Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Nasz Dziennik – Orzeł i reszka: Rząd wpadł we własne sidła

Do rozpoczęcia Euro 2012 zostały jeszcze 34 dni. Lecz jak to z piłką bywa, tam gdzie są wielkie masowe widowiska i emocje sportowe, tam jest też polityka. Taka jest bowiem logika życia publicznego, w którym do imprez masowych podchodzi się w kategoriach znanych z czasów starożytnych. Wówczas, w I wieku, rzymski poeta Juwenalis z Akwinum wyraził istotę sprawy powiedzeniem panem et circenses (chleba i igrzysk), określając w ten obrazowy sposób postępowanie władzy, która walkami gladiatorów i rozdawnictwem żywności rozładowywała napięcia społeczne.

 Podobnie jest i dziś, „chlebem i igrzyskami” próbuje się utrzymać sytuację społeczną pod kontrolą. Obecny rząd do organizacji turnieju podszedł przede wszystkim w kategoriach uzysku politycznego i wizerunkowego. Euro miało być lekiem na polskie bolączki, zacofaną i zaniedbaną infrastrukturę, miało podnieść narodową dumę, zneutralizować opozycję, a także podbudować prestiż władzy. Sprytny plan tymczasem jest zagrożony. Już wiadomo, że przez piramidalną nieudolność nie zostanie skończonych wiele zapowiedzianych kluczowych inwestycji infrastrukturalnych i Polska pozostanie jedynym krajem członkowskim Unii Europejskiej, do którego stolicy nie można dojechać autostradą. Problem zasadniczy polega jednak na tym, że jeżeli w rozgrywkach wyjdziemy z grupy, to będzie to odtrąbione jako wielki sukces Donalda Tuska, jeżeli zaś nie wyjdziemy, nastąpi drastyczne prestiżowe osłabienie rządu. Premier znalazł się w niemałym kłopocie również z innego powodu. Część przywódców krajów zachodnich i Komisja Europejska zapowiadają bojkot rozgrywek na Ukrainie ze względu na łamanie praw człowieka i prześladowanie byłej premier Julii Tymoszenko. Plan przekonywania Zachodu do zacieśniania współpracy z Kijowem zawisł na włosku. Wyszła kolejna słabość rządu Donalda Tuska, który nie potrafił odpowiednio nacisnąć na stronę ukraińską i zneutralizować niebezpieczeństwo, że Niemcy (których firmy już zarobiły na Euro) wykorzystają uwięzienie Julii Tymoszenko w interesie Rosji. Nie wystarczy pocieszać się, że z bojkotami jest tak, iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i Niemcom, które prowadzą największą wymianę handlową z Chinami, nie przeszkadzały igrzyska olimpijskie w Pekinie, choć ten kraj słynie z łamania praw człowieka.

 Kolejny problem to zapowiedzi protestów społecznych w Polsce w okresie trwania Euro. Jeżeli będą one silne, to nastąpi wizerunkowa katastrofa ekipy rządowej na arenie międzynarodowej. Z drugiej strony Polacy już doskonale wiedzą, że obecna ekipa nie uznaje dialogu społecznego i jedyną skuteczną bronią przed arogancją władzy i fatalnymi, szkodliwymi rządami Donalda Tuska są masowe protesty. Tak było w sprawie recept, tak było w sprawie ACTA, trwają protesty w sprawie dyskryminacji katolików i ograniczania wolności słowa w Polsce przez powołaną przez układ rządzący Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, trwają protesty w sprawie skracania przez rząd okresu pobierania emerytury przez Polaków. Upolitycznienie Euro przez ekipę Donalda Tuska spowodowało, że rząd sam wpadł we własne sidła. I od przebiegu turnieju będzie w znacznej mierze zależało, jak długo obecny premier pozostanie jeszcze u władzy. Znane jest powiedzenie z komedii Moliera – „sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało”. Dobrze oddaje ono los ludzi, którzy zostali ukarani przez własną przewrotność.

Jan Maria Jackowski

 

Źródło: Nasz Dziennik, 5-6 maja 2012, Nr 104 (4339)