Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Dobry Znak: Propaganda sukcesu

Pomimo iż Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej Euro 2012 już dawno się skończyły, to nadal, na skalę bezprecedensową, jesteśmy karmieni agitacją i propagandą rządową  

Aż strach oglądać jakiekolwiek programy informacyjne i publicystyczne w mediach rządowych i prorządowych, bo wazeliniarstwo wobec władzy oraz megalomaństwo zakompleksionych dziennikarzy spływa z ekranu niczym morska piana. Usłużni wobec rządzących komentatorzy prześcigają się w peanach na cześć ekipy Tuska i entuzjastycznych doniesieniach o tym, jak wielkim sukcesem organizacyjnym było Euro.

Przy okazji tej nachalnej propagandy objawił się plan władzy, która chciała zawłaszczyć Euro do swoich celów politycznych, a dumę narodową Polaków i kibicowanie polskiej drużynie utożsamić z poparciem dla rządu. Myślano, że jak się podsypie kasę, to nasi wyjdą z grupy i tym samym uda się odwrócić uwagę opinii publicznej od nieudolności i niekompetencji obecnej władzy oraz wywoływanych przez nią konfliktów z kolejnymi grupami społecznymi. W tym z firmowaną przez obecną ekipę dyskryminacją katolików przejawiającą się między innymi otwarciem furtki do rugowania religii ze szkół, próbą ograniczenia finansów Kościoła czy wykluczeniem cyfrowym dla katolickiej Telewizji Trwam.
Rząd przy wykorzystaniu propagandy sukcesu wdrożył taktykę ucieczki do przodu. Stadiony, co prawda, zostały wybudowane, ale zostały przepłacone, by „swoi” dobrze zarobili, autostrady niby są, ale ich jeszcze nie ma, bo z 1700 km zapowiedzianych przez rząd dróg ekspresowych i autostrad ukończono ledwie 600, z czego cześć i tak będzie wykańczana dopiero po Euro. Główni wykonawcy, przy cichym współudziale państwa, dopro- wadzili do upadku wielu średnich i małych firm, które były podwykonawcami i za wykonane prace nie otrzymały zapłaty.
W rządowych i prorządowych mediach przygotowano jednym słowem tryumfalną sieczkę propagandową, której celem było pranie mózgów Polaków przez najbliższe miesiące tak, by odwrócić ich uwagę od spraw ważnych i bolesnych. To nic, że Polska wymiera, że mamy pracować do śmierci, dochody ludzi spadają, powiększa się obszar ubóstwa. To nic, że służba zdrowia jest w rozsypce, państwo nie jest w stanie realizować narodowych interesów Polaków i jest żałośnie niepoważne na arenie międzynarodowej, nie potrafi wyjaśnić katastrofy smoleńskiej. To nic, że zamówienia publiczne to obszar patologii i korupcji. Polska gospodarka zanurza się w kryzysie, wzrost PKB będzie niższy niż zapowiadał rząd, spada eksport, bezrobocie rośnie, wskaźnik optymizmu wśród przedsiębiorców jest najniższy od lat.
Najbardziej pełne pychy i emfazy są zachwyty tym, jak niezwykłe talenty organizacyjne przejawiała władza. Impreza Euro wcale nie była największym przedsięwzięciem masowym w ostatnich latach, do Polski przyjechało mniej kibiców i turystów niż się spodziewano. Tym, co mają krótką pamięć warto przypomnieć, że każda z 8 pielgrzymek bł. Jana Pawła II do Ojczyzny (I pielgrzymka 2-10 czerwca 1979; II pielgrzymka 16-23 czerwca 1983; III pielgrzymka 8-14 czerwca 1987; IV pielgrzymka 1-9 czerwca, 13-20 sierpnia 1991; V pielgrzymka 22 maja 1995; VI pielgrzymka 31 maja-10 czerwca 1997; Im wyżej małpa wejdzie, tym bardziej widać, że ma ogon – F. Cooper VII pielgrzymka 5-17 czerwca 1999 i VIII pielgrzymka 16-19 sierpnia 2002) była o wiele większym wyzwaniem logistycznym, gromadziła znacznie większa liczbę uczestników. Na przykład w 2002 roku na krakowskich Błoniach zgromadziła się największa liczba ludzi w dziejach Polski – ok. 3 miliony osób z Polski i zagranicy.
Te pielgrzymki były organizowane w różnych realiach ustrojowych i politycznych. Bł. Jan Paweł II przyjeżdżał do Polski w czasach PRL i w III RP, w której były rządy prawicowe i lewicowe. I wszystkie przyjazdy papieża były ogromnym sukcesem – przede wszystkim duchowym. Poza tym dały impulsy do przemian systemowo- ustrojowych w Europie Środkowo-Wschodniej oraz wprowadzania w Polsce i innych krajach zwasalizowanych przez Związek Sowiecki standardów praw człowieka. Były również ogromnym sukcesem organizacyjno- logistycznym, co było wspólnym dziełem strony państwowej i kościelnej. Jesteśmy dobrymi organizatorami i potrafimy przygotować imprezy masowe na ogromną skalę, więc od początku było wiadomo, że organizacyjnie damy radę, natomiast porażką z powodu nieudolności rządu zakończyły się szumnie zapowiadane inwestycje infrastrukturalne, które miały być gotowe na Euro. Racje mają ci, którzy zwracają uwagę, że dla rządu Euro skończy się, gdy zostanie zbudowana i rozliczona ostatnia inwestycja zapowiadana prze ekipę Donalda Tuska na Mistrzostwa Europy. Jak mówi klasyk, mężczyznę poznaje się po tym, nie jak zaczyna, ale jak kończy.
Choć nasza drużyna nie wyszła z grupy, to mamy jednak ogromny sukces Euro w Polsce, który jednak nie jest sukcesem rządu. Jaki? Ano taki, że w Polsce dzięki Grecji poskromiono imperialne ambicje rosyjskie, a dzięki Włochom został skruszony triumfalizm niemiecki. Może dzięki temu rząd chwali się, że dzięki Euro (i dodajmy rządowej propagandzie sukcesu) wzrosła liczba osób pozytywnie oceniających sytuację kraju z 30 proc. do 40 proc. Lecz pamiętajmy, że ciągle przytłaczająca większość Polaków jest niezadowolona z sytuacji w kraju, a na przebitkach telewizyjnych w Strefie Kibica, gdy tylko pojawiali się prominenci rządowi, rozlegały się zmasowane gwizdy, co najlepiej świadczy o realnych, a nie wirtualnych, nastrojach społecznych.

 

Źródło: Dobry Znak 13(95) /2012