Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Beczka prochu

Po straszliwych doświadczeniach dwudziestego wieku świat współczesny miał być inny. Ta optymistyczna wizja była lansowana szczególnie po upadku „imperium zła” i przemianach 1989 roku w Polsce oraz Europie Środkowej i Wschodniej. Wydawało się, co głosił guru tamtej epoki Francis Fukuyama, amerykański politolog i ekonomista zafascynowany Heglem, że nadszedł „koniec historii”. Według koncepcji Fukuyamy liberalna demokracja, która jest „najdoskonalszym” z systemów, zapanuje już ostatecznie na całym świecie i zapewni powszechny pokój i dobrobyt.

To oczywiste mrzonki, choć w wielu współczesnych ideologiach traktowane jako „dogmat” i „politycznie poprawny”, oficjalny pogląd globalistów. Komunizm niby upadł, ale sprawujący swoiście demokratyczne rządy prezydent Rosji odwołuje się do niektórych elementów stalinizmu oraz prowadzi konsekwentną politykę odbudowy rosyjskiego imperium. Moskwa pilnuje swoich interesów w rejonie Pacyfiku, na Kaukazie, w środkowej Azji oraz Europie Środkowej i Wschodniej. Zbroi się na potęgę, a atut nieograniczonych zasobów bogactw naturalnych traktuje jako najskuteczniejszą broń. Natomiast Chiny, które już są drugą potęgą światową, nadal formalnie są krajem komunistycznym. Już nie tylko kwestionują status Tajwanu, ale ostatnio coraz bardziej konfrontacyjnie podnoszą swoje pretensje terytorialne w stosunku do Japonii i Indii.

W wielu krajach muzułmańskich nasila się zjawisko fundamentalizmu islamskiego. Koncepcja „świętej wojny” ma stanowić remedium na bezbożność i kwestionowanie podstawowych wartości przez współczesną cywilizację Zachodu zdominowaną przez chciwość, konsumpcjonizm i relatywizm moralny. Krwawe zamachy na przedstawicielstwa dyplomatyczne USA i innych krajów zachodnich po emisji powstałego w USA filmu obrażającego uczucia religijne wyznawców islamu dramatycznie ukazują, jak łatwo dziś w podminowanym świecie doprowadzić do eskalacji napięcia i aktów terrorystycznych, które mogą być zarzewiem straszliwej wojny.

Tymczasem Stany Zjednoczone, które po upadku dwubiegunowego świata i Związku Sowieckiego miały pełnić rolę „strażnika światowego rezerwatu” pacyfikującego wszelkie przejawy kwestionujące „nowy ład światowy”, systematycznie tracą status hipermocarstwa i nie są w stanie spełniać tej roli. Unia Europejska przeżywa strukturalny i gospodarczy kryzys i jest słabnącym „papierowym tygrysem” w ramach systemu światowego. Poza tym Niemcy starają się wykorzystać obecną sytuację w UE do swoich celów, by przejąć kontrolę nad tą strukturą i użyć jej jako narzędzia do realizacji swoich partykularnych interesów. Opisując obrazowo to, co dziś dzieje się w Unii Europejskiej, można porównać tę sytuację do federalistycznej II Rzeszy założonej w 1871 r. przez Ottona von Bismarcka. Dzisiejsze Niemcy to coś na kształt ówczesnych Prus, dominujących i posiadających największy potencjał, a pozostałe kraje członkowskie UE to jedynie znacznie słabsi członkowie federacji zarządzanej przez Berlin. Germanizacja UE jest źródłem nowych/starych problemów.

Świat przypomina zatem beczkę prochu, a oderwanie polityki od moralności rodzi pokusę zapalenia lontu. Globalizacja nie oznacza bowiem ustania ograniczeń i słabości, które trapią ludzkość od czasów Adama i Ewy. Tyle że obecne środki niszczenia są niewspółmiernie większe niż w czasach biblijnych. Dlatego, zwłaszcza dziś, nie można zapominać, że bez wartości nie ma przyszłości.

Źródło: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 22-23 września 2012, Nr 222 (4457)