Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Dobry Znak: Spór wokół 4 czerwca

Obchody 23. rocznicy częściowo wolnych wyborów oraz 20. rocznicy obalenia rządu Jana Olszewskiego wpisały się w bieżącą walkę polityczną. Mówiąc w skrócie, beneficjenci przemian okrągłego stołu i zwolennicy obecnej władzy oraz jej propaganda uznały rocznicę częściowo demokratycznych wyborów za ikonę przemian 1989 roku, natomiast obalenie pierwszego naprawdę demokratycznie wyłonionego rządu, jakim był gabinet Jana Olszewskiego, za „jedynie słuszne” i „uzasadnione moralnie”, bo szkodził Polsce, czyli tym, którzy zyskali na przemianach okrągłego stołu kosztem reszty społeczeństwa.
Problemem polskiej transformacji było bowiem nierównomierne podzielenie ekonomicznych i społecznych kosztów przemian oraz korzyści płynących z tych zmian. Wyłoniła się grupa, która zyskała, ale znaczna cześć społeczeństwa straciła i nie utożsamia się z kierunkiem przemian. Dlatego miedzy innymi nie uczestniczy w wyborach. 4 czerwca 1989 roku ma przede wszystkim znaczenie emocjonalne. Było to jedno z całego szeregu zdarzeń, które doprowadziły do upadku PRL i porządku jałtańskiego w Europie Środkowowschodniej. Z tych wydarzeń za najważniejsze – mające zsyntetyzować całość ówczesnych przemian – uznano wybory 4 czerwca. Między innymi dlatego, że mają znaczenie mitotwórcze szczególnie dla uczestników tamtych wydarzeń i dla milionów Polaków, którzy jeszcze wówczas wiązali ogromne nadzieje z przemianami zainicjowanymi przez okrągły stół.
Z czasem te nadzieje zostały zweryfikowane i przewartościowane. Okazało się, że słynne słowa Joanny Szczepkowskiej „proszę państwa, 4 czerwca skończył się w Polsce komunizm” były efektowne, ale na wyrost. Dziś ocena polityczna, moralna i społeczna okresu przemian po 1989 roku – mimo próby narzucenia przez „oświecone elity” jedynie słusznej i oficjalnej wizji tego okresu – jest coraz bardziej zróżnicowana. Dlatego w wymiarze europejskim wydarzenia 4 czerwca przegrywają z obaleniem muru berlińskiego. Przemiany zapoczątkowała Polska, ale śmietankę spijają Niemcy.

Mur berliński był uniwersalnym symbolem zimnowojennego podziału Europy. Jego obalenie oznaczało nie tylko realny, a nie symboliczny upadek reżimu komunistycznego b. NRD, ale przede wszystkim faktyczny koniec dominacji sowieckiej na części ziem niemieckich i zjednoczenie Niemiec podzielonych na dwa państwa w następstwie II wojny światowej. To zjednoczenie zmieniło geopolityczny układ sił w Europie i stało się podstawą budowania przez Niemcy pozycji najsilniejszego państwa Unii Europejskiej. Na niekorzyść 4 czerwca 1989 roku przemawia więc również to, że jest to wydarzenie zbyt „lokalne” i zbyt „abstrakcyjne” dla europejskiej opinii publicznej. Dlaczego świętowanie w 1/3 demokratycznych wyborów miałoby stanowić przeciwwagę dla widowiskowej i pełnej dramaturgii nocy z 9 na 10 listopada 1989 roku w Berlinie?

To prawda, że dzięki polskiemu zrywowi solidarnościowemu doszło do zjednoczenia Niemiec. Ale te impulsy to nie zbiór mitów wyprodukowanych na potrzeby „propagandy sukcesu” i pseudoaksjomatów gloryfikujących „ojców założycieli” III RP. To przede wszystkim opór Polaków od czasów II wojny światowej przed narzuconym sowieckimi bagnetami reżimem komunistycznym, z którym jakże często kolaborowali ci, którzy dziś stroją się w Im wyżej małpa wejdzie, tym bardziej widać, że ma ogon – F. Cooper piórka demokratów i wypinają pierś do orderów. To etos niepodległościowy Armii Krajowej i innych organizacji zbrojnych państwa suwerennego. To cicha i wytrwała praca wychowawców i kilku pokoleń naszych rodaków, którzy nie „gasili ducha” i w jakże trudnych warunkach byli wierni wierze ojców i Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. To wreszcie nieoceniony wkład Kościoła, który w czasach PRL pozostawał widomym „znakiem sprzeciwu” wobec totalnego systemu i dawał odważne dowody solidarności z Narodem. To „non possumus” Prymasa Tysiąclecia, to Śluby Jasnogórskie i nowenna poprzedzająca Tysiąclecie Chrztu Polski, to „List biskupów polskich do biskupów niemieckich”, to wreszcie posługiwanie Kościołowi w Polsce i Kościołowi powszechnemu Karola Wojtyły.
Dlaczego nadwiślańskie elity polityczne nie uczyniły z dnia 16 października cyklicznego wydarzenia o randze międzynarodowej? Przecież 16 października 1978 roku, gdy metropolita krakowski został wybrany z natchnienia Ducha Św. na Stolicę Piotrową, było oczywiste dla zwykłych ludzi, że zmienia się architektura świata. To przekonanie było również obecne na Kremlu, w Waszyngtonie i w całej Europie. Odwołanie się do tego wiekopomnego wydarzenia byłoby znacznie czytelniejsze dla nawet zlaicyzowanej europejskiej opinii publicznej niż 4 czerwca 1989 roku. Nadawałoby też inną hierarchię i perspektywę wydarzeniom berlińskim z listopada 1989 roku ukazując w pełnym wymiarze ciąg zdarzeń, który doprowadził do obalenia systemu komunistycznego w Europie.

I dziś dla wielu Polaków data 4 czerwca jest dwuznaczna i bardziej kojarzy się nie tylko z 1989, ale również z 1992 rokiem i obie pozostają w ścisłym związku przyczynowo- skutkowym. Wówczas w wyniku działań, w których uczestniczyli b. współpracownicy SB sprawujący ważne funkcje w państwie został obalony gabinet Jana Olszewskiego. Był to pierwszy po II wojnie światowej rząd polski wyłoniony w wyniku demokratycznych wyborów 1991 roku, który próbował realizować polski interes narodowy. „Olszewski odchodzi – agenci pozostają” – pisano w jednym z dzienników. Dlaczego zatem uniwersalnym symbolem wolności ma być data wzbudzająca różne oceny?

Jan Maria Jackowski

 

Źródło: Dobry Znak , nr 11/2012