Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Orzeł i reszka: O szkodliwości paragrafu 67

O szkodliwości paragrafu 67

Premier Tusk reformę systemu emerytalnego sprowadził do jednego paragrafu: wydłużenia i zrównania wieku emerytalnego mężczyzn i kobiet do 67 lat. Nie ma dyskusji, jak zapewnić miejsca pracy, jak osłaniać osoby w przedłużonym wieku przedemerytalnym, co mają robić pracownicy, którzy ze względów fizycznych w starszym wieku nie będą w stanie wykonywać swojego zawodu, co zrobić, aby młodzi, którzy już dziś są na masowym bezrobociu, mieli pracę. Nieporuszona jest też sprawa najważniejsza – jak poprawić sytuację demograficzną Polski, bo samo przedłużenie wieku nic nie da.
System emerytalny to przymusowa, sterowana przez państwo piramida finansowa. Ważne będzie, jak wiele osób będzie pracowało w stosunku do liczby emerytów, ponieważ składki płacone przez aktualnie pracujących są przeznaczane na wypłatę świadczeń emerytalnych. Rząd swoją reformą proponuje bardzo wielu mężczyznom swoistą eutanazję emerytalną, czyli pracę do śmierci, bo w niektórych województwach średnia życia mężczyzn wynosi poniżej 70 lat. Przedłużenie aż o 7 lat wieku emerytalnego kobiet wzbudza uzasadniony sprzeciw, ponieważ wprowadza drakoński przymus pracy dla pań, które drugi równoległy etat mają jeszcze w domu oraz ponoszą trud rodzenia i wychowania dzieci, bez których nie ma żadnej przyszłości.
Rząd jest ślepy na dyskusję, uprawia propagandę i żongluje wskaźnikami. Historia się powtarza. Przed laty, gdy ekipa Jerzego Buzka wprowadzała reformę emerytalną, przygotowaną przez tak zwanego eksperta pana Marka Górę, to kuszono ludzi wizją emerytów beztrosko spędzających czas na Karaibach pod palmami dzięki OFE. Dziś widać, że OFE to totalna porażka, gdyż aktywa gromadzone w funduszach emerytalnych na przestrzeni ostatnich lat zmniejszyły się o 11 miliardów i „syte” emerytury zamieniły się w głodowe zasiłki. Tymczasem tylko ubiegłoroczne prowizje za przynoszące straty przyszłym emerytom zarządzanie ich pieniędzmi kosztowało płacących składki prawie 800 mln zł, bo tyle wypłaciły sobie fundusze w formie wynagrodzeń i prowizji.
Bzdurne i niepoważne są wyliczenia rządowych propagandzistów, o ile wzrosną emerytury pań dzięki przedłużeniu czasu pracy. Wynika z nich, że przedłużenie wieku o 7 lat zwiększy wysokość emerytury o 70 procent. Ukrywa się prawdę, że bez wzrostu gospodarczego i demograficznego przyszłe emerytury nawet przy wydłużeniu wieku będą znacznie niższe niż obecne, jeżeli w ogóle będą. Dlatego reformę systemu emerytalnego należy powiązać z rozwiązaniami prorozwojowymi i pronatalistycznymi.
Konieczne jest zatem stymulowanie dzietności i np. dodatek do emerytury w wysokości 200 zł dla każdej kobiety za każde urodzone i wychowane dziecko. Kobieta, która jest matką, zazwyczaj z tego tytułu ma mniejszą emeryturę, a przecież to jej dzieci będą płaciły składki na świadczenia emerytalne także dla tych, którzy np. z wygodnictwa życiowego uchylali się od trudu rodzenia i wychowania dzieci. Przez macierzyństwo daje społeczeństwu wymierną ekonomicznie wartość dodaną i za to jest karana, bo obecny system premiuje społeczny egoizm, czyli nieposiadanie dzieci, które prowadzi do starzenia i wymierania Polski. I proszę nie mówić, że na to rozwiązanie nie ma pieniędzy, bo w Polsce marnotrawi się miliardy publicznych środków choćby poprzez budowanie najdroższych dróg w przeliczeniu na kilometr.

Jan Maria Jackowski

Nasz Dziennik, 25. – 26.02. 2012