Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Dobry Znak: Józefinizm ekipy Tuska

Ograniczenie liczby kapelanów w wojsku, otwarcie furki do rugowania religii ze szkół, jednostronna rządowa deklaracja o likwidacji Funduszu Kościelnego, projekty ustaw o in vitro czy związkach partnerskich świadczą dobitnie o tym, że rząd Donalda Tuska ulega wpływom radykalnego laicyzmu i przechodzi na pozycje antyklerykalne. Sprawa ma głębsze konsekwencje, bo nie chodzi tylko o formalno-prawne regulacje relacji między państwem a Kościołem, ale umożliwienie ingerencji państwa w prywatność obywateli oraz w doktrynę Kościoła katolickiego. Proponowane rozwiązania o 0,3 procentowym odpisie podatkowym ma wymusić na Kościele ujawnienie pełni finansów i dać państwu wiedzę o obywatelach, którzy zdecydują się przekazać cześć swego podatku na potrzeby Kościoła.

Rząd Donalda Tuska odwołuje się zatem wyraźnie do józefinizmu. Za tym pojęciem, według wybitnego historiozofa Feliksa Konecznego, kryje się doktryna głosząca prymat władzy świeckiej nad duchowną, także w sprawach sumienia. W XVIII wieku – a więc w czasach Józefa II (od niego pochodzi pojęcie „józefinizm”), który próbował podporządkować Kościół monarchii habsburskiej – król Prus Fryderyk Wielki kpił, że cesarz austriacki „dekretował nawet ilość świeczek na ołtarzu”. Podobne tendencje zauważmy o niektórych członków rządu, a także popierających rząd mediach.

We współczesnych realiach tendencja ta przejawia się nie tylko poprzez finansowe podporządkowanie Kościoła kaprysom państwa, ale również poprzez próby kształtowania doktryny Kościoła. Celem tego działania jest spowodowanie niejasności w nauczaniu wiary, aby nie było wiadomo, czego należy bronić i dlaczego. Czy głoszonej od dwudziestu wieków prawdy o Bogu w Trójcy Świętej Jedynym, czy „chrześcijaństwa zreformowanego” według kryteriów politycznej poprawności opartego na bazie ideologii demoliberalnej? Symptomy tego zjawiska już są dostrzegane. Jak wielki zamęt i dezorientację wśród katolików powodują takie kwestie, jak obecność krzyży w miejscach publicznych, nauczanie religii w szkole, relacje państwo – Kościół, kształt państwa, in vitro. Spory wokół tych zagadnień wywołują emocje i dzielą ludzi wierzących, ułatwiają ich szufladkowanie na „tradycyjnych” i „postępowych” katolików, co tylko cieszy wrogów Chrystusa.

Swoboda dogmatyczna i indywidualizacja interpretowania prawd wiary wzmaga zamęt. Gdyby na przykład wprowadzić dowolność interpretowania zasad ruchu drogowego, mielibyśmy na drogach anarchię. Uczestnicy ruchu drogowego szukaliby argumentów, by uzasadnić swoje, często błędne postępowanie i usprawiedliwiać czyny oraz wprowadzać korzystne dla siebie rozwiązania. Jeżeli nie ma zgody na subiektywną interpretację kodeksu drogowego, to dlaczego są ludzie, którzy proponują indywidualizację religii katolickiej? Jest to sytuacja, która prowadzi do uzależniania Kościoła od państwa.

Państwo i tak ma tendencję do podporządkowywania sobie różnych dziedzin życia, w tym również przekształcenia religii w gałąź administracji państwowej. W sytuacji rozmydlania nauczania Kościoła uzyskuje dodatkowe argumenty. Rodzą się przecież nierzadko różnice zdań, może nawet konflikty, które w jakiś sposób winny być rozstrzygnięte. Skoro jest podważany przez państwo i media autorytet Nauczycielskiego Urzędu Kościoła, to tę lukę wypełnia państwo. Rozmiękczanie doktryny Kościoła, na etapie kontestującego katolicyzmu, niemal automatycznie wywołuje więc zjawisko, które można określić jako współczesną odmianę józefinizmu. Bowiem wobec wielości dogmatyk i indywidualizacji religii (każdy ją widzi po swojemu) państwo staje się instancją rozstrzygającą spory.

W ten sposób religia może być łatwo upaństwawiana, a Kościół stawać się instytucją koncesjonowaną przez państwo. I o tyle ma rację bytu, o ile wpisuje się w państwo, głoszoną przez nie koncepcję racji stanu bądź ideologię, która określa państwo. Ponadto jest głoszona przewrotna zasada, że religia jest sprawą prywatną, w związku z tym etyka jest również ograniczona do życia prywatnego. W konsekwencji prowadzi to do tego, że państwo czuje się zwolnione z kierowania się zasadami etycznymi względem obywateli i w życiu publicznym nie obowiązuje prawo moralne. Sankcjonuje się nawet brutalność w walce o byt. Szerzy się obojętność na rozróżnianie dobra i zła.

W pewnym sensie przejawem współczesnego józefinizmu są próby podporządkowania na przykład nominacji w Kościele kontroli mediów „postępowych”. Gdy one uznają, że ktoś jest „nieodpowiedni” na dany urząd, to atakują zgodnie z zasadą: uderz w pasterza, a owce same się rozproszą. Schemat działania jest prosty – po „ostrzale” mediów do akcji ruszają politycy i urzędnicy państwowi, którzy naciskają na władze kościelne, by podjęły „jedynie słuszną decyzję”, czyli utrąciły” „kontrowersyjna kandydaturę. Dlatego osoby odpowiedzialne za kształt wspólnoty Kościoła w Polsce muszą szczególnie czuwać i roztropnie działać.

Nie mogą zwątpić w opatrznościowe przewodnictwo wydarzeń wokół nas. Trzeba pamiętać, że każde czasy mają swoją specyfikę i wyzwania, ale ludzie wierzący są wezwani, by ewangelizować świat, rozpoznać „znaki czasu” i działanie Ducha Świętego, także w dzisiejszych czasach.

Jan Maria Jackowski

 

Źródło: Dobry Znak , nr 7(89), 05.04.2012