Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

Władza mediów – wywiad

Władza mediów

ROZMOWA Z PRZEWODNICZĄCYM RADY MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY, JANEM MARIĄ JACKOWSKIM

– Jak pan ocenia pozycję mass mediów w Polsce, patrząc na nie jak na swego rodzaju czwartą władzę?
– Jeśli mówimy o przejrzystości życia politycznego, to trzeba na to spojrzeć właśnie przez pryzmat mediów. Polityk, kandydujący na radnego lub posła, podlega demokratycznej procedurze wyborczej. Przez taką procedurę nie przechodzi prezenter wiadomości w telewizji. A przecież ma w swoim ręku ogromny zakres realnej władzy, ma wpływ na światopogląd telewidzów. Nie chcę, oczywiście, powiedzieć, że redaktorzy powinni być z wyboru, tylko uwypuklam różnicę pomiędzy politykiem a dziennikarzem. Prawo prasowe nie jest nowelizowane od bodaj 20 lat, mimo że szereg zapisów tej ustawy wygląda już archaicznie, ale silna grupa wydawców nie dopuszcza do nowelizacji, bo te stare reguły są im na rękę.
– Wierzy pan w bezinteresowność mediów?
– W Polsce jest bardzo wiele przykładów, które wprost podręcznikowo pokazują, że nie jesteśmy państwem, w którym króluje bezinteresowność. To tylko złudna wiara, że wielki kapitał nie kieruje się jakimkolwiek interesem i że jest całkowicie bezstronny. Właściciele mediów mają zawsze jakiś interes gospodarczy lub polityczny na uwadze. A media są elementem gry rynkowej, są też istotnym instrumentem władzy. Mam tu przede wszystkim na myśli prasę, radio i telewizję o zasięgu ogólnopolskim. Specyficzny charakter ma natomiast prasa lokalna, głęboko zakorzeniona w swoim środowisku. Istnieje, niestety, tendencja do wypierania gazet lokalnych przez wielkie przedsiębiorstwa medialne o charakterze czysto komercyjnym. To jest nierówna gra ekonomiczna, w której nie bierze się pod uwagę ważnej funkcji prasy związanej z małymi społecznościami. Co gorsza, dysponenci kanałów medialnych znajdują się w znacznej mierze poza Polską, co jest na pewno efektem postępującej globalizacji. Niemniej zwrócę uwagę, że w wielu krajach własne media znajdują ustawową ochronę – ze zrozumiałych względów. Tymczasem –jak słusznie twierdzi znany cybernetyk, prof. E. Kowalczyk – Polska utraciła suwerenność informacyjną.
– Czy chodzi o to, że dosyć naiwnie i nazbyt pospiesznie rozbito w 1990 roku swoisty koncern prasowy, jakim była Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza „Prasa”?
– Oczywiście, że tak. W zachodniej Europie sprawa własności mass mediów – ze względu na ich znaczenie w życiu publicznym – poddana jest ustawowym regulacjom. Na przykład w Niemczech nie jest łatwo otworzyć gazetę lub stację telewizyjną. U nas ustawa określa, jaki może być procent kapitału obcego, ale tylko w mediach elektronicznych. Jeśli chodzi o media prasowe natomiast, obserwujemy prawdziwą rzeź tytułów od kilkunastu lat. Nazbyt lekkomyślnie podeszło się do masy upadłościowej po RSW, no i dziś mamy negatywne tego skutki. Wiele gazet, nie przygotowanych do funkcjonowania na wolnym rynku, po prostu upadło. Świeżo założone spółdzielnie dziennikarskie nie miały możliwości kapitałowych, żeby konkurować z zachodnioeuropejskimi koncernami.
W następstwie tych procesów mamy dziś na rynku prasowym praktyki quasi-monopolistyczne. Silne tytuły robią wkładki regionalne i subregionalne, próbując wyprzeć prasę lokalną z jej naturalnego środowiska. Monopolizują też dopływ reklamy, dającej przecież istotną część przychodów. Tworzą się grupy tytułów, do których wyłącznie płynie reklama, dla innych już niedostępna. Mówię to z pełną świadomością jako były przewodniczący sejmowej Komisji Środków Masowego Przekazu. Czy to jest, tak naprawdę, do końca wolny rynek…
– Ano właśnie. Pisaliśmy niedawno, że warszawski Ratusz – dziwnym trafem – przeznacza rocznie bardzo duże kwoty na opłacenie urzędowych obwieszczeń – wyłącznie w ogólnopolskich dziennikach, podczas gdy stołeczna prasa lokalna ma w praktyce o wiele większe dotarcie do miejscowego czytelnika…
– Służby Prezydenta podały wielkie kwoty, ale radni upomnieli się o uzupełnienie informacji, bo wiedzą, że te kwoty są jeszcze większe. Moim zdaniem, w tej sprawie trzeba wreszcie ustalić całkowicie jasne kryteria, żeby nie było wątpliwości, że władze Warszawy chcą sobie jakby kupić przychylność potężnych gazet poprzez zamieszczanie płatnych inseratów. Obiecuję, że Rada Miasta oceni prawidłowość postępowania odpowiedniej komórki stołecznych władz w tym zakresie.

Rozmawiał MACIEJ PETRUCZENKO

PASSA, nr 48, 02.12.2004