Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Żaba ministra Boniego

Minister administracji i cyfryzacji Michał Boni, z wykształcenia kulturoznawca, jest nazywany ministrem od wszystkiego. Ten były tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Znak” najpierw był sekretarzem stanu w KPRM, następnie szefem Zespołu Doradców Strategicznych premiera, który doradzał w najważniejszych dla kraju sprawach, później ministrem – członkiem Rady Ministrów i przewodniczącym Komitetu Stałego Rady Ministrów. W kwietniu 2010 r. pracował przy koordynacji działań podejmowanych w związku z katastrofą lotniczą pod Smoleńskiem, a w 2011 został ministrem administracji i cyfryzacji i popierał cenzurowanie internetu przy okazji konwencji ACTA. W przerwach pracuje nad rozwiązaniami mającymi na celu odebranie Kościołowi pieniędzy.

Tymczasem cyfryzacja kraju leży. W obszarze bardzo lukratywnych przetargów na informatyzowanie kraju mamy wielką aferę korupcyjną, która grozi utratą miliardowych środków z UE, a minister Boni zajmuje się badaniem „języka nienawiści i ksenofobią”. Ostatnio ujawnił, że rząd zmienił przyjętą wcześniej z ogromnym zadęciem propagandowym Długookresową Strategię Rozwoju Kraju, w której rozwój kraju zaprogramowano w oparciu o największe aglomeracje, kosztem mniejszych i małych ośrodków, które miały być zapleczem siły roboczej i żywności dla wielkich miast, co prowadziło do degradacji kraju i rozwarstwienia społeczno-ekonomicznego Polaków. Ostatnio Michał Boni powiedział: „Chcemy rozwijać nasz kraj nie tylko w oparciu o wielkie miasta, ale o unikalną w Europie sieć dużych i średnich miast, rozłożonych równomiernie geograficznie. Dostrzegamy w tym duży potencjał dla zrównoważonego rozwoju Polski”. Deklaracja Boniego oznacza odejście od „modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnego”, zaproponowanego w raporcie „Polska 2030. Wyzwania rozwojowe”. Minister przyznał, że jest to efekt wielu konsultacji prowadzonych w trakcie pracy nad strategią. Michał Boni już raz połykał żabę, którą sam wyhodował. Na początku 2012 r. przekonywał, że polski rząd przeanalizował podpisanie konwencji ACTA, a potem – po protestach społecznych – wycofał się z tego rakiem. Teraz diametralnie zmienił zdanie w sprawie strategii rozwoju. Dlaczego? Z prostego powodu: rząd spotkał się z krytyką i niezadowoleniem opiniotwórczych środowisk, które doskonale zdają sobie sprawę, że lewarowanie wielkich aglomeracji kosztem tak zwanej prowincji to prosta droga do tworzenia z Polski kraju Trzeciego Świata. Poza tym coraz więcej Polaków widzi, jak ten rząd jest szkodliwy dla Polski, i spada poparcie dla Platformy Obywatelskiej.

Polska to nie tylko największe miasta, w których nadal jeszcze duże wpływy polityczne ma Platforma Obywatelska. To także Polska mniejszych ośrodków, z miastami, miasteczkami, wioskami, osadami, a tam rządząca krajem PO nie cieszy się już takim wzięciem. I charakterystyczne, że w ostatnich pięciu latach właśnie w tej części Polski nasila się zjawisko jej degradacji cywilizacyjnej, społecznej i kulturowej. Są likwidowane ośrodki zdrowia, szkoły, domy kultury, delegatury różnych urzędów i służb publicznych, sądy, posterunki policji, urzędy pocztowe, a także punkty obsługi klientów firm sieciowych dostarczających usługi. Obok degradacji administracyjno-usługowej na znacznych obszarach Polski następuje też zapaść gospodarcza. Dlatego potrzebny jest program odbudowy tych terenów, a nie polityka spychania Polski na pozycję półkolonii UE.

 

Źródło: Nasz Dziennik Sobota, 16 lutego 2013