Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Faszystowska mentalność

Po obchodach Święta Niepodległości środowiska lewicowe i lewackie domagają się delegalizacji „niesłusznych organizacji”. Chcą w ten sposób odwrócić uwagę od istotnych problemów Polski, do których doprowadziły między innymi rządy ich obozu politycznego w przeszłości, i przydać sobie wartości jako „obrońcy demokracji”. Przy okazji licząc, że zbiją na tym kapitał polityczny, organizują szeroką kampanię pod hasłem „walki z faszyzmem”. Słyszymy zapowiedzi wielu działań w obronie rzekomo zagrożonej wolności przez „demony przeszłości”. Jest to okazja do rytualnego spędu lewicowców, anarchistów, lewaków, trockistów, laicyzatorów, feministek, „autorytetów moralnych” oraz przedstawicieli innych radykalnych i „postępowych” środowisk, które prowadzą między sobą licytację i rywalizują o palmę pierwszeństwa w kategorii, kto jest „najprawdziwszym antyfaszystą”.

 

Fronty antyfaszystowskie to wynalazek marksistów i leninistów, którzy w okresie międzywojennym pod tym hasłem organizowali ruchy społeczne, manifestacje oraz prowadziły walkę. Historycznie rzecz ujmując, była to propagandowa wojna dwóch socjalizmów: narodowego i stalinowskiego. Przy czym totalitaryzm czerwony był równie krwawy, antydemokratyczny i brutalnie łamał prawa człowieka jak totalitaryzm brunatny. Choć sytuacja się zmieniła i państwa nie są już rządzone przez ludzi spod znaku swastyki czy sierpa i młota, to arsenał propagandowych środków lewicy pozostał ten sam. Tyle że we współczesnym żargonie lewicy i lewaków „faszystą” jest nie tylko ten, kto jest „zacofany” i ma odmienne poglądy polityczne niż „obóz postępu i demokracji”, ale każdy, kto szanuje zbudowaną na fundamencie chrześcijaństwa tradycję kultury europejskiej, kto uważa, że Kościół ma prawo do obecności w przestrzeni publicznej, broni praw naturalnej rodziny oraz podstawowego prawa każdego człowieka – prawa do życia.

 

Środowiska lewicowe i lewackie odwołują się do ulubionej przez nie tradycji terroru, dziś przede wszystkim propagandowego. Chcą całkowicie zawłaszczyć przestrzeń życia społecznego i totalnie kontrolować rzeczywistość przy pomocy ideologii „politycznej poprawności”. Sami siebie określają mianem „postępowców”, a ich „mesjańską” misją jest obrona ludzkości przed „zacofanymi”, czyli tymi, którzy mają odmienne poglądy. Zajadle zwalczają osoby, które uważają, że jest lepiej dla dziecka, jeśli ma mamę i tatę niż dwóch panów czy dwie panie. Powołując się na tolerancję, sami są skrajnie nietolerancyjni. Wyznają wszak kult siły, uważają, że tylko silniejszy ma prawa. Opowiadają się za aborcją, czyli uzurpują sobie prawo silniejszego do mordowania słabszego – nienarodzonego dziecka. Czy faszystą jest zatem ten, kto np. broni ludzkiego życia, czy ten, kto opowiada się za jego niszczeniem?

 

Gdyby świat był urządzony zgodnie z wolą „antyfaszystów”, to już nawet nie byłby powrót do epoki pogańskiej, ale do barbarzyństwa. Tak twierdzi francuski filozof Remi Brague, co dobitnie wyraził w jednym ze swoich wywiadów: „Prawdziwe pogaństwo było zarówno mieszanką zdrowych, jak i perwersyjnych elementów. U nas jednak droga prowadzi tylko do diabelskiej farsy pogaństwa. Możemy więc już tylko wrócić do barbarzyństwa”. To wizja skrajnie pesymistyczna. Ludzie dobrej woli patrzą na świat z optymizmem i wiedzą, że Europie jest potrzebna odnowa oraz powrót do wartości, a nie ideologie, które zrodziły Stalina, Hitlera i Pol Pota.

Źródło:Nasz Dziennik Sobota-Niedziela, 17-18 listopada 2012, Nr 269 (4504)