Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Sól ziemi: Polski problem nr 1

 

Polski problem nr 1

      Rządowe przedsiębiorstwo marketingowe pod nazwą „Ekipa Donalda Tuska buduje Polskę, sp. z o.o.” do organizacji Mistrzostw Europy w Piłce Euro podeszło tak jak do całego rządzenia krajem – w kategoriach wirtualnego PR. Nawet zwolennicy PO już widzą, że oderwany od realnych problemów sposób sprawowania władzy prowadzi do katastrofy. Tymczasem rząd próbuje na Euro zbić kapitał polityczny. Tyle, że notoryczna zdolność do obrażania ludzi przez lidera PO („moherowe berety”- o słuchaczach Radia Maryja; „pętacy” – o związkowcach, inwektywy pod adresem lekarzy i innych środowisk zawodowych, etc.) i wytoczenie przez niego wojny kibicom pokrzyżowała te plany. Na trybunach pojawiają się transparenty jasno zapowiadające kto obali Tuska każde pojawienie się prominentów rządzących krajem na stadionach wywołuje już powszechne buczenie i gwizdy.

      W wywołanej przez rząd wojnie z kibicami chodziło jednak nie o walkę ze zdarzającym się czasami, niestety, chuligaństwem stadionowym, ale o odwrócenie uwagi opinii publicznej. Od czego? Od pełnej kompleksów megalomanii, nieporadności, niekompetencji i mega marnotrawieniu publicznych pieniędzy na żałośnie nieudolnie realizowanie, a wcześniej szumnie zapowiadane inwestycje. Stadiony są wadliwie wybudowane, przepłacone o grubo ponad miliard zł. Na Ukrainie wszystkie stadiony, na których mają się odbywać turniej, zostały już odebrane przez UEFA – w Polsce jeszcze żaden! Jedno krzesełko na stadionie w Polsce kosztuje kilkukrotnie więcej niż w zachodniej Europie! Drogi budowane pod hasłem Euro to jedna wielka klapa. Warszawa jest jedyną stolicą kraju członkowskiego UE do którego nie można dojechać autostradą. Inwestycje kolejowe to kolejna porażka.

     Ostatnio Instytut Globalizacji opracował miażdżący raport, z którego jasno wynika, jak wiele polscy podatnicy zapłacą za Euro. W jego konkluzji napisano: „do każdego biletu meczu rozgrywanego w Gdańsku podatnik dopłaci ok. 11 tysięcy złotych, we Wrocławiu ok. 13,3 tysiąca złotych, podobnie w Warszawie (13,5 tys.), a w Poznaniu ok. 11,2 tysiąca 38 złotych. Gdyby to miasta gospodarze mogły pobierać opłaty z biletów oraz gdyby ich wysokość miała zwrócić koszty poniesione na organizację imprezy, to należałoby ustanowić średnio takie ceny na mecze rozgrywane w tych miastach”. A to nie koniec złych wieści, bo przecież po Mistrzostwach trzeba będzie kosztem setek milionów zł płaconych rocznie przez Polaków utrzymywać infrastrukturę stadionową  wybudowaną na potrzeby turnieju.

      Przez brak kwalifikacji rządzących, z jednej strony marnotrawi się miliardy złotych, z drugiej, nie ma pieniędzy na sprawy o zasadniczym znaczeniu. Na wzmacnianie rodziny i politykę społeczna stymulująca dzietność , na rozwój i innowacyjność, na prowadzenie polityki wewnętrznej i zagranicznej zgodnie z polską racją stanu. Receptą rządzących krajem wyznawców prymitywnego nadwiślańskiego liberalizmu jest przymus pracy niemalże do śmierci. Optymistyczne jest jednak to, że coraz więcej ludzi dostrzega polski problem nr 1: naszym krajem rządzi ekipa, która rzeczy dobre robi źle, a rzeczy złe – dobrze. I dlatego potrzebne są zmiany, które – tak jak wiosna po zimie -nieuchronnie nadchodzą.  

 

                               Jan Maria Jackowski

                               Niedziela, 22.04.2012