Opublikowano w kategorii: Bez kategorii

W obronie Polski i Polaków

Jan Maria Jackowski

W obronie Polski i Polaków

Za 90 dni Polska stanie się formalnie członkiem Unii Europejskiej. Środowiska tak zwanych wypędzonych liczą, że obecność w jednej przestrzeni prawnej zwiększy szanse roszczeń odszkodowawczych Niemców, skierowanych pod adresem państwa polskiego. W takiej sytuacji do laski marszałkowskiej został zgłoszony przez grupę posłów projekt uchwały zobowiązującej rząd do wyegzekwowania od Niemiec należnych reparacji wojennych z tytułu strat i szkód, jakie poniósł nasz kraj z powodu planowych zniszczeń w czasie II wojny światowej. Intencja wnioskodawców polega na stworzeniu sytuacji, w której roszczeniom niemieckich wypędzonych przeciwstawiono by polskie roszczenia reparacyjne. Ewentualnym następstwem takiego rozwoju sprawy miałoby być uregulowanie kwestii majątkowych wyłączonych z traktatu polsko-niemieckiego z 1991 r. Jednym z możliwych rozwiązań byłaby tzw. opcja zerowa, czyli wzajemne zrzeczenie się przez Polskę i Niemcy wszelkich roszczeń majątkowych.
Warto zauważyć, że projekt uchwały sejmowej jest pokłosiem akcji podjętej przez stołecznych samorządowców. Niedawno Rada Warszawy przyjęła stanowisko, w którym zwraca się do prezydenta m.st. Warszawy Lecha Kaczyńskiego o przygotowanie projektu uchwały określającej tryb i zasady szacowania strat, jakie stolica Polski poniosła w wyniku działań II wojny światowej. Miałem zaszczyt – w imieniu Klubu Radnych LPR – być pomysłodawca akcji i autorem tego stanowiska, które, co znamienne, zostało przyjęte jednomyślnie i zostało poparte przez wszystkie siły polityczne zasiadające w Radzie. Lech Kaczyński oświadczył, że w pełni popiera inwentaryzację strat i aktywnie włączył się w tę inicjatywę.

W ten sposób zostały uruchomione działania mające na celu określenie zniszczeń materialnych, jakie Warszawa poniosła przede wszystkim w wyniku działań Niemców, ale również Armii Czerwonej. Intencją akcji jest doprowadzenie do sytuacji, aby w obliczu niebezpiecznie zmieniającego się stanowiska rządu niemieckiego oraz nasilających się roszczeń obywateli niemieckich, dotyczących majątków pozostawionych na terytorium Rzeczypospolitej, Polska mogła przedstawić udokumentowane wnioski, na podstawie których rząd Republiki Federalnej Niemiec, jako prawny następca III Rzeszy, winien wypłacić odszkodowania polskim obywatelom i samorządom za zniszczone podczas wojny mienie. Warszawa mogłaby zatem utorować drogę innym polskim miastom do dochodzenia rekompensat. Nieżyjący już prof. Alfons Klawkowski z Uniwersytetu Poznańskiego, u zarania III Rzeczpospolitej, oszacował zniszczenia całej Polski na niebotyczną kwotę 480 miliardów dolarów.
Symptomatyczne, że akcja zadośćuczynienia zaczyna się od stolicy Polski. Warszawa – miasto nieujarzmione – które czynem zbrojnym i ofiarą krwi przeciwstawiło się dwóm najstraszniejszym totalitaryzmom XX wieku – hitleryzmowi i komunizmowi została bezprecedensowo zniszczona podczas II wojny światowej. Warto może przypomnieć, że po Powstaniu Warszawskim Niemcy wywieźli do Rzeszy – jak wynika ze źródeł zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej – 45 tysięcy wagonów dobytku. Rabowali nie tylko mienie prywatne, ale także komunalne, nawet kable, latarnie, krawężniki, a następnie przystąpili w sposób planowy do niszczenia tego, czego nie można było wywieźć. Wysadzali kwartał po kwartale budynki, kościoły, świątynie, pałace, gmachy użyteczności publicznej, fabryki, torowiska, ulice, wiadukty, dworce. Działali z premedytacją i w sposób niezwykle zorganizowany.
Oszacowanie strat nie jest operacją łatwą, wymaga znacznego nakładu czasu i środków, ale jest wykonalne. Wymaga przede wszystkim solidnej kwerendy źródłowej, bo dokumentacja istnieje tylko jest rozproszona. Poza wspomnianym zasobem archiwalnym w IPN, bardzo cenną dokumentację stanowią akta Biura Odbudowy Stolicy. Został w nich zinwentaryzowany w sposób bardzo profesjonalny stan budynków w Warszawie bezpośrednio po zakończeniu wojny, łącznie z precyzyjnym opisem zniszczeń dokonanych w wyniku okupacji. Istnieje też doskonały fotoplan Warszawy z 1945 r. Zdjęcia lotnicze były wykonywane z wysokości ok. 500 m, co umożliwia dziś oglądanie przez lupę wnętrza pokoi w budynkach, w których był zniszczony dach… Bezcenne informacje były zawarte w dokumentacji Biura Odszkodowań i Biura ds. Rewindykacji, gdzie zgłaszane były roszczenia osób prywatnych i firm. Ciekawe materiały znajdują się w Sejmie RP oraz w zasobach archiwalnych po poszczególnych ministerstwach, w tym Ministerstwie Odbudowy. Istnieje zatem dokumentacja planistyczna, zdjęcia, mapy, wnioski poszkodowanych i cały szereg innych materiałów potwierdzających skalę i rozmiar zniszczeń.

Echo polityki Hitlera

W czasach PRL, komunistyczna propaganda często powracała do motywu niemieckiego rewizjonizmu. Był on obecny zwłaszcza w organizacjach ziomkostw, kwestionujących ustalenia konferencji poczdamskiej i wysiedlenie Niemców z Ziem Odzyskanych i Północnych, będące konsekwencją zbrodniczej działalności III Rzeszy. Przecież polityka Hitlera przyniosła tragiczne żniwo śmierci i niewyobrażalny rachunek ludzkich krzywd. Ziomkostwa sprzeciwiały się także prawnemu uznaniu polskiej granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej i dążyły do odbudowy Niemiec w granicach z 1937.
W latach dziewięćdziesiątych wiele mówiono o pojednaniu i dobrosąsiedzkich stosunkach polsko-niemieckich. Wydawało się, że dążenia ziomkostw stanowią margines polityki niemieckiej. Podkreślano, że antypolskie wypowiedzi i działania szefowej Związku Wypędzonych i deputowanej do Bundestagu z ramienia CDU Eriki Steinbach, nie znajdują wsparcia ze strony liczących się w Niemczech sił politycznych. Lecz ostatnio, gdy zostało przesądzone wejście Polski i Czech do Unii Europejskiej, a więc do wspólnego obszaru jurysdykcyjnego, postulaty ziomkostw uzyskały wsparcie głównych partii politycznych. Już w okresie kampanii wyborczej we wrześniu 2002 r. Edmund Stoiber, kandydat CDU/CSU na kanclerza Niemiec wezwał Polskę i Czechy do anulowania aktów prawnych stanowiących podstawę przymusowego wysiedlenia oraz wywłaszczenia Niemców po zakończeniu II wojny światowej. Lider socjaldemokratów, kanclerz Schroder oraz inni politycy rządzącej w Niemczech koalicji SPD – Zieloni wyraźnie dają do zrozumienia, że podzielają postulaty Związku Wypędzonych.
Nie dziwi zatem, że przy sprzyjającej atmosferze słowa zaczynają być przekuwane w czyny. W połowie lipca 2003 r. niemieckie ziomkostwo Śląska zażądało ostatecznego anulowania w Polsce aktów prawnych, które stanowiły podstawę do przymusowego wysiedlenia i wywłaszczenia Niemców po II wojnie światowej. Zapowiedziało też skargi w związku z rzekomą „dyskryminacją ludności niemieckiej” w Polsce. Rudi Pawelka, federalny przewodniczący Ziomkostwa Śląska, podczas dwudniowego spotkania Niemców śląskich w Norymberdze uznał, że wypędzenie zakończy się dopiero wtedy, gdy zniknie ta niesprawiedliwość. „Do tego czasu – powiedział – będziemy próbowali informować Unię Europejską o przypadkach dyskryminacji w Polsce, domagać się zmiany (tego stanu rzeczy) i popierać skargi przed polskimi sądami, Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i ostatecznie zbiorowe skargi w Stanach Zjednoczonych”.
Warto przy tym wiedzieć, że w Bayreuth znajduje się Centralne Archiwum Kompensacyjne, gromadzące ponad 50 kilometrów dokumentów, które zawierają ponad 700 tysięcy akt postępowania kompensacyjnego. Mają one potwierdzać niemieckie straty majątkowe, to znaczy utratę: gruntów, domów, uszczerbek mienia, przepadek majątków ziemskich, gospodarstw rolnych, zakładów czy lasów. Mogą być zatem użyte do działań prawnych zapowiedzianych przez Rudiego Pawelkę. No cóż niepokoi, że w Niemczech zamiast myśleć o przyszłości i budowaniu wspólnej Europy na zasadach partnerskich, nasila się powrót do szczególnie dla nas bolesnej przeszłości.

Racja stanu

Im bliżej naszej akcesji do Unii Europejskiej, a więc wejścia do jednego obszaru jurysdykcyjnego z Niemcami, tym bardziej niepokojące sygnały dochodzą ze strony naszych zachodnich sąsiadów. W październiku ubiegłego roku opinia publiczna w Polsce mogła się dowiedzieć, że niemieccy wypędzeni przygotowują się do złożenia skarg w sprawie odszkodowań za swe byłe mienie w Polsce. Jak wynika z publikacji na łamach „Die Welt”, pomagać im ma spółka z ograniczoną odpowiedzialnością o charakterystycznej nazwie „Preussiche Treuhand GmbH & Co”. Spółka została założona z inicjatywy ziomkostw Ślązaków, Prus Wschodnich i Pomorzan. Przewodniczącym rady nadzorczej jest wspomniany już szef ziomkostwa Ślązaków Rudi Pawelka. Jego zastępcą: Hans Gunther Parplies, zarazem wiceprzewodniczący Związku Wypędzonych (BdV), zrzeszającego 21 ziomkostw. W tłumaczeniu, nazwa spółki oznacza „Pruskie powiernictwo” a cele jego działania wpisują się w coś, co nam ponuro przypomina Drang nach Osten.
Według opinii berlińskiego adwokata Stefana Hombury, opublikowanej w „Rzeczpospolitej”, po przystąpieniu Polski do UE należy się liczyć z pozwami wypędzonych składanych w polskich sądach. Wypędzeni w tych działaniach będą finansowani przy pomocy „Pruskiego powiernictwa”, a jeżeli ich roszczenia zostaną odrzucone przez nasze sądy, będą się odwoływać do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Niemcy opierają się na opiniach prawnych, z których wynika, że własność wypędzonych, względnie przysługujące im roszczenia restytucyjne nie wygasły. Traktat polsko-niemiecki z 1991 r. nie podejmuje tych zagadnień, co przez zainteresowanych jest traktowane jako możliwość uzyskania odszkodowań. Warto również zauważyć, że władze niemieckie coraz bardziej zmieniają stanowisko w tej kwestii i obecnie – w przeciwieństwie do naszego rządu – uważają, że wywłaszczenia dokonane bez odszkodowań były niezgodne z prawem międzynarodowym.
Kto sieje wiatr, ten zbiera burze. Nieodpowiedzialne działania ziomkostw, mające na celu rewizję historii i fałsz sankcjonujący ludobójstwo milionów obywateli polskich, niewyobrażalne krzywdy ludzkie oraz zniszczenie naszego kraju, jakie zostało dokonane w trakcie wywołanej przez Niemcy II wojny światowej, powoduje zrozumiałe reakcje w Polsce. Coraz częściej jest przypominany fakt, że Polska nie otrzymała odszkodowań wojennych od Republiki Federalnej Niemiec, a jedynie – symboliczne – od DDR. A przecież straty, jakie poniosła Polska w wyniku zbrodniczej działalności Niemiec wynoszą setki miliardów dolarów. Pojawiają się już inicjatywy, by stowarzyszenia skupiające osoby poszkodowane przez działania Niemiec w czasie II wojny światowej – lub ich spadkobiercy – przygotowywały ewidencję strat i występowały z pozwami w Niemczech i równolegle w Polsce. W akcję włączają się też samorządy, bo na przykład tylko w Warszawie zniszczenia dokonane przez Niemców po Powstaniu Warszawskim były gigantyczne.
Dalsza polityka ustępstw wobec Niemiec, którą prowadzi rząd polski przynosi fatalne skutki. Prawnicy zajmujący się ta problematyką sugerują, aby rząd RP przestał chować głowę w piasek i odważne podjął temat niemieckich roszczeń na konferencji międzyrządowej w Rzymie. Całkiem realne jest przecież, że prawda historyczna, nacisk opinii publicznej oraz realia ekonomiczne spowodują, że państwo niemieckie zrzeknie się w imieniu swych obywateli roszczeń majątkowych w Polsce. Niemożliwe? Przecież kilka lat temu nikt nie wierzył w Niemczech, że trzeba będzie naszym rodakom zapłacić za prace przymusową… Wtedy domagający się odszkodowań będą się zwracać pod właściwy adres – czyli do rządu niemieckiego, który na razie stara się odwrócić uwagę od przejętych po III Rzeszy zobowiązań podpuszczając „wypędzonych” przeciwko Polsce.
Sytuacja jest wymaga zdecydowanych działań. Należy się przygotowywać do sytuacji, że Niemcy mają oszacowane straty i gotowe opinie prawne. Dlatego na ewentualne pozwy obywateli niemieckich, polskie osoby fizyczne i prawne powinny zalać sądy niemieckie pozwami, z których jasno będzie wynikło, że nasze straty są niewspółmiernie większe, a to wymaga zebrania dokumentacji zniszczeń i oszacowania strat. Stąd nie bez znaczenia jest, aby w akcję szacowania strat włączały się kolejne środowiska i miasta oraz przygotowywały się do zdefiniowania roszczeń. Powinny być to inicjatywy społeczne, ponadpartyjne. Akcja nie ma charakteru powrotu do przeszłości, ale jest otwarciem na przyszłość. W świetle toczących się dyskusji na temat podmiotowości Polski na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w aspekcie jednoczącej się Europy i faktu, że za kilka miesięcy będziemy się znajdowali w jednej przestrzeni prawnej z Niemcami, kwestia określenia stopnia strat oraz rozstrzygnięcia związanych z tym problemów jest polską racją stanu.

Jan Maria Jackowski

Czas Warszawski, nr 4 (29.01.04.) i nr 5 (05.02.04.)