Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Państwo w państwie

Rozdzielenie stanowiska prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości miało odpolitycznić prokuraturę i uniezależnić ją od nacisków zewnętrznych. Tak przynajmniej zachwalała przed kilku laty swój pomysł Platforma Obywatelska.

Dziś dowiadujemy się, że ówczesna reforma jest totalnym niewypałem, a PiS, w swojej krytyce pomysłu rozdziału prokuratury od Ministerstwa Sprawiedliwości, miało rację. Został bowiem wyprodukowany zagrażający stabilizacji i interesom państwa potworek z prokuratorem Andrzejem Seremetem niepanującym nad instytucją, na której czele został postawiony. Prokuratorzy mają status „świętych krów”, cieszą się immunitetem, wysokimi wynagrodzeniami, specjalnym systemem emerytalnym oraz licznymi innymi nieuzasadnionymi przywilejami, a jakość ich pracy jest już powszechnie krytykowana.

Znamienne jest podejście tej instytucji do katastrofy smoleńskiej, która przez ludzi Seremeta jest traktowana nie jak dramat narodowy, ale jak „włamanie do garażu” przez „niewykrytego sprawcę”.

To, że w katastrofie poległ prezydent RP z małżonką oraz przedstawiciele politycznych, wojskowych, kulturalnych i społecznych elit Polski, według śledczych „nie wywołało negatywnych skutków dla organów państwa” i dzięki temu winni zaniedbań oraz przekroczenia uprawnień z kancelarii premiera, MSZ, MON oraz w polskiej ambasadzie w Moskwie mogą czuć się bezkarnie w związku z przygotowaniami lotów do Smoleńska 7 i 10 kwietnia 2010 roku.

Prokuratorzy doprowadzili do nieuzasadnionego przetrzymywania w aresztach wielu osób. Zdarzało się, że wykańczali uczciwych obywateli, niewygodnych dla lokalnych sitw. Wydawali reżimowi Alaksandra Łukaszenki opozycjonistów białoruskich.

Ostatnio opinia publiczna dowiedziała się, że kilkanaście kobiet miało usłyszeć od przedstawiciela Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota propozycje nie do odrzucenia. W zamian za usługę seksualną ich sprawy miały zostać umorzone! Co charakterystyczne dla solidarności środowiskowej, ten prokurator na razie może czuć się bezkarny, bo sąd dyscyplinarny nie zgodził się na jego aresztowanie i za czyn zagrożony karą do lat 10 pozbawienia wolności będzie odpowiadał z wolnej stopy.

Widać gołym okiem, że z prokuraturą musi być fatalnie, skoro rząd, który wyprodukował to państwo w państwie, pracuje nad reformą reformy prokuratury. Jednak obóz władzy zamiast przyznać się do klęski swojej koncepcji, próbuje rzeźbić w rzeźbie i pozoruje wolę zmian, które mają jednak charakter kosmetyczny.

Po pierwsze, ma zostać wprowadzona kontrola parlamentarna nad prokuraturą, ale debata sejmowa nad rocznym sprawozdaniem prokuratora generalnego nie byłaby jednak głosowana. Po drugie, nastąpiłoby zwiększenie uprawnień prokuratora generalnego w zakresie polityki kadrowej, a po trzecie – wprowadzenie zmian w zakresie organizacji prokuratur poprzez racjonalne i równomierne rozłożenie obciążenia pracą prokuratorów.
Lecz te propozycje to małe przyczynkarskie kroki, które nie uleczą złej sytuacji. Trzeba rozwiązań, które ustanawiałyby faktyczną, a nie fasadową kontrolę społeczną nad prokuraturą i ukróciłyby patologię w tej instytucji. Na pewno lepszy, choć nie idealny, był poprzedni system, gdy minister sprawiedliwości był jednocześnie prokuratorem generalnym, bo rząd przynajmniej ponosił odpowiedzialność polityczną za działania prokuratury. Być może warto twórczo wykorzystać inne rozwiązania i podporządkować prokuraturę parlamentowi.

Źródło: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 14-15 lipca 2012, Nr 163 (4398)