Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Ile nas to kosztuje

W dyskusjach o różnych motywowanych ideologią „róbta, co chceta” i „alternatywnych” modelach życia jakoś niewiele w debacie publicznej mówi się, ile nas, wszystkich podatników, to kosztuje. Mówi się: „Niech każdy żyje, jak chce – ma do tego prawo, co to kogo obchodzi”. To nie jest prawda, bo często to „prawo” jest realizowane z naruszeniem wolności lub godności drugiego człowieka oraz na koszt całego społeczeństwa.

Kryzys gospodarczy spowodował, że w całej Europie zaczęła się dyskusja na temat kosztów. Dzięki temu do opinii publicznej zaczyna docierać, jak ogromne koszty budżetowe i społeczne powoduje promowanie przez państwo stylu „róbta, co chceta”.

System podatkowy w Polsce preferuje rozwody i samotnych rodziców. Przy czym, co najgorsze, rozpad rodziny determinuje całe życie dziecka, które jest niewinną i tragiczną ofiarą logiki, według której prawa jednostki do samorealizacji są ważniejsze niż prawa rodziny i prawa dziecka do posiadania rodziców.

Opłacalne stało się bycie samotnym rodzicem, bo ustawowo należą się odrębne mieszkania, i to w sytuacji, gdy niejedna rodzina nie może się doczekać samodzielnego mieszkania. Ponadto takie osoby uzyskują przywilej w postaci wspólnego opodatkowania z dzieckiem, co jest wykluczone dla pełnych rodzin.

Dzieci wychowywane przez samotnych rodziców mają znacznie korzystniejsze kryteria dochodowe, od których zależy zasiłek, niż dzieci w rodzinach pełnych, są preferowane w przedszkolach.

W wyniku rozwodów jest więcej gospodarstw domowych, które emitują dodatkowe zanieczyszczenie środowiska i produkują więcej śmieci, zużywają więcej wody i energii, której w Polsce zaczyna brakować. Wszystko to powoduje dodatkowe obciążenia dla budżetu państwa i dodatkowe koszty społeczne. I na to są pieniądze, a na leczenie wielu chorób ich nie ma!

Homoseksualiści chcą legalizacji przez państwo konkubinatów jednopłciowych i domagają się takich samych praw, jakie mają małżeństwa, łącznie ze wspólnym opodatkowaniem. Jest to pomysł czysto ideologiczny, by pewnej grupie nadać szczególne przywileje kosztem całego społeczeństwa.

Na gruncie istniejącego prawa dwie osoby fizyczne posiadające zdolność prawną już obecnie mogą zawierać między sobą różnorakie umowy określające swoje wzajemne zobowiązania w wymiarze majątkowym czy osobistym.

Gdyby taki pomysł został zrealizowany, otworzyłby drogę, by np. dwóch singli tej samej płci ze względów podatkowych rejestrowało fikcyjny związek partnerski, na czym – w zależności od swoich dochodów – zarabiałoby tysiące złotych. Małżeństwo mężczyzny i kobiety korzysta natomiast z pewnej ochrony państwa, gdyż ze swojej natury małżonkowie zobowiązują się wzajemnie między innymi do wychowania potomstwa. Bez dzieci społeczeństwo i państwo nie ma przyszłości.

Konkubinaty jednopłciowe z istoty rzeczy nie podejmują trudu urodzenia i wychowania dzieci, natomiast korzystając później z emerytury, obciążają całe społeczeństwo skutkami swoich wyborów. Przecież system emerytalny oparty jest na solidarności międzypokoleniowej i zasilany przez dzieci urodzone ze związku mężczyzny i kobiety, do którego homoseksualiści nie wnoszą następnego pokolenia.

Skala obecnego kryzysu moralnego i gospodarczego w Europie prędzej czy później doprowadzi do przeorientowania praw i obowiązków obywateli. Zostanie zapewne podjęta dyskusja, by osoby chcące realizować swój styl życia, obciążając całe społeczeństwo, ponosiły tego koszty.

Źródło: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 28-29 lipca 2012, Nr 175 (4410)