Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Orzeł i reszka; W stronę Berlina?

W stronę Berlina?

W najbliższym czasie będą się rozstrzygały dalsze losy Polski i Europy. Pod koniec stycznia ma się odbyć szczyt Unii Europejskiej, na którym zapadną „kolejne ważne decyzje”. Tymczasem w zaciszu gabinetów trwają negocjacje i poważni gracze europejskiej sceny twardo się targują w obronie swoich narodowych interesów. Co potrafi ekipa Donalda Tuska, już mogliśmy się przekonać po berlińskim wasalnym hołdzie Radosława Sikorskiego i całkowicie uległemu Niemcom stanowisku polskiego rządu na szczycie ostatniej szansy 8 i 9 grudnia 2011 roku. Teraz się okazało, że rzekomy sukces polegający na zapobieżeniu podziału UE na dwie prędkości okazał się katastrofą, bo kraje spoza strefy euro nie będą zapraszane na szczyty euro, mimo iż za „ratowanie” wspólnej waluty mamy zapłacić 6 miliardów euro.
Kto nie szanuje sam siebie – ten nie jest szanowany przez innych. Berlin traktuje ekipę Tuska jak chłopców na posyłki. Gołym okiem widać, że Niemcy 67 lat po przegraniu II wojny światowej znowu idą na całość i bardzo konsekwentnie prowadzą działania mające na celu zdominowanie Europy kontynentalnej. Wykorzystują do tego Unię Europejską, która pierwotnie była pomyślana jako pomysł na europeizację Niemiec, a dziś służy Berlinowi jako znakomity instrument do germanizacji Europy.
Niemcy na Wschodzie grają z Rosją. Mają kilkuwiekowe tradycje tej obopólnie korzystnej współpracy, odbywającej się w znacznej mierze kosztem Polski. Wspólnie wybudowali Gazociąg Północny będący symbolem dobrych relacji na osi Berlin – Moskwa, który słusznie kilka lat temu został przyrównany do paktu Ribbentrop-Mołotow. Współdziałaniu w newralgicznym obszarze energetycznym czy na rynku kolejowym towarzyszy zacieśniająca się współpraca wojskowa. Na Zachodzie Niemcy posługują się Francją, która jest już za słaba, by odgrywać samodzielniejszą rolę. Włochy i Hiszpania coraz bardziej pogrążają się kryzysie. W ten sposób Niemcy dysponujące największym potencjałem demograficznym i gospodarczym wysuwają się na pozycję lidera.
Obecni kierownicy naszej nawy państwowej dali się sprowadzić do roli usługujących kanclerz Merkel. Zamiast zostać liderem regionu i zacieśniać współpracę z Pragą i Budapesztem, by wzmocnić pozycję Polski, rząd daje się prowadzić na niemieckiej smyczy. W ten sposób Berlin ma ułatwioną sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej, bo Czesi i Węgrzy są zbyt słabi, by prowadzić jeszcze bardziej niezależną politykę.
Bardzo wyraźne weto wobec niemieckich porządków w Unii Europejskiej zgłasza Londyn. Brytyjska polityka jest konsekwentna i od wieków niezmienna. Jej istota polega na zwalczaniu najsilniejszego państwa na kontynencie i obsadzeniu się w roli rozgrywającego, który decyduje, kto jest zwycięzcą. A ponieważ od zjednoczenia Niemiec w 1871 roku Berlin dąży do podboju Europy, więc wyspiarze są naturalnym przeciwnikiem imperialnych teutońskich zapędów. W realizacji swojej polityki mają wiele atutów, między innymi wpływy w byłych koloniach, potężne finansowe londyńskie City, a także atut militarny, bo od 67 lat brytyjskie wojska okupacyjne stacjonują w Niemczech i są utrzymywane przez niemieckiego podatnika. Londyn ściśle współpracuje z krajami skandynawskimi, zacieśnia dobre relacje z Rzymem.
Polska polityka zagraniczna wymaga realizmu i reorientacji polegającej na wykorzystaniu obecnej aktywności na scenie europejskiej naszych naturalnych sojuszników.

Jan Maria Jackowski

Nasz Dziennik, 21. – 22.01. 2012