Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: GMO w Polsce

W 1989 roku, z okazji 200-lecia rewolucji francuskiej, zapytano jednego z chińskich przywódców o ocenę tego wydarzenia w dziejach ludzkości. Jak wiadomo, krwawe przemiany we Francji u schyłku XVIII wieku były inspirowane myślą oświeceniową, z której wyrosły dwa totalitaryzmy w XX wieku: komunizm i hitleryzm. Co ciekawe i charakterystyczne, chiński prominent – wywodzący się z rządzącej w tym kraju od 1949 roku Komunistycznej Partii Chin – odparł, że 200 lat to zbyt krótki okres, by móc ocenić rok 1789.

Nad ideologią zwyciężyła licząca tysiące lat tradycja kultury chińskiej, w świetle której do opinii w sprawach ważnych, wywołujących długookresowe skutki potrzebne są namysł i szersza perspektywa.

W Polsce brakuje namysłu i myślenia o przyszłości. Zachwalana jest energia atomowa, przedstawiana jako „bezalternatywna”, „bezpieczna”, „ekologiczna”, „tania”. Tymczasem, gdy się głębiej przeanalizuje problem, okazuje się, że wcale tak nie jest.

Podobnie jest z GMO, czyli z genetycznie modyfikowanymi organizmami. Zwolennicy i lobbyści zachwalają dość jednostronnie tę biotechnologię, natomiast różne stowarzyszenia, organizacje i fundacje zajmujące się zdrową żywnością czy ochroną środowiska i oceniające zjawisko nie przez pryzmat doraźnych korzyści, lecz bardziej całościowo i długofalowo, przestrzegają przed możliwymi negatywnymi i szkodliwymi skutkami dla zdrowia ludzi i natury.

Również ludzie nauki są podzieleni – podobnie jak w sprawie energii jądrowej. Na przykład w oświadczeniu Komitetu Ochrony Środowiska PAN zawarty jest wniosek o moratorium na uprawy odmian GMO w Polsce. Chodzi między innymi o to, że GMO i nadmierna intensyfikacja rolnictwa stanowi ogromne zagrożenie dla bioróżnorodności, co może wywołać niebezpieczne dla człowieka nieodwracalne zmiany warunków życia na ziemi.

Natomiast członkowie Komitetu Biotechnologii PAN głoszą, że żywność powstała z odmian GMO jest bezpieczna dla konsumentów (choć nie ma na to całościowych i ostatecznie naukowo zweryfikowanych dowodów), a same uprawy nie stanowią zagrożenia ekologicznego.

Potężne korporacje lobbujące na rzecz GMO próbują wpłynąć na struktury międzynarodowe, a także bezpośrednio na kraje, w których chcą zarobić.

Niektóre państwa UE, np. Niemcy i Francja, ostro się bronią i nie godzą się na produkcję u siebie kukurydzy MON 810, inne mają mniej restrykcyjne rozwiązania. Sytuacja wymaga ogromnej roztropności i mądrości ze strony konstytucyjnych władz Polski. Tymczasem rząd chowa głowę w piasek i jest oficjalnie przeciw GMO, a nieoficjalnie nawet za.

Przynajmniej taki wniosek wypływa z przeprowadzonej ostatnio przez parlament z poparciem rządu zmiany ustawy o paszach i braku konsekwentnej polityki w zakresie dywersyfikacji białka w paszach dla zwierząt i zmniejszania w nich udziału sprowadzanej głównie z Brazylii i Argentyny soi genetycznie modyfikowanej.

W tej chwili polski rynek jest w gruncie rzeczy w ręku monopolistów, a konsumenci, spożywając drób i jajka, a także produkty mięsne, nie zdają sobie sprawy, na jakich paszach zostały one wytworzone. W legislacji w takich sprawach trzeba się kierować zasadą przezorności. Konieczne jest też, aby na produktach żywnościowych dopuszczonych do sprzedaży dla ludzi była obligatoryjna informacja, czy dany produkt jest biologicznie czysty, czy jednak powstał na bazie GMO.

Źródło: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 4-5 sierpnia 2012, Nr 181 (4416)