Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Miejscy strażnicy Teksasu

Po ulicach polskich miast i wsi chodzą już dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy pod bronią. Jest Wojsko Polskie i Żandarmeria Wojskowa, Straż Graniczna, Policja Państwowa, Inspekcja Transportu Drogowego, Służba Celna, Służba Więzienna, Służba Ochrony Kolei, Wywiad Skarbowy. Mamy służby specjalne wojskowe i cywilne: Centralne Biuro Antykorupcyjne, Agencję Wywiadu i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Biuro Ochrony Rządu. Mamy Państwową Straż Pożarną wyposażoną w specjalistyczny sprzęt do ratowania ludzi i mienia; istnieją także liczne wydzielone struktury nieuzbrojone, ale mające charakter „policji specjalistycznych” z szerokimi uprawnieniami administracyjnymi typu Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska z oddziałami regionalnymi, policja rodzinna, straże miejskie etc.
Służby są rozrośnięte i mają zazębiające się kompetencje, a telefon 112 – mimo szumnych zapowiedzi rządu Donalda Tuska – będzie działał na terenie całego kraju najwcześniej za dwa lata. Ich wielość nie zawsze przechodzi w jakość. Obywatel wcale nie czuje się bezpieczniej. Równolegle zgodnie z prawem Parkinsona niebywale rozrosła się biurokracja. Za czasów Donalda Tuska w administracji publicznej przybyło 80 tys. etatów i Polska ma obecnie prawie trzykrotnie większą armię urzędników niż w czasach PRL. Jakby tego było mało, szaleństwo mnożenia biurokracji i służb trwa. Przygotowywana jest bowiem ustawa o powołaniu policji municypalnej, której powstanie będzie oznaczało kolejny wzrost wydatków z pieniędzy podatnika.
Według jej autorów, komendantów straży miejskich w największych polskich miastach, strażnicy miejscy mają zostać wyposażeni w broń palną oraz uzyskać dodatkowe uprawnienia, między innymi prawo prowadzenia kontroli osobistej i nakładania mandatów w szerszym niż dzisiaj zakresie. Do ich zadań włączone byłyby obserwacje i rejestrowanie przebiegu dokonywanych czynności. Uzyskaliby także bezpośredni dostęp do wszelkich baz danych. Otrzymaliby prawo doprowadzania do sądu w trybie przyspieszonym. Wreszcie w znacznie szerszym niż dotąd zakresie mogliby nakładać grzywny. Jeżeli będzie zielone światło rządzącej krajem PO dla powstania tego typu formacji, to za chwilę dowiemy się, że dużym miastom jest potrzebny np. własny wywiad i kontrwywiad, własna policja skarbowa, własne wojska, a wszystko jest przykrywką, by jeszcze bardziej – bo to cecha rządów PO – inwigilować i szykanować obywatela. Megalomania prezydentów dużych miast i ich komendantów straży miejskich niepotrzebnie dubluje zakres działania już istniejących służb, rodzi chaos, a przede wszystkim jest kosztowną dla podatnika zabawą w Chucka Norrisa, znanego z tytułowej roli w serialu „Strażnik Teksasu”. Jest odwracaniem uwagi od problemu. Do niedawna wiele straży miejskich zamieniało się w umundurowanych poborców podatkowych i żyło z chowania się w krzakach i szczególnie złośliwej łapanki na kierowców, by zasilić budżet gminy. Po ubiegłorocznej zmianie przepisów i częściowym ukróceniu tego procederu w wielu gminach dziś likwiduje się straże, bo są drogie i nieefektywne, a przede wszystkim niepotrzebne. Znacznie taniej jest samorządowi podpisać specjalną umowę o współpracy, wykupić w Policji Państwowej etaty policyjne i oddelegować zatrudnionych na ich podstawie policjantów do zadań szczególnie ważnych dla społeczności lokalnej.

Źródło: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 2-3 czerwca 2012, Nr 128 (4363)