Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Dobry Znak: Ucieczka z tonącego okrętu

Kilka dni temu Igor Mintusow, rosyjski ekspert od PR-u, doradca prezydenta Władimira Putina, w rozmowie z jednym z portali internetowych przyznał, że uwagi o gen. Andrzeju Błasiku pozostającym rzekomo pod wpływem alkoholu były główną strategią podczas pamiętnej konferencji Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK).  

Mintusow był „mózgiem” konferencji w styczniu 2011 r., a to właśnie wtedy komisja MAK opublikowała raport nt. katastrofy smoleńskiej, w którym znalazły się „rewelacje” o generale. Błasik miał zmusić pilotów do lądowania na lotnisku Siewiernyj. Rosjanin przyznał, że podkreślenie roli „pijanego” generała było świadomym działaniem mającym na celu próbę odwrócenia uwagi od błędów Rosjan. Fakty docierające do opinii publicznej powodują panikę w obozie rządzącym, który prawie natychmiast po katastrofie uruchomił potężny aparat propagandowy mający ukryć prawdę o tej tragedii. 
W tym działaniu również chodziło, by ukryć lub przynajmniej rozmydlić współodpowiedzialność administracji Donalda Tuska za katastrofę. Przecież organizatorem tragicznego lotu i stroną odpowiedzialną za nieprzestrzeganie procedur obowiązujących przy transporcie najważniejszych osób w państwie była Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. 
Jest takie przysłowie o szczurach uciekających z okrętu. Premier potwierdził, że jeden z jego najbliższych współpracowników Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera i minister – członek Rady Ministrów, a także osoba bezpośrednio zaangażowana w szczucie na śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego ma zostać ambasadorem Polski w Hiszpanii. Do tej pory Tomasz Arabski nie poniósł żadnej odpowiedzialności za swoje czyny, a nawet otrzymał awans, bo w pierwszym gabinecie Donalda Tuska był sekretarzem stanu, a w drugim został awansowany na ministra konstytucyjnego, choć mimo bardzo wysokiego miejsca na liście sromotnie przegrał wybory parlamentarne w Gdańsku zdominowanym przez PO. Dziś jest już niewygodny w otoczeniu premiera, więc za „zasługi” zapewniono mu miękkie lądowanie w Madrycie.
                                                                                                                           Jan Maria Jackowski