Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Szwedzki raj w Polsce

Szwedzki raj w Polsce

Sprawa Wioletty Woźnej, którą podczas porodu wysterylizowano bez jej wiedzy i zgody, a następnie odebrano córeczkę Różę, w sposób wyjątkowo drastyczny pokazuje specyficznie antyludzki wymiar współczesności. Służby publiczne państwa polskiego – pod pretekstem opacznie rozumianego dobra – w sposób brutalny wkroczyły w życie rodziny, uznając, że wiedzą lepiej od rodziców dziecka, co jest dla niego lepsze. Poza tym doszło do nieodwracalnego okaleczenia kobiety, ataku na jej godność i integralność cielesną.

W lipcu br. Sąd Rejonowy w Szamotułach zdecydował o zabraniu Władysławowi Szwakowi i Wioletcie Woźnej ich 6 dni wcześniej urodzonej córeczki Róży. Wniosek złożył kurator, który stwierdził, że w domu Róży jest bałagan, jej matka jest niewydolna wychowawczo oraz jest prawdopodobnie upośledzona. Sąd nie zbadał Wioletty Woźny, a w aktach znalazła się tylko wzmianka, że leczyła się kiedyś na depresję i psychozę. Kobieta była w złym stanie psychicznym po śmierci męża. Uznano też, że 62-letni ojciec Róży jest za „stary” i niezdolny do spełniania roli ojca, ponieważ mając na utrzymaniu liczną rodzinę, musi dużo pracować i nie będzie miał czasu dla dziecka. Decyzję Sądu Rejonowego w Szamotułach podtrzymał 21 sierpnia br. Sąd Okręgowy w Poznaniu. Swoją decyzję uzasadnił dobrem dziecka, wskazując na pasywność matki w sprawowaniu opieki rodzicielskiej oraz brak czasu ojca dziecka do sprawowania nad nim opieki.
Okazało się jednak, że zmieniła się sytuacja prawna nowo narodzonej dziewczynki. Jej rodzice nie są małżeństwem, ale ojciec uznał prawnie Różę za swoją córkę i jako rodzic, którego nie dotyczy postępowanie, ma jednak pełnię praw rodzicielskich. Marek Michalak, rzecznik praw dziecka, który włączył się w sprawę, zwrócił sądowi uwagę, że po tym, jak ojciec Róży uznał dziecko i zyskał nieograniczone prawa rodzicielskie, zmieniła się sytuacja faktyczna i prawna dziewczynki. „Niezależnie od ograniczonych praw rodzicielskich matki Róża powinna wrócić do domu – czeka tam na nią ojciec” – napisał Marek Michalak w specjalnym komunikacie.
W związku z tym reprezentująca rodziców Róży adwokat skierowała do Sądu Rejonowego w Szamotułach wniosek o uchylenie decyzji o przekazaniu dziecka do rodziny zastępczej i umożliwienie mu powrotu do biologicznych rodziców. Sprawa zostanie rozpatrzona 15 września bieżącego roku.
W obronie rodziny, która w okolicy cieszy się dobrą opinią, wystąpili mieszkańcy wsi, miejscowy proboszcz i sołtys. Wysłali do premiera i ministra sprawiedliwości list otwarty podpisany przez 280 mieszkańców, w którym napisali, że „ich krzywda staje się teraz też naszą sprawą. Uważamy, że nikt, żaden sąd, nie ma prawa wyznaczać kryteriów stanowiących, czy jesteśmy wystarczająco młodzi, zamożni, czyści, wykształceni, aby posiadać i wychowywać potomstwo”.
Jakby tego wszystkiego było mało, 27 sierpnia w „Rzeczpospolitej”, która najszerzej informowała o całej sprawie, pojawiła się kolejna wstrząsająca informacja. Adwokat rodziców Róży złożyła w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez szpital w Szamotułach polegającego na wysterylizowaniu Wioletty Woźnej bez jej wiedzy. Mieszkanka Błot Wielkich podpisała zgodę na zabieg cesarskiego cięcia oraz na tzw. rozszerzenie zabiegu związane z ewentualnymi komplikacjami.
Z wypisu ze szpitala wynika, że pani Wioletta została poddana zabiegowi ubezpłodnienia metodą Pomeroya. Taki zabieg jest nieodwracalny i powoduje trwałą niepłodność. Wioletta Woźna została przez lekarzy ze szpitala w Szamotułach potraktowana jak zwierzę, a nie jak człowiek. Śledztwo w tej sprawie prowadzi poznańska prokuratura.
Najwyraźniej mentalność eugeniczna, niestety znana z historii, jest jak widać nadal bardzo żywa. Od czasów Francisa Galtona (1822-1911), twórcy eugeniki, który opracował teoretyczne podstawy uzasadniające, dlaczego reprodukcja człowieka powinna być kontrolowana przez władze, dla wielu ludzi oczywistym jest, że skoro natura sama nie dokonuje „odpowiedniej” selekcji, to powinni ją dokonywać „oświeceni” lub „wiedzący lepiej” w „imię dobra jednostki” albo w imię „dobra ludzkości”. W ten sposób przy pomocy procedur medycznych i służb socjalnych państwa należy eliminować ze społeczeństwa ludzi ubogich, upośledzonych, chorych, nieprzystosowanych, przekraczających pewien wiek czy niepasujących do pewnego stylu życia oraz metodami administracyjnymi pilnować, by przypadkiem nie mieli dzieci. A jeżeli mimo wszystko się urodzą, to lekarze i prawnicy powinni dopilnować w imię „higieny rasowej”, by już więcej to się nie zdarzyło.

Przymusowa sterylizacja
To, co spotkało Wiolettę Woźną i jej rodzinę w sposób dramatyczny pokazuje, jak bardzo niebezpiecznie Polska zaczęła się zbliżać do modelu szwedzkiego. W tym kraju od 1920 roku na scenie politycznej niepodzielnie dominuje Szwedzka Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza (SAP) założona w 1889 roku. Partia ta początkowo miała program zbliżony do pierwszego marksistowskiego programu socjaldemokracji niemieckiej. Z czasem jej program ewoluował, ale jej celem niezmiennym jest budowa państwa opiekuńczego – „domu ludu”, oraz stworzenie socjalizmu funkcyjnego oznaczającego wysokie, progresywne podatki i duży udział sektora publicznego w gospodarce. SAP jest propagatorem gender i feminizmu, a także zideologizowanej walki z wszelkiego rodzaju zdefiniowanymi przez polityczną poprawność przejawami „rasizmu”, „dyskryminacji” „nietolerancji”, „ksenofobii”.
Hasła o dyskryminacji i konieczności wyrównania różnic są pochodną radykalnego egalitaryzmu, który postuluje dążenie do sztucznego zrównania wszystkich członków społeczeństwa bez względu na naturalne różnice, takie jak np. płeć. Paradoksem jest, że w ostatnich latach egalitaryzm przejawia się również w nadawaniu szczególnych praw wybranym grupom społecznym, np. homoseksualistom. Innymi słowy, niektóre grupy uzyskują przywileje i specjalne prawa, co jest już jednak zaprzeczeniem istoty egalitaryzmu, a staje się typowym elitaryzmem. Jeśli uzna się bowiem żądania grup mniejszościowych domagających się przywilejów kosztem całego społeczeństwa, to odchodzi się od zasady równości wszystkich wobec prawa. Rodzi się anarchia i nihilizm, a rację ma ten, kto głośniej krzyczy i ma poparcie mainstreamowych mediów. Przy czym w miejsce dawnych uprzedzeń są wprowadzane nowe, a ten, kto ma np. silne przekonania religijne, jest wykluczany. W ten sposób dochodzi do dyskryminowania np. ludzi wierzących, a nierzadko jawnych prześladowań ze względu na przekonania religijne i moralne przy wykorzystaniu wszechmocnego aparatu państwa.
Socjaldemokracja w Szwecji posługiwała się odmienną taktyką niż odwołujące się do marksistowskich korzeni partie w innych krajach. Nie znacjonalizowała – jak to było w zwyczaju partii komunistycznych – całej gospodarki, ale skupiła się na przemodelowaniu społeczeństwa i likwidacji wszelkich instytucji i struktur nadających człowiekowi tożsamość społeczną i kulturową w sposób niezależny od państwa. Skoncentrowała się na sprawach społecznych i obyczajowych, w tym na upaństwowieniu wychowania i zmianie modelu rodziny. W Szwecji państwo ingeruje w rodzinę na bardzo wczesnym poziomie i stara się w pełni kontrolować życie ludzi. Obojętnie, czy ci ludzie tego chcą, czy nie. W ten sposób gospodarka, która w znacznej części pozostała prywatną własnością, zapewniała rozwój ekonomiczny, a państwo, czerpiąc dochody z gigantycznych podatków, zajęło się niszczeniem tradycyjnej rodziny oraz tworzeniem nowego człowieka i nowego społeczeństwa.
Na fali tej ideologii wprowadzono przymusową sterylizację. W tym kraju już w 1922 r. – a więc po pierwszym zwycięstwie SAP w wyborach parlamentarnych – powstał specjalny instytut zajmujący się „higieną rasową”. Doktryny rasistowskie zostały rozwinięte na terytorium Szwecji przez ideologicznych szefów socjaldemokracji, Alvę i Gunnara Myrdalów (laureatów Nagrody Nobla!), gorących zwolenników higieny rasowej i sterylizacji osobników „niepełnowartościowych”. W wyniku wprowadzenia programu eugenicznego, powołując się przy tym na naukę, w Szwecji, w latach 1936-1976, przymusowo wysterylizowano 63 tys. osób, głównie dzieci, „nieprzydatnych” lub „niedostosowanych społecznie”. W wątpliwych przypadkach, co podkreślają badacze, zadowalano się połowiczną kastracją przez odcięcie tylko jednego jądra, aby „zmniejszyć przyszły popęd seksualny”. Ponieważ idee te nie były importowane z III Rzeszy, lecz były produktem krajowym, można je było w Szwecji rozwijać i upowszechniać jeszcze trzydzieści lat po upadku Hitlera. Przez lata był to temat tabu ze względu na bezpośrednie zaangażowanie w przymusową sterylizację wielu przedstawicieli elit politycznych i intelektualnych.

Podobieństwa modelu szwedzkiego i sowieckiego
Dziś, gdy m.in. inspirowane modelem szwedzkim polityki antyrodzinne współczesnych państw zagrażają już w takim stopniu rodzinie, że powstają stowarzyszenia rodzin, których celem jest obrona „podstawowej komórki społeczeństwa” przed agresją państwa, jest to najlepszy dowód, jak bardzo wypaczeniu ulega koncepcja państwa. Państwo zostało powołane po to, by chronić interesy oraz bezpieczeństwo rodziny i społeczeństwa, jak również umożliwiać im rozwój, a nie po to, by przeciwko nim występować i tym samym kwestionować swoje powołanie. Ochronie rodziny i stwarzaniu jej możliwości rozwoju ma służyć delegacja, czyli przekazanie części przyrodzonych rodzinie praw (przecież prawo rodzinne legło u podstaw prawa państwowego) państwu oraz płacone przez obywateli podatki.
Lecz tam, gdzie są publiczne pieniądze i brak zgodnych z moralnością zasad działania, tam wyrasta biurokracja, która ma tendencje do modelowania rzeczywistości społecznej wedle różnych ideologii i programów politycznych odzwierciedlających partykularne interesy rządzących. Państwo dysponuje dziś arsenałem środków oddziaływania, jakiego nigdy w przeszłości nie posiadało, a wiadomo że nadmierna koncentracja możliwości w rękach państwa prowadzi do tyranii. Ta prosta zależność występuje zawsze, bez względu na fakt czy mamy do czynienia z państwem o rodowodzie postkomunistycznym, czy z tzw. zachodnią demokracją inspirowaną lewicowymi koncepcjami. Porównajmy wydałoby się tak różne kraje, jak rządzoną przez prawie 90 lat przez socjalistów Szwecję z Rosją Sowiecką, w której przez ponad 70 lat u władzy byli komuniści. Te podobieństwa wynikają z prostej przyczyny: państwa zakażone „ukąszeniem Hegla” programowo zmierzają do podporządkowania sobie możliwie jak największych obszarów życia społecznego. Ze swej istoty zwalczają wszelkie niezależne od siebie ośrodki władzy i autorytetu, w tym przede wszystkim naturalną rodzinę. Czytamy w jednej z książek Andre Frossarda „Świat Jana Pawła II”: „Tym, co wszystkie systemy totalitarne zwalczają w rodzinie, nie jest 'wartość mieszczańska', ale zarzewie oporu przeciwko wszechmocy państwa” (Andre Frossard, Świat Jana Pawła II, Kielce 1992, s. 135).
Zarówno w Związku Sowieckim, w krajach tzw. demokracji ludowej, jak i w Szwecji bezwzględnie dążono do upaństwowienia wychowania. Według szwedzkich socjalistów, żadna dziedzina wychowania nie mogła się wymknąć spod kontroli państwa. Kolejnym „dogmatem” było twierdzenie, że tylko społeczeństwo ma prawo do decydowania o treściach nauczania. Społeczeństwo w rzeczywistości oznaczało małą grupkę decydentów od planowania. Społeczeństwo indoktrynowane było w ten sposób, że wmawiano mu, iż racjonalne i prawidłowe wychowanie dzieci mogą zapewnić tylko specjalnie wykształceni w duchu „wolnej pedagogiki” eksperci. Zakwestionowano autorytet ojca i matki oraz zdeprecjonowano oczywistą i naturalną zasadę, że pierwszymi wychowawcami swoich dzieci są ich rodzice. Równolegle poprzez system prawny został rozerwany związek dzieci z rodzicami, gdyż wprowadzono regulacje według których, nawet 12-letnie dziecko – wbrew rodzicom – może samo decydować o swoim losie. W „szwedzkim raju” rolę regulatora stosunków wewnątrz rodziny pełni niepodzielnie państwo, kształtując „podstawową komórkę społeczeństwa” według swojej ideologii. To państwo decyduje, kto może pełnić rolę rodzica, a kogo można jej pozbawić pod byle pretekstem.
Sowieckiego modelu upaństwowienia wychowania doświadczyliśmy na własnej skórze. Matki i ojców sprowadzono do roli całkowicie uzależnionych od państwa pracowników najemnych, którzy mieli ograniczone możliwości wychowywania własnych dzieci, więc były one „hodowane” w żłobkach, przedszkolach i szkołach oraz poddawane ideologicznej indoktrynacji. W Szwecji jest zupełnie podobnie, ponieważ wysokie podatki powodują, że z pracy jednego z rodziców trudno jest utrzymać nawet małą rodzinę, więc obydwoje muszą pracować zarobkowo, a dziecko jest poddane kurateli państwowych placówek opiekuńczo-wychowawczych i szkolnych.
Państwo opiekuńcze jest superkosztowną mrzonką, na której zawiodło się już wiele krajów. Kwestionuje bowiem rodzinę, co przejawia się m.in. w uniemożliwianiu jej realizacji tego, czym w sensie ekonomicznym rodzina zawsze była – najlepszą instytucją ubezpieczeń społecznych. Zasadniczo absurdalność takich rozwiązań polega na tym, że pieniądze podatników są używane przeciwko nim, a z tych środków tworzy się strukturę nienormalności – nie leczy się przyczyn, a jedynie skutki. Po pierwsze, blisko połowa środków idzie na utrzymanie administracji i instytucji rozdzielających środki (czyli na konkretne formy wspierania jest o 40 proc. mniej środków!). Po drugie, państwo w imię swoich interesów samo generuje patologię – stwarza aurę korzystną dla niszczenia rodziny, wobec której uzależniona od państwa rodzina jest bezbronna.
Czy zatem państwo opiekuńcze nie jest instrumentem zaprogramowanego niszczenia rodziny w imię interesów ludzi, którzy na tym chcą zbić kapitał ideologiczny (uzależnić człowieka od swojej wizji świata, by łatwiej nad nim zapanować), ekonomiczny (żądza zysku i materialnej kontroli) czy polityczny (dominacja władzy)?

Policja rodzinna
Ogromna krzywda, jaka spotkała rodzinę z Błot Wielkich, jak w pigułce pokazuje patologię współczesnego państwa. Polska przez lata była poddawana presji ideologii komunistycznej, dziś – będąc w Unii Europejskiej – jest poddawana ponadto ideologii soc-demoliberalnej. Obie te ideologie mają jednak pewne wspólne korzenie. Model szwedzki cieszy się dużym uznaniem wśród brukselskich biurokratów i jest zalecany we fragmentach lub większych całościach w całej Unii Europejskiej. Z kolei środowiska polityczne programowo nielewicowe tak przesiąkły myśleniem lewicowym i polityczną poprawnością, że w gruncie rzeczy politykę społeczną i kulturową oddały socjalistom walkowerem.
Dlatego w krajach UE – podobnie jak w Polsce, która dodatkowo dźwiga garb peerelowskiej przeszłości – państwo coraz częściej, głębiej i bezwzględniej ingeruje w funkcjonowanie rodzin. Coraz bardziej systemowo zaczyna też wkraczać w kompetencje, jakie do tej pory przysługiwały rodzicom względem dzieci. I choć od 2005 roku w naszym kraju rządzą środowiska, które nominalnie nie odwołują się do haseł lewicowych, to jednak pojawiają się inicjatywy, które upodabniają nasz kraj do modelu szwedzkiego.
Sztandarowy projekt minister Hall, by przymusowo posłać sześciolatki do szkół (a więc licząc „zerówkę”, w rzeczywistości pięciolatki), jest tego przejawem. Ministerstwo Edukacji Narodowej podjęło inicjatywę, która podważa władzę rodziców i decyzje o zasadniczym znaczeniu dla dzieci i ich rodziców oddaje w ręce urzędników. Pojawiają się koncepcje, by przymusowo oddać trzylatki do przedszkoli. Z kolei Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej pod ulubionym hasłem lewicowym „walki z klapsem” i „przemocy w rodzinie” przygotowało projekt ustawy zakazujący karcenia dzieci, ale także umożliwiający, na podstawie arbitralnej decyzji bez sądu, jak w przypadku Wioletty Woźnej – jednego z 15-tysięcznej armii państwowych urzędników socjalnych odebranie dziecka rodzinie. Posłanka PiS Joanna Kluzik-Rostkowska przygotowała już nawet projekt państwowego systemu komputerowego mającego śledzić losy dzieci.
Jeżeli te pomysły zostaną zrealizowane, to z państwowych urzędników socjalnych powstanie policja rodzinna. Obywatele będą zachęcani do donoszenia na sąsiadów, bo dziecko ma np. kolkę i płacze, ale „życzliwy” sąsiad dopatrzył się w tym maltretowania malucha. Dzieci będą podjudzane przeciwko rodzicom i kto wie, może wrócimy do czasów niesławnej pamięci Pawlika Morozowa, który doniósł na własnego ojca i za to stał się symbolem Komsomołu w czasach stalinowskich. W niektórych systemach donosicielstwo, zdrada, niszczenie więzi rodzinnej, lojalność nie wobec najbliższych, ale wobec zbiurokratyzowanego i kontrolującego każdego obywatela państwa jest podnoszona do rangi cnoty.
Porażające jest to, że rządzący, zamiast zająć się rozwiązywaniem problemów milionów polskich rodzin, zajmują się prawie wyłącznie sytuacjami skrajnymi i patologiami, które, rzecz jasna, wymagają ingerencji, ale dziś istnieją odpowiednie do tego instrumenty i – jak pokazuje dramat rodziny z Błot Wielkich – są używane w sposób karygodny. A co będzie, gdy państwo uzyska jeszcze więcej instrumentów do ingerencji w rodzinę? Istnieją przecież niezbite dowody świadczące o tym, że paradoksalnie państwo, ingerując w dziedziny, co do których nie posiada kompetencji, pogłębia chaos i generuje patologie w imię ich zwalczania.

Jan Maria Jackowski

Nasz Dziennik, 07.09.09.