Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Orzeł i reszka: Stara polska bida

Stara polska bida

Wydaje się na pozór, że Donald Tusk jest pełnym triumfatorem po wyborach 9 października 2011 roku. Znalazł się w komfortowym położeniu i w pełni kontroluje sytuację. Może się ze spokojem poświęcić dalszej konsolidacji swojej władzy. Ma 207 posłów i większość dwóch trzecich w Senacie. A do tego trzy partie, które może kupować „fruktami” władzy. Koalicja będzie z PSL, ale gdyby ludowcy brykali, w odwodzie pozostają Ruch Palikota i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ten zapas głosów pozwoli dyscyplinować koalicjanta. Jeżeli nawet RP i SLD nie będą oficjalnie w sojuszu z Platformą, to zawsze znajdzie się grupa usłużnych posłów w ich szeregach, która wesprze rząd w opałach. Oczywiście nie „za darmo”, ale za wymierne korzyści.
Donald Tusk przy okazji zwycięskich wyborów postanowił właściwie „ustawić” relacje z prezydentem i marszałkiem Sejmu tak, aby ustanowić się panem sytuacji i nie dać się ograć przez Komorowskiego i Schetynę. Czy mu się to uda? Zaczął ofensywnie od deklaracji, że nie chce do końca roku zmieniać rządu „ze względu na prezydencję w UE”, co miało oznaczać, że sam bez decyzji prezydenta mianował się szefem rządu. Po zakulisowych targach, w których prezydent przypomniał, że to jednak on desygnuje premiera, zmieniono pierwotny harmonogram tworzenia nowego rządu. Zamiast zwołać pierwsze posiedzenie Sejmu nowej kadencji w ostatniej dekadzie października, przeniesiono je na ostatni możliwy konstytucyjnie termin, czyli na 8 listopada. Dzięki temu manewrowi i wilk jest syty, i owca cała, bowiem głosowanie nad wotum zaufania dla nowego-starego rządu odbędzie się 6 grudnia, a więc po ostatnim wydarzeniu związanym z naszą prezydencją.
Historia się nie powtarza, ale pewne analogie występują. Sytuacja po wyborach 9 październikŚa przypomina w jakimś sensie to, co działo się w Polsce w latach 30. po śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego. Wówczas obóz sanacyjny – przy bojkocie znacznej części społeczeństwa, która na znak protestu przeciwko autorytarnym działaniom rządzących nie wzięła udziału w wyborach – sprawował pełnię władzy w Polsce. W obozie rządzącym pojawiały się jednak podziały. Była „grupa zamkowa” z prezydentem Ignacym Mościckim, wojsko popierające marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego oraz środowisko skupione wokół kilkukrotnego premiera Walerego Sławka. Obóz sanacyjny po śmierci charyzmatycznego Józefa Piłsudskiego był wewnętrznie wypalony i rządził Polską siłą rozpędu. Jednakże sytuacja gospodarcza i społeczna była zdecydowanie lepsza niż obecnie.
Tymczasem wyzwania stojące przed nowym gabinetem są ogromne, bo to, co jest, można streścić porzekadłem „stara polska bida”. Polskie bolączki to między innymi: zapaść demograficzna oznaczająca kryzys systemu ubezpieczeń społecznych i ochrony zdrowia oraz ograniczenie potencjału gospodarczego, rosnące bezrobocie, brak perspektyw i pracy dla ludzi młodych, rozgrzebane inwestycje drogowe, na które nie wiadomo, skąd brać środki. A do tego globalny kryzys, który rykoszetem uderza również w Polskę. Polsce potrzebne jest przywództwo państwowe na miarę Viktora Orbána, a nie nieudolne rządy uległości wobec Moskwy, Berlina i Brukseli, przykrywane medialnie antyklerykalnymi wybrykami politycznego klauna, jakim jest Janusz Palikot.

Jan Maria Jackowski

Nasz Dziennik, 15. 16.10. 2011