Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Dobry Znak: Przyszłość świata idzie przez rodzinę

 Co prawda na razie nie będzie rozpatrywana przez parlament ustawa o zrównaniu małżeństw z konkubinami jednopłciowymi, ale środowiska „postępowe” nie ustają w trudzie zwalczania rodziny naturalnej i niszczenia społeczeństwa próbując nam narzucić model „rodziny inaczej”. Tymczasem to rodzina – jako małżeństwo mężczyzny i kobiety, w którym pojawiały się dzieci i która organizowała opiekę nad osobami starszymi nie mogącymi już zarobkować – przez wieki pełniła funkcję podstawowego elementu struktury społecznej  i gospodarczej. Dopóki były zdrowe rodziny, to było zdrowe społeczeństwo i Europa. Dziś widzimy, że wszechogarniający kryzys ma przede wszystkim podłoże moralne i jednym z jego źródeł jest kryzys rodziny.  

       Obecnie zostały bowiem zrelatywizowane ustalone od pokoleń prawa i relacje oraz wzajemne obowiązki i zobowiązania między małżonkami, dziećmi i dziadkami. Perspektywa dezintegracji rodziny i przyzwyczajenie do racjonalistycznego i utylitarnego sposobu myślenia powoduje, że ten sposób myślenia jest przenoszony na życie prywatne. W krajach wysoko rozwiniętych coraz więcej osób patrzy nawet na swoje życie osobiste w kategoriach  „rachunku zysku i strat” i dochodzi do wniosku, że zalety życia rodzinnego nie rekompensują problemów z nim związanych, takich jak na przykład ekonomiczne koszty utrzymania rodziny. Rodzina oznacza bowiem wysiłek, obowiązki, poczucie braku komfortu wolności od trosk dnia codziennego. Współczesność oferuje tymczasem pozór „skutecznych” namiastek i możliwości cieszenia się alternatywnymi korzyściami, a także przyjemnościami o zwiększonej atrakcyjności, bez konieczności ponoszenia trudu. Wszystko to zgodnie z obiegowym powiedzeniem, że aby napić się mleka, nie trzeba kupować krowy. Czy jednak istnieje droga na skróty? 

         Współczesna rodzina jest znacznie bardziej niż w poprzednich epokach uzależniona od struktur państwa i prowadzonej przez nie polityki ekonomicznej i społecznej. Poza tym o wiele łatwiej może być poddawana presji ideologii i kultury permisywnej. I pomimo, iż współczesna kultura nie jest otwarcie  programowo wroga wobec rodziny, to jednak nie jest też dla niej przyjazna, jak bywało w przeszłości, ani nawet nie jest neutralna. Wynika to z tego, że współczesność jest nadmiernie skoncentrowana na sobie samej, by uznawać wspólnotę rodzinną jako „podstawową komórkę społeczną”, która jest najbardziej trwałym związkiem społecznym, odpornym na naciski zewnętrzne i dość niezależnym. Rodzina wymyka się modelowi społeczeństwa czasów globalizacji, oznacza ciągłość i tradycję, istnieje przecież pamięć genealogiczna o przodkach, a przez dzieci i wnuki twórcze spojrzenie w przyszłość. Nasze jestestwo w rodzinie zaczyna się przed naszymi narodzinami, w życiu naszych rodziców i dziadków, i trwa po naszej śmierci, w życiu naszych dzieci i wnuków.

         Współczesny człowiek na rzeczywistość patrzy poprzez perspektywę doraźności i horyzont własnego życia, dlatego nierzadko brak mu głębszej motywacji do zakładania własnej rodziny i troszczenia się o nią. Prawa rodziny są przeciwstawiane prawom mężczyzn i prawom kobiet, a także prawom dzieci, a w debacie publicznej trwa spór, czym ma być współczesne społeczeństwo. Czy jest to rodzina rodzin, tworząca klarowne zależności w sferze praw i obowiązków oraz solidarności międzypokoleniowej np. w zakresie systemu emerytalnego? Czy jest to zbiór obywateli-jednostek, pozostających w luźnych związkach i relacjach?.

    Zostały zachwiane tradycyjne role ojca i matki. Relatywnie zmniejszył się świadomy wpływ rodziców na dzieci. Ojciec, który nadawał tożsamość społeczną, symbolizował  tradycję i ciągłość kulturową przekazywaną z pokolenia na pokolenie, uczył sztuki życia i zawodu, jest dziś – jeśli w ogóle jest – zapracowany poza domem i nie ma czasu dla swoich dzieci. Ponadto współczesne państwo przejęło tradycyjną rolę ojca gdyż wspomaga finansowo rodziny bez ojca i tym samym kieruje do swoich obywateli komunikat, że ojca może nie być. Matki też dziś są zapracowane i nie maja czasu dla swoich dzieci, które nie mają się z kim dzielić swoimi troskami, lękami i nadziejami. Złożoność współczesnego świata, konflikty i sprzeczności utrudniają młodym proces adaptacji społecznej. Jeżeli nie mają oni oparcia w rodzinie, gubią się i w brutalny sposób stykają z rzeczywistością.

         Według obiegowej opinii w mediach dzieci są postrzegane przez swoich rodziców jako przeszkoda w karierze i rozwoju zawodowym. W krajach wysoko rozwiniętych i w Polsce wytworzył się tak zwany model „dinks” (od angielskiego: double income, no kids, czyli podwójny dochód – pensja, żadnych dzieci). Jednak taki model relacji międzyludzkich wywołuje reakcję sprzeciwu. Coraz więcej osób wyraża pogląd, że nie satysfakcjonuje ich rola „singla”, samotnego pracoholika samowystarczalnego pod względem uczuciowym, a od życia oczekują czegoś więcej. W świetle badań demoskopijnych zarówno europejskich, jak i polskich, udana rodzina jest jednak uznawana ciągle jako najwyższa wartość oraz pożądane źródło satysfakcji i samorealizacji.

    I to jest pokrzepiające, że jednak nie została zaburzona naturalna busola, która przez wieki wyznaczała ludzkości kierunek rozwoju. Bł. Jan Paweł II, zwany papieżem rodzin, jak najbardziej słusznie podkreślał, że przyszłość świata idzie przez rodzinę.

 

Źródło: Dobry Znak 15(97)/2012