Opublikowano w kategorii: Aktualności

W Senacie RP – punkt porządku obrad: ustawa o zmianie ustawy o świadczeniach rodzinnych.

Senator Jan Maria Jackowski:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!

Przysłuchuję się wypowiedziom w tym punkcie naszych obrad i przyznam się, że nie bardzo je rozumiem. Bo o jakich pieniądzach my mówimy? Mówimy o 40 milionach zł. Tak, o 40 milionach zł w sytuacji, gdy za czasów rządu Donalda Tuska przybyły dziesiątki tysięcy urzędników, którzy kosztują 10 miliardów zł. Więc proszę nie mówić, że w budżecie nie ma środków, czy nie zasłaniać się taką teorią, że rodziny wolą raz w miesiącu, regularnie, bo rodziny potrzebują i tego, i tego, a nie albo tego, albo tego.

Rząd Donalda Tuska od paru lat powtarza, że będzie polityka rodzinna. A jaka jest rzeczywistość? Francja przeznacza prawie 4% budżetu z państwa na politykę rodzinną, Czechy przeznaczają 2,5%, Polska ma ostatnie albo przedostatnie miejsce, jeśli chodzi o nakłady na politykę rodzinną, wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Nie trzeba daleko szukać – mamy jedną z najgorszych sytuacji demograficznych. Rocznie rodzi się trzysta osiemdziesiąt tysięcy dzieci. Dla porównania podam, że na początku lat osiemdziesiątych rodziło się osiemset tysięcy dzieci. Jeżeli ta tendencja będzie się utrzymywała, to w tej chwili polska rodzina musiałaby mieć średnio czwórkę dzieci, ażeby odwrócić trendy demograficzne.

Zatem opowieści o tym, że budżetu nie stać, a wydaje się miliardy w sposób nieracjonalny, idiotyczny, podejmuje się złe decyzje, to jest hipokryzja. Po prostu nie chce się dać, nie jest tak, że nie ma, tylko nie chce się dać i nie umie się znaleźć tych środków.

To jest pytanie o pryncypia polskiej polityki społecznej. Czy chcemy być narodem starców, za chwilę z propozycją eutanazji, bo już nie będzie stać systemu emerytalnego na wypłaty? Panie Ministrze, trzeba będzie przedłużać okres pracy do stu lat, żeby to się w ogóle zaczęło bilansować. Oczywiście można tak robić, księgowo operacja się uda, tylko pacjent umrze. To jest pytanie o filozofię. Słyszymy – mówił o tym pan senator Rulewski – że 24% rodzin wielodzietnych żyje w ubóstwie, a rząd nic nie robi. Dotyczy to setek tysięcy osób w Polsce. Zdaje się, że cała sfera ubóstwa obejmuje około trzech milionów osób. Czy rząd coś robi? Nakłady na politykę rodzinną są u nas niższe niż w Bułgarii, w Rumunii, już nie mówię o Czechach czy o Węgrzech, gdzie są one ponaddwuipółkrotnie wyższe niż w Polsce, a jesteśmy krajami na dorobku i o porównywalnym potencjale. W związku z tym zastanówmy się, do czego ten chocholi taniec będzie prowadził.

Niedawno w Senacie była konferencja, na której ekspert powiedział, że ludność Łodzi w 2035 r. zmniejszy się o sto sześćdziesiąt tysięcy, czyli ubędzie prawie 1/4 mieszkańców. Społeczeństwo się zestarzeje, miasto nie będzie w stanie utrzymać infrastruktury drogowej, komunikacyjnej, bo kto to będzie utrzymywał, ceny nieruchomości będą spadać. Sześć lat temu śmiano się z doktora Kluzy, który mówił, że ceny nieruchomości mieszkaniowych w Polsce w perspektywie najbliższych lat będą spadały. One spadają ze względu na kryzys, ale zaczynają też spadać i będą spadać ze względu na depopulację Polski. A co się dzieje na wschodniej ścianie Niemiec? Polacy kupują tam nieruchomości, bo są dwu-, trzykrotnie tańsze niż u nas. Ludzie ze Szczecina kupują nieruchomości na wschodnich rubieżach obecnej Republiki Federalnej Niemiec, bo nieruchomości są tam znacznie tańsze i stoją puste. Taka jest perspektywa.

Dlatego nad polityką rodzinną – zwracam się tu też do nieobecnego pana przewodniczącego Augustyna – to nie trzeba dyskutować, tylko trzeba ją robić. Jakie są rozwiązania? Różne kraje je wypracowały. Trzeba po prostu zacząć działać w tym zakresie, a nie oszczędzać na najsłabszych, na dzieciach i tłumaczyć, że w budżecie nie ma 40 milionów zł. Panowie, to jest albo oszustwo, albo hipokryzja. Dlaczego oszustwo? Jeżeli jest tak dobrze, jak rząd mówi, jesteśmy zieloną wyspą, to 40 milionów zł to żaden problem, szczególnie na taki cel. A może hipokryzja? Jest to hipokryzja, jeśli z jednej strony mówi się o polityce rodzinnej, a z drugiej strony zabiera się tym rodzinom. Przecież jest inflacja, progi tak długo nie były waloryzowane – no, teraz to się trochę zmieniło. I w efekcie mamy taką sytuację, jaką mamy. Dlatego uważam, że Senat powinien odrzucić poprawkę zaproponowaną przez Komisję Rodziny i Polityki Społecznej po to, by dać sygnał, że te deklaracje koalicji rządzącej są szczere i prawdziwe. Żeby nie było tak, że co innego mówi się do kamery, a co innego się robi – zabiera się rodzinom.

Uważam też, że to nie jest do końca tak, jak tu było powiedziane w trakcie debaty, że rodziny nie liczą tylko na sprawy materialne. Owszem, zgadzam się, ja się urodziłem w okresie wyżu po wojnie, w latach pięćdziesiątych i rzeczywiście wtedy sytuacja ekonomiczna rodziców, no, była znacznie gorsza, także pod względem cywilizacyjnym. No, w ogóle nie ma co tutaj o tym mówić, bo to jest oczywista sprawa. I wtedy ludzie nie patrzyli na sprawę posiadania dzieci tylko przez pryzmat swoich dochodów. Po prostu dzieci się rodziły, był wyż i dzięki temu wyżowi Polska mogła się rozwijać. Ale to też nie jest prawda, że ta sytuacja jest niezależna od polityki państwa. Przypomnę, że nawet w czasach PRL były znacznie korzystniejsze rozwiązania dla rodziny niż w dzisiejszej III RP. Tak, wystarczy sięgnąć do tych rozwiązań, jakie wówczas były, i porównać je z obecnymi. Ja nie jestem zwolennikiem tak realizowanej polityki socjalnej, jak w PRL, ale ówczesne państwo podejmowało realne kroki poprzez różne formy zasiłków celowych itd., no różne działania były wtedy podejmowane. A dzisiaj tego wszystkiego nie ma. Mało tego, dzisiaj dyskryminuje się dzieci w polskim prawie, bo dzieci ze związków małżeńskich są w znacznie gorszej sytuacji niż dzieci, które rodzic wychowuje samotnie. Wprowadza się mechanizm dyskryminacji w stosunku do dzieci, a to jest po prostu zbrodnia, bo w państwie prawa nie powinno czegoś takiego być. Dlaczego w przypadku dziecka z jednej rodziny mają być korzystniejsze progi, a w przypadku dziecka z innej rodziny mają być mniej korzystne progi? Ja uważam, że powinna być równość wobec prawa i równe podejście we wszystkich przypadkach. Tak że najwyraźniej określenia „polityka rodzinna” używa się jako takiego magicznego słowa – mówi się „polityka rodzinna”, ale w rzeczywistości niczego się w tym zakresie nie robi. A już jak się pojawia jakieś rozwiązanie ciuteńkę korzystne – żeby pokazać, że jednak coś próbuje się robić – to natychmiast jest kontra i mówi się: trzeba to zlikwidować.

I jeszcze jedna uwaga. Otóż to nie jest tak, jak kiedyś mówili liberałowie, że w ogóle nie ma żadnego znaczenia… Co oznacza starzejące się, wymierające społeczeństwo? Co to oznacza dla budżetów gmin? Co to oznacza dla wszystkich funduszy społecznych, dla systemu emerytalnego, systemu zdrowotnego, systemu opieki? To jest po prostu masakra! To jest po prostu masakra! I nie dziwmy się, że znaczna część młodych ludzi, widząc to wszystko, wybiera emigrację. Ale zobaczmy, jaki tu jest paradoks: państwo polskie ponosi nakłady na kształcenie, na przygotowanie do pracy itd… No, trzeba na to spojrzeć także z punktu widzenia ekonomicznego. I teraz ci ludzie, dynamiczni, wykształceni, ambitni, chcący zarabiać pieniądze i pracować, emigrują, czyli my jako państwo oddajemy niejako za darmo, że się tak wyrażę, gotowy kapitał ludzki i jeszcze się cieszymy, że młodzi wyjeżdżają, bo mamy problem z głowy. Prawda? A co to oznacza?

(Wicemarszałek Jan Wyrowiński: Panie Senatorze, już…)

Myślę, Panie Marszałku, że czas zmierzać do końca. Chciałbym zaapelować do pana ministra, żeby zmienił stanowisko rządu i poparł wniosek o przyjęcie bez poprawek ustawy, która przyszła do nas z Sejmu. Dziękuję za uwagę.


Źródło: 18. posiedzenie Senatu RP VIII kadencji, I dzień