Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Polska na zakręcie

Gdy przed kilku laty dr Stanisław Kluza przestrzegał, że w perspektywie następnych dekad ceny nieruchomości mieszkaniowych w Polsce zaczną spadać, bo liczba Polaków zacznie się gwałtownie zmniejszać i nie będzie miał kto w nich mieszkać, mało kto w to wierzył. Mało też kto wierzył, że będzie coraz więcej pustostanów, czyli wolnych, niezasiedlonych mieszkań. Dziś ceny nieruchomości mieszkaniowych od kilku lat spadają, dostrzegalne jest już zjawisko wyludniania się niektórych obszarów naszego kraju i mieszkania zaczynają być puste.

Wraz z ujawnianiem nowych danych po spisie powszechnym wyraźnie widać, że w Polsce mamy zimę demograficzną. Wielu specjalistów i publicystów ostrzegało od lat, że grozi nam katastrofa ludnościowa. Lecz rządzący nic sobie z tego nie robili, chowając głowę w piasek, i opowiadali dyrdymały, że budżetu nie stać na politykę rodzinną (nie stać nas na jej nieprowadzenie!).

Na przestrzeni ostatnich lat liczba Polaków mieszkających w Polsce zmniejszyła się już o ponad 2 miliony, a nasz kraj drastycznie się starzeje. Między spisami powszechnymi w 2002 i w 2011 roku zmniejszanie się liczby ludności było szczególnie widoczne w sześciu województwach. W śląskim ubyło 112,5 tys. mieszkańców, łódzkim – 74,2 tys., opolskim – 48,8 tys., lubelskim – 23,4 tys., świętokrzyskim – 16,8 tys., a podlaskim – 6,2 tys.

W Polsce od wielu lat wskaźnik dzietności utrzymuje się na dramatycznie niskim poziomie 1,2-1,4. Do tego dochodzi masowa emigracja zarobkowa. Starzenie się populacji i zmniejszanie liczby mieszkańców oznacza gigantyczny wzrost nakładów na system ochrony zdrowia, system opieki społecznej i system emerytalny (a jak wiadomo, wszystkie te obszary życia społecznego finansowane z funduszy publicznych są obecnie w stanie zawałowym), a także załamanie się dynamiki rozwoju gospodarczego, co tylko przyspiesza degradację.

Z badań demografów wynika, że w roku 2035 jedynie województwo mazowieckie (głównie dzięki metropolii warszawskiej) utrzyma stan posiadania. Wszystkie pozostałe województwa łącznie będą miały zmniejszoną liczbę mieszkańców przynajmniej o 2,5 miliona. Na przykład liczba mieszkańców Łodzi do 2035 roku zmniejszy się o 160 tys., czyli o jedną czwartą.

Co to oznacza? Nie tylko pustostany, ale także degradację warunków życia, bo mniejsza i podeszła w latach populacja łodzian nie będzie w stanie utrzymać infrastruktury miejskiej na dotychczasowym poziomie.

Profesor Gerard Dumont, twórca pojęcia „zima demograficzna”, już w końcu lat 70. ubiegłego wieku przestrzegał, że Europa staje się jedynym kontynentem na świecie odnotowującym ujemny współczynnik przyrostu naturalnego.

Przyczyny zimy demograficznej bez ogródek zdefiniował naczelny rabin Wielkiej Brytanii Jonathan Sachs w słynnym wykładzie sprzed kilku lat, gdy został powołany do Izby Lordów. Stwierdził: „Europa umiera, ponieważ jej obywatele są zbyt dużymi egoistami, by mieć dzieci. Powodem spadającej liczby urodzin jest rozpowszechnienie się konsumpcyjnego stosunku do życia, egoizm i zanik praktyk religijnych”.

Z demografią jest jak z jazdą na nartach – trzeba skręcić przed momentem, po którym już się nie da skręcić. Jeżeli teraz nie nastąpi skręt w polityce państwa i nie zostaną podjęte radykalne działania, to Polska zostanie skazana na wymieranie.

Źródło: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 11-12 sierpnia 2012, Nr 187 (4422)