Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: W stronę półkolonii

Zapowiedź zwolnienia 1500 pracowników fabryki w Tychach przez koncern Fiat oznacza utratę dalszych kilku tysięcy miejsc pracy w firmach kooperujących. Pokazuje również nieudolność rządu i konsekwencje szkodliwej dla Polski polityki gospodarczej państwa, a w szczególności polityki przemysłowej. W wyniku bezmyślnych działań zainaugurowanych na początku transformacji doprowadzono do likwidacji całych sektorów i branż przemysłu, w których Polska miała niekwestionowany dorobek, jak na przykład przemysł stoczniowy. Następnie władze polskie, a szczególnie ekipa Donalda Tuska, zgodziły się na to, aby Polskę traktowano jak półkolonię UE: źródło tańszej siły roboczej, zaplecze surowcowe oraz miejsce lokowania szkodliwych obszarów produkcji, których symbolem są przestarzałe i szkodliwe dla ludzi wiatraki przenoszone z Niemiec do Polski.

Niebezpieczeństwem jest bowiem nie tylko źle implantowany proces globalizacji, lecz także zgoda obozu rządzącego na zepchnięcie Polski na peryferia Unii Europejskiej. Obrzeża UE oznaczają status kraju podwykonawców i poddostawców, który jest biernie podporządkowany warunkom narzucanym przez wielkich zamawiających. Obecny prezydent Francji tylko na pokaz jest ideologiem mgławicowej europejskości, ale w rzeczywistości twardym lobbystą francuskiej racji stanu. I tego nawet nie ukrywa, stojąc na stanowisku, że ważniejszy jest interes francuski, a nie jakiejś abstrakcyjnej „Europy”. Gdy jeden z zagranicznych koncernów zapowiedział drakońskie zwolnienia w fabrykach we Francji, Fran÷ois Hollande oświadczył władzom koncernu: albo nie będzie zwolnień, albo w ogóle wychodzicie z Francji. I redukcji pracowników nie było. Polski rząd teraz pręży wobec opinii publicznej muskuły, zapowiada negocjacje z Fiatem, ale jest już za późno…

Donald Tusk chwali się, że jesteśmy „zieloną wyspą”. Grecja też jeszcze niedawno na tle innych krajów w UE była „zieloną wyspą”, a dziś jest bankrutem i „chorym człowiekiem Europy”. 4 lata temu zadłużenie Polski u zagranicznych inwestorów wynosiło 174 miliardy złotych, obecnie jest szacowane na ok. 440 miliardów złotych. Czyli dług ten narastał mniej więcej 65 miliardów rocznie. W nadchodzącym roku czekają nas podwyżki podatków (VAT + zamrożenie progów podatkowych przy narastającej inflacji) oraz parapodatków (skokowy wzrost podatku od nieruchomości i opłat za wieczyste użytkowanie), wzrost kosztów nośników energii w związku z polityką klimatyczną UE, rosnące bezrobocie, zapaść służby zdrowia i założenia budżetu państwa po stronie dochodów państwa wzięte z sufitu, a to wszystko przy wygaszaniu inwestycji publicznych i recesji gospodarczej.

Prognozy wzrostu w tej sytuacji są księżycowe, jak w czasach PRL, i już dziś wiadomo, że trzeba będzie nowelizować ten budżet. Donald Tusk dziurę budżetową wygenerowaną przez jego rządy będzie łatać pieniędzmi Polaków. Fiskus średnio zedrze z nas prawie 7 tys., to 400 zł więcej niż w roku 2012. Bój się, kierowco, bój się, przedsiębiorco – rząd przewiduje, że ściągnie z Polaków aż 20,2 mld zł (ok. 520 zł na osobę) w postaci różnych kar, grzywien i mandatów.

Polsce, jeśli ma być suwerennym, nowoczesnym krajem, jak rybie woda potrzebny jest rozwój. Suwerenność w dzisiejszym świecie zależy od tego, czy będziemy w stanie brać aktywny udział w głównym nurcie przemian. Ten rząd, który wobec Brukseli i Berlina pada na kolana, na co wskazują choćby negocjacje w sprawie unijnego budżetu na lata 2014-2020, nie jest w stanie prowadzić skutecznej polityki w interesie Polski. Najwyższy czas na zmiany.