Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Anatomia medialnego linczu

Medialne lincze narzędziem lewicy – wywiad opublikowany w „Naszym Dzienniku” z 25 – 26 września 2004 r.

Z Janem Marią Jackowskim (LPR), przewodniczącym Rady Warszawy rozmawia Beata Andrzejewska

Panie przewodniczący, jak przedstawia się płaszczyzna toczącej się w Polsce od momentu tzw. transformacji bitwy o prawdę?

Siły postkomunistyczne, liberalne, laickie cały czas próbują nie dopuścić do sytuacji, aby środowiska o orientacji chrześcijańskiej, narodowej, patriotycznej, które cieszą się dużym poparciem wyborców, miały realny wpływ na kształt państwa polskiego. Praktycznie od okrągłego stołu, czyli od ugody dokonanej między lewicą solidarnościową i tzw. reformatorami z PZPR właśnie ta linia polityczna była realizowana przez 15 lat, z małymi wyjątkami, jakim był np. okres rządów premiera Jana Olszewskiego.
Ta sytuacja doprowadziła do obecnego kryzysowego stanu państwa polskiego, do degrengolady moralnej i politycznej ludzi chętnie określających się jako elity. Do olbrzymiej apatii, zniechęcenia społecznego, do skrajnie niekorzystnego dla Polaków i Polski modelu tzw. transformacji gospodarczej, czyli złodziejskiej prywatyzacji, bezmyślnych przekształceń, braku sprawiedliwego społecznie podzielenia kosztów tej transformacji. Były grupy, które na tym korzystały i zdecydowana większość, której kosztem to wszystko się odbywało. Co jeszcze bardziej ponure – został zakwestionowany fundament wartości, na których państwo polskie powinno się opierać.

To wszystko doprowadziło jednak do sytuacji kryzysowej dla obozu postkomunistów i tzw. lewicy laickiej…

Tak. Obecnie mamy do czynienia z ewidentnym obnażeniem przed opinią publiczną – przez aferę Rywina, czy aferę związaną z Orlenem – że są równi i równiejsi. Okazało się, że prywatny wydawca chciał mieć wpływ na kształt ustaw w Polsce. Przypomnijmy, że według niektórych członków komisji śledczej, „Agora” brała udział w korupcyjnej grze, jaka toczyła się w związku z nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji. Cały szereg tego typu problemów spowodował, że SLD przeżywa obecnie poważny kryzys i straciło wiarygodność. Pod pręgierzem opinii publicznej znalazł się również Aleksander Kwaśniewski, który do tej pory był kreowany jako „wzór polityka i autorytet”. Także socjologowie, badacze życia społecznego wskazują, że w Polsce mamy do czynienia z budowaniem pewnego systemu oligarchiczno-mafijnego, który z jednej strony fasadowo używa formy powoływania się na demokrację, tolerancję, pluralizm: z drugiej strony wykorzystuje miażdżącą siłę ognia – przede wszystkim aparatu propagandy: telewizji, mediów, którymi dysponuje, do kreowania korzystnej dla siebie polityki. W Polsce często nie mamy do czynienia z wolnym dziennikarstwem, z wolnością słowa, z prawem do krytyki władz publicznych. Media stają się niejednokrotnie po prostu instrumentem walki politycznej.

W obliczu narastającego kryzysu w obozie lewicy i zbliżających się wyborów kontrolowane przez te środowiska media rozpoczęły zmasowany atak na środowiska katolickie i patriotyczne…

Staje się jasne, że po najbliższych wyborach może się okazać, że środowiska lewicowo-postkomunistyczno-liberalne straciły zdolność do rządzenia i stąd środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”, środowisko tzw. lewicy laickiej, czyli Adam Michnik i osoby z nim związane, postanowiły dokonać medialnego linczu na środowiskach katolickich, patriotycznych, które cieszą się nieposzlakowaną opinią i są uznawane za autorytety. To jest źródło tych ataków, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Są to działania zasadzające się na obrzuceniu ludzi błotem, tworzeniu klimatu poderwania zaufania do tych osób, a następnie wskazania, że trzeba tę sytuację zmienić. Taki „medialny lincz” jest dokonywany m.in. na ks. prałacie Henryku Jankowskim, łącznie z tym, że tajne materiały były po prostu wynoszone przez media z prokuratury i wykorzystywane w tej kampanii pomówień i ataków na ks. prałata Jankowskiego.

Medialne ataki dotknęły także Pana. „Gazeta Wyborcza” rozpętała burzę wokół Pana sytuacji mieszkaniowej. Jakie cele i interesy stoją za tym atakiem?

Jest to atak przede wszystkim na Ligę Polskich Rodzin, gdyż jestem związany z tą partią, a LPR wyraźnie zyskuje w sondażach. Drugim powodem tego „medialnego linczu” na mojej osobie jest chęć doprowadzenie do zmiany koalicji PiS – LPR w Warszawie, a w związku z tym próba zmiany przewodniczącego rady miasta, na osobę, która będzie miała inną opcję. W tym, co deklaruje PiS i LPR w swoim programie jest dużo wspólnych elementów i programowo ta koalicja jest zasadna. Ale w PiS są również osoby żywiące dużą niechęć do koalicji z LPR. I te ataki, które akurat mnie dotknęły, były generowane także z tego otoczenia. Uzyskało ono wsparcie lewicy laickiej i „Gazety Wyborczej”, do przeprowadzenia ataku, którego celem było zdestabilizowanie obecnej koalicji w Warszawie.

Uderzenie w Pana osobę, to chyba również próba zdyskredytowanie inicjatyw podejmowanych przez Pana jako przez przewodniczącego Rady Warszawy i radnych LPR?

Z mojej inicjatywy samorząd warszawski jako pierwszy w kraju dokonał aktu oszacowania strat wojennych. Po roku doprowadziło to do uchwały sejmowej. Atak na moją osobę wzmacnia działania tzw. partii białej flagi, która płaszczyznę stosunków polsko-niemieckich, widzi w perspektywie politycznej poprawności, a nie w relacjach prawdy i autentycznego dialogu. LPR opowiada się za zakazaniem handlu w niedziele, PiS pozostawiła sprawę otwartą. Kolejną kwestią jest sprawa przebiegu autostrady przez Warszawę, gdzie LPR jest konsekwentnie przeciwna budowie autostrady A-2 przez tereny zurbanizowane. Nie jest tu dla nas jasne stanowisko prezydenta Kaczyńskiego. Jestem jednak przekonany, że tę sprawę można wspólnie wyjaśnić.

Czy będzie to możliwe w obliczu medialnej nagonki?

Kolacja PiS – LPR na szczeblu samorządowym może jak najbardziej funkcjonować, niedobrze by się stało, gdyby o polityce jakieś partii decydowały media, które prowadzą grę polityczną, a nie suwerenne władze partii. Jest szereg działań, które udało się wspólnie zrealizować: kwestia biletu rodzinnego do instytucji kultury i sportu. Kwestia upamiętnienia ważnych wydarzeń. Przypomnę, że w budżecie Warszawy na ten rok są z naszej inicjatywy środki przeznaczone na budowę pomnika Romana Dmowskiego, pomnika KL – Warschau. Wiele więc udało się osiągnąć i dla wielu osób byłyby niezrozumiałe działania zmierzające do zerwania tej koalicji i powrotu PiS do koalicji z PO. Byłoby to sprzeczne z deklarowanymi wartościami, hasłami z którymi PiS występował choćby w wyborach samorządowych w 2002 r. Jestem rzecznikiem współpracy obu środowisk, oczywiście na zasadach poszanowania i autonomii.

Po raz kolejny okazało się, że osoby zniesławione przez „Gazetę Wyborczą” nie mają szans na wydrukowanie na jej łamach sprostowania.

Składałem do „Gazety Wyborczej” całą serię sprostowań, które nie zostały zamieszczone. Kolejne artykuły zawierały kłamstwa prokurowane pod z góry wyznaczoną tezę, w związku z tym złożyłem w sądzie pozew cywilny przeciw „Wyborczej” i podjąłem kroki prawne w obronie mojego dobrego imienia. Jeszcze raz chcę podkreślić, że w mojej działalności publicznej, zawodowej i osobistej, również w kwestiach mieszkaniowych, postępowałem zawsze zgodnie z przepisami prawa, odpowiednimi procedurami, zasadami współżycia społecznego i normami etycznymi. Nie wykorzystywałem swojej pozycji politycznej do załatwienia czegokolwiek, co jest związane z moimi sprawami osobistymi i rodzinnymi. Nie naruszyłem żadnych przepisów prawa ani norm współżycia społecznego.

Zarzuty „Wyborczej” dotyczyły nieuczciwego uzyskania przeze pana mieszkania, w którym obecnie mieszka pańska rodzina, i posiadania 5 mieszkań na wynajem. Swoją sytuację mieszkaniową wyjaśniał Pan m.in. na sesji Rady Warszawy. Jakie argumenty przedłożył Pan radnym?

Mieszkanie, w którym mieszkam obecnie z moją ośmioosobową rodziną, uzyskałem w drodze legalnego konkursu. Moja rodzina była coraz liczniejsza i od 1997 r. przysługiwał nam normatyw nie mniej niż 60 m kw. powierzchni mieszkalnej, a zajmowany lokal posiadał 35,90 m kw. powierzchni mieszkalnej i 65,12 m. kw. powierzchni użytkowej, co oznacza, ze w 2 pokojach o powierzchni niespełna 36 m kw. zamieszkiwało sześć osób. W 1999 r., a wiec w czasie gdy nie pełniłem żadnych funkcji w samorządzie warszawskim, skorzystałem z możliwości zamiany mieszkania na większe. Możliwość ta była ogłoszona publicznie. Ponieważ moja rodzina spełniała kryteria zamiany określone uchwałą Rady Gminy Centrum, złożyłem wniosek i poddałem się długiej, obowiązującej procedurze, która została zakończona pozytywnie. Należy podkreślić, że z mieszkania kwaterunkowego, gdzie czynsz był regulowany i wynosił ok. 3 zł za metr kwadratowy, zostałem najemcą w mieszkaniu czynszowym, w którym czynsz jest wolny i wynosi ok. 11 zł za metr kwadratowy. Tego typu mieszkania w Warszawie stoją puste gdyż nie ma chętnych na płacenie tak wysokiego czynszu. Robienie zarzutu z legalnej zamiany mieszkania jest absurdalne.

Kolejną rzekomą winą były inwestycje poczynione przez Pana w budowę pięciu kawalerek na wynajem.

Inwestycje te czyniłem z legalnie zarobionych pieniędzy, kosztem ogromnych wyrzeczeń, oszczędności i zadłużenia się na wiele lat. Mam bardzo dużą rodzinę i bardzo ciężko pracuję na jej utrzymanie. Zarabiam na moich książkach i publikacjach, pracy dziennikarskiej i eksperckiej. Kilka lat temu postanowiliśmy z żoną zainwestować nasze oszczędności w budowę kilku kawalerek na wynajem, w których – co wynika z ustawy – i tak nie możemy mieszkać. Będąc inwestorami, przez 5 lat dawaliśmy pracę 4 osobom. Wszelkie dochody, które uzyskuję z wynajmu, są jawne, transparentne i płacę od nich podatek dochodowy. Nie mam nic do ukrycia, co potwierdziłem głosując za przyjęciem wniosku o lustrację majątkową na ostatniej sesji Rady Miasta Stołecznego Warszawy. Tymczasem okazuje się, że w wolnej Polsce całkiem dobrze ma się instytucja „medialnego linczu”. W tym przypadku cały zarzut zrobiono z tego, że mając pewne środki zainwestowałem je w budowę mieszkań na wynajem, dałem przez parę lat kilku osobom miejsce pracy i płacę od tego podatki. W toku tej kampanii pomówień zmarło nasze dziecko, które urodziło się martwe.

Czy Pana zdaniem nie jest tak, że żyjemy w kraju, w którym media zamiast służyć rzetelnej informacji realizują interesy najczęściej postkomunistycznych mocodawców, którzy chcą zapewnić sobie w ten sposób „rząd dusz”?

Jeżeli media nie będą stawały w prawdzie, obraz naszego życia publicznego będzie nieprawdziwy i będzie służył manipulowaniu świadomością zbiorową, w celu uzyskania określonych korzyści politycznych i utrzymywania ukrytego monopolu na „obowiązujący” obraz rzeczywistości. Taki jakiego sobie życzą dysponenci najsilniejszych środków przekazu. A kto nie pasuje do tego obrazu, a jest uznany za groźnego przeciwnika, jest niszczony przez kłamstwo, pomówienie, manipulacje. Zgodnie z propagandową zasada: kłamcie, kłamcie, a coś z tego zostanie… Dlatego niezbędne jest wyrobienie w sobie nawyku krytycznego i analitycznego korzystania z treści, które płyną ze środków społecznego przekazu. Największym problemem jest tu telewizja, gdyż jest ona medium totalnym i ma największą siłę oddziaływania. Przekaz medialny trzeba bardzo umiejętnie selekcjonować. Należy korzystać z mediów, które są rzetelne i nie podlegają naciskom fałszowania rzeczywistości. Myślę tu o „Naszym Dzienniku”, TV TRWAM i Radiu Maryja.

Tym bardziej, że przy obecnym układzie politycznym niewiarygodne, oszczercze ataki ze strony lewicowych i liberalnych mediów dotykają głównie ludzi Kościoła i przedstawicieli prawej strony politycznej.

Proszę zauważyć, że ataki na ks. Jankowskiego, mecenasa Olszewskiego, czy na mnie są dokonywane na zasadzie manipulacji, nieprawdziwych stwierdzeń, tendencyjnego zestawienia faktów, a wszystko to w celu poderwania zaufania społecznego do danej osoby. linczu”. Czy państwo, w którym media mogą dokonywać „medialnego linczu” i są praktycznie bezkarne jest państwem prawa? Czy w tych atakach nie chodzi także i o to, by odwrócić uwagę od nieprawidłowości i realnych problemów Polski? Czyż nie jest stosowana metoda, że złodziej, by wywołać zamieszanie sam krzyczy: „łapcie złodzieja”?