Opublikowano w kategorii: Aktualności

Dawniej Moskwa, dziś Bruksela

Dawniej Moskwa, dziś Bruksela

10 lutego 1976 roku w ówczesnym peerelowskim Sejmie została znowelizowana tzw. Konstytucja lipcowa z 1952 roku. W miejsce dotychczasowego określenia PRL jako „państwa demokracji ludowej” zapisano, że Polska jest państwem socjalistycznym. Zdefiniowano Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą jako „przewodnią siłę w budowie socjalizmu”. Wpisano również do tej Konstytucji, że PRL w swej polityce „umacnia przyjaźń i współpracę” ze Związkiem Sowieckim. W kręgach ludzi niezależnie myślących było to jednoznaczne z uznaniem jako zasady konstytucyjnej wasalnego wobec Moskwy charakteru PRL, a także nadgorliwości i serwilizmu komunistycznych aparatczyków wobec czerwonego molocha. 13 lat po tym wydarzeniu komunizm w Europie Środkowo-Wschodniej zaczął się rozpadać, a następnie upadł Związek Sowiecki.
Ta reminiscencja z przeszłości nasuwa się w sposób oczywisty, gdy widzimy, jakie zmiany w aktualnej Konstytucji proponuje ekipa obecnie rządząca Polską. Istotą zmian, które zaproponowała PO, było obniżenie zapisanego w art. 90 Konstytucji dotychczasowego progu 2/3 w Sejmie i 2/3 w Senacie niezbędnych do ratyfikacji umów międzynarodowych przekazujących niektóre kompetencje organów władzy państwowej organom międzynarodowym i ograniczającym suwerenność Polski. Autorzy zmian zaproponowali, by utrzymać większość 2/3 w Sejmie, ale w Senacie miałaby wystarczyć jedynie większość bezwzględna, czyli wystarczyłoby, aby z połowy uczestniczących w głosowaniu ponad połowa opowiedziała się podczas głosowania za oddaniem kompetencji państwa polskiego Brukseli.
Mamy kolejny przejaw braku myślenia kategoriami polskiego interesu narodowego. Mentalność uległości i postawy klęczącej wobec brukselskiego molocha jest zabójcza dla Polski. I to dokonuje się w sytuacji, gdy Unia Europejska zaczyna się sypać i wszyscy się zastanawiają, jak się wycofać z nieudanego projektu wspólnej waluty. Zamiast wykorzystać sytuację do wyegzekwowania naszych interesów, rządzący Polską zachowują się jak orkiestra grająca hymn Unii Europejskiej na tonącym statku. Ulegają na całej linii. Zgoda na redukcję emisji CO2 na zasadach wymyślonych w Berlinie i Paryżu i w interesie tych państw spowoduje drastyczny wzrost cen energii i zredukuje potencjał rozwojowy Polski. Podobnie zgoda na parytet udziałów tzw. energii odnawialnej w ogólnym bilansie energetycznym to zarzynanie własnej gospodarki.
Wyśrubowane normy, standardy i procedury narzucane Polsce przez Brukselę utrudniają naszemu krajowi nadrobienie opóźnień cywilizacyjnych i osłabiają nas ekonomicznie. Mówiono nam, że w ramach Unii mamy prawo do własnej tożsamości kulturowej i moralnej. Tymczasem okazuje się, że Unia Europejska może „tylnymi drzwiami” wprowadzić do polskiego prawa uznawanie związków homoseksualnych, eutanazję, zabijanie dzieci nienarodzonych.
Problemem jest, że ekipa rządząca Polską działa w ten sposób, jakby nie wiedziała, na czym polega dbałość o suwerenność w czasach globalizacji i wywiesiła białą flagę. Za wszelką cenę chce się utrzymać przy władzy i traci z pola widzenia szerszą perspektywę. Polska prezydencja w UE to niewypał, którego efektem jest to, że powstaje Europa dwóch prędkości, a nasz kraj jest spychany na margines. Rząd nie ma pomysłu na Polskę i nie potrafi zaproponować kompleksowego planu naprawy Polski uwzględniającego realia dzisiejszego świata.

Jan Maria Jackowski

Nasz Dziennik, 03. – 04.09. 2011