Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Orzeł i reszka: Na szkodę Polski

Na szkodę Polski

Czasami nie wiadomo, czy niekorzystne dla Polski działania wynikają z niekompetencji i ignorancji, czy ze świadomego działania na szkodę kraju. Przyjmijmy wersję korzystniejszą dla rządzących Polską – ignorancję, czyli niewiedzę, która jednak jest mierzona w skali dwustopniowej. W pierwszym stopniu ignorant przynajmniej wie, czego nie wie, i stara się omijać te tematy, na których się nie zna, by się nie skompromitować. Drugi stopień ignorancji to taki, w którym ignorant nawet nie wie, czego nie wie, a gdy na dodatek jest u władzy, to przez swą niekompetencję sieje spustoszenie.
Trudno nie zauważyć, że obecnej ekipie rządzącej zdarza się ignorancja drugiego stopnia. Choćby katastrofa smoleńska i „beztroska” zgoda bez przeanalizowania skutków na zastosowanie konwencji chicagowskiej, która była wydana – co w końcu przyznał premier Donald Tusk – pod dyktando Moskwy. Następnie Rosjanie bardzo sprytnie zwekslowali prowadzenie śledztwa na MAK, który według Kremla jest instytucją całkowicie niezależną od rosyjskich władz. Dlatego zaprezentowana wersja raportu jest ostateczna i niezmienna, a władze Rosji twierdzą, że nie miały żadnego wpływu na jego zawartość, choć dokument MAK powstał na ewidentne zamówienie polityczne Moskwy.
Innym przykładem jest stanowisko polskiego rządu na szczycie Unii Europejskiej w sprawie ratowania euro. Rzecznik rządu Paweł Graś pytany w jednej z komercyjnych stacji, na co się zgodził rząd Donalda Tuska, odparł z naiwną szczerością, że tak naprawdę nie wiadomo, pod czym się strona polska podpisała, a będzie to wiadomo dopiero, gdy ostatecznie zostanie zatwierdzony tekst porozumienia międzyrządowego. Obecnie okazuje się, że sukces oznacza klęskę, ponieważ nie zapobieżono podziałowi UE na dwie prędkości, a kraje spoza strefy euro nie będą nawet miały statusu obserwatora.
I przykład z ostatnich dni. Rząd Donalda Tuska podpisał konwencję ACTA (porozumienie przeciw obrotowi podróbkami), której prawnych skutków dla Polski i Polaków nawet nie przeanalizowano, czego nie ukrywa minister administracji i cyfryzacji. „Mamy świadomość różnego rodzaju niejasności wokół ACTA” – stwierdził Michał Boni. I dodał: „Mając świadomość tych wszystkich niejasności, zaczniemy od przyszłego tygodnia [a więc po podpisaniu konwencji] kolejną fazę wyjaśnień i analiz artykuł po artykule”. W ACTA pod pretekstem walki z tzw. piractwem proponuje się ograniczenie prywatności obywateli w cyberprzestrzeni, cenzurę i blokowanie stron, a także nakłada się na dostawców usług internetowych obowiązek ujawniania użytkowników bez właściwej decyzji sądowej. ACTA spowoduje, że dostęp do tańszych odpowiedników leków i niektórych gatunków nasion zostanie poważnie utrudniony, co ograniczy dostępność ziołolecznictwa i taniej żywności dla mniej zamożnych.
Na powstałe protesty ukuto następującą teorię: podpiszmy, a jak z analizy wyjdzie (to znaczy, jak internauci będą nadal protestować), że jednak konwencja jest szkodliwa, to jej nie ratyfikujemy. To po co podpisywać, może lepiej wiedzieć, co się podpisuje? Tak np. postąpiły Niemcy. Na marginesie warto przypomnieć inne cenzorskie zapędy obecnej ekipy: wprowadzone pół roku temu zmiany w ustawie o dostępie do informacji publicznej ograniczającej prawo obywatela do informacji oraz głośny skandal sprzed dwóch lat z rejestrem stron i usług niedozwolonych, który miał dać prawo urzędnikom do blokowania stron internetowych uznanych przez nich za „niedozwolone”.

Jan Maria Jackowski

Nasz Dziennik, 28. – 29.12. 2012