Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Kwaśniewski lekiem na całe zło

Aleksander Kwaśniewski udziela ostatnio wywiadów, w których proponuje receptę na przebudowę sceny politycznej w Polsce i ratowanie „normalności” w życiu publicznym. Dostrzega zmierzch rządów PO i w imię obrony okrągłostołowego establishmentu III RP chce przeciwdziałać powrotowi Prawa i Sprawiedliwości do władzy. Koncepcja byłego prezydenta na uzdrowienie sytuacji w Polsce jest prosta. Pytany przez dziennikarza mającej peerelowski rodowód „Polityki” o to, jaki jest jego pomysł na „powrót lewicy do pierwszej ligi” i czy w związku z tym poprowadzi zjednoczoną lewicę do boju, dał do zrozumienia, że to poważnie rozważa. Dodał: „Zużywanie się Platformy Obywatelskiej w takim układzie nieuchronnie przesuwa władzę w stronę PiS albo jakiegoś post-PiS. Dla Polski to może być fatalne. Dlatego stworzenie po stronie centrolewicowej czegoś, co by zrównoważyło scenę, wydaje mi się polską racją stanu. Istnienie alternatywy centrolewicowej jest w interesie obecnie rządzących, bo może ich uwolnić od zemsty pisowców”.

W „trudnych” dla „ludzi honoru” czasach Salon lansuje Aleksandra Kwaśniewskiego na „męża opatrznościowego”. Tak już było w 2004 roku, gdy w ramach rozgrywek o władzę w obozie postkomunistycznym publicznie ujawniono „szorstką przyjaźń” między ówczesnym prezydentem a premierem Leszkiem Millerem i sympatia „warszawki” była po stronie Aleksandra Kwaśniewskiego. Tak też było w 2007 roku, gdy pod patronatem byłego prezydenta stworzono LiD (Lewica i Demokraci). W ten rozpaczliwy sposób na bazie SLD Wojciecha Olejniczaka (uchodzącego za człowieka bliskiego Kwaśniewskiemu) próbowano ratować od niebytu dawną Unię Wolności, środowisko secesjonistów z SLD pod wodzą Marka Borowskiego oraz Unię Pracy. Ten pomysł okazał się jednak polityczną klapą.

Tak jest i teraz, gdy powołując się na hipotetyczne poparcie dla „zjednoczonej lewicy” w granicach 20-25 proc., Kwaśniewski staje się twarzą projektu, który ma umożliwić zachowanie władzy przez obóz „postępu i demokracji”. Włączenie Aleksandra Kwaśniewskiego do gry świadczy o skali paniki w kręgach tak zwanych elit, które nie chcą dopuścić do władzy PiS nawet za cenę dobicia niegdyś hołubionej PO. Dlatego po raz kolejny odgrzewany jest stary kotlet, który już dawno stracił swój smak. Jeśli bowiem aktywność Kwaśniewskiego ma być remedium na słabnięcie Donalda Tuska, bo PO jest targana wewnętrznymi konfliktami i coraz więcej obywateli dostrzega skalę szkodliwości obecnych rządów dla Polski, to z drugiej strony oznacza dalsze osłabienie Platformy Obywatelskiej, ponieważ produkt w opakowaniu „Kwaśniewski” będzie zabierał wyborców Platformie Obywatelskiej, a nie Prawu i Sprawiedliwości. Liderzy rządzącej partii doskonale zdają sobie sprawę z zagrożenia. Nie przypadkiem wycofali się z pomysłu zmiany ordynacji wyborczej do europarlamentu, polegającej na stworzeniu listy ogólnokrajowej. Uświadomili sobie bowiem, że jedna lista gwiazd centrolewicy otwierana przez Aleksandra Kwaśniewskiego odbierze im miliony głosów. Powrót byłego prezydenta (jeśli się na to zdecyduje, bo musiałby naprawdę pracować i zrezygnować z lukratywnych dochodów) jest niewygodny nie tylko dla Platformy Obywatelskiej, ale również dla Leszka Millera, który dobrze pamięta rok 2004, gdy musiał zrezygnować z premierostwa. Należy zatem przypuszczać, że na jaw może wyjść wiele niekorzystnych faktów dla Aleksandra Kwaśniewskiego.

Źrodło: Nasz Dziennik