poprzez sądy blokuje się tytuły prasowe albo poszczególne publikacje. Kontrowersyjna i przyblakła gwiazda „obozu postępu i demokracji” walczy ze swoimi polemistami, dążąc do kneblowania wolności słowa za pomocy wyroków sądowych.

Internetowe portale społecznościowe są cenzurowane na wiele sposobów. Na przykład przez „politykę prywatności”, różne zasady i regulaminy, a przede wszystkim poprzez ideologię „poprawności politycznej”.

W jednym z nich zawieszono konto za wpis: „Głową Kościoła jest Jezus Chrystus, a nie papież, który jest Wikariuszem Chrystusa na ziemi.

Media, niestety, wykazują się ignorancją”. W innym zlikwidowano konto internaucie i zawłaszczono jego wpisy za to, że prowadził ożywioną i nieobrażającą nikogo dyskusję na temat homoseksualizmu. Pretekstem było stwierdzenie, że wiele osób nie zgadza się z treściami i domagało się skasowania konta.

Żyjemy w zatrutej rzeczywistości. Charakteryzuje ją permanentna manipulacja. Bo jeśli nawet media podadzą prawdziwą informację, to jest to tym bardziej podejrzane.

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 9 marca 2013