Opublikowano w kategorii: Aktualności

Ukryta selekcja

Ukryta selekcja

Jeżeli się przyjrzeć bliżej temu, co rząd proponuje i wdraża w obszarze służby zdrowia, to te propozycje można opisać jednym złowieszczym słowem: selekcja. Polega ona na tworzeniu systemu, w którym dostęp do specjalistycznej opieki lekarskiej i usług medycznych jest reglamentowany. Istnieją „uprzywilejowani” – mający możliwość leczenia, i „dyskryminowani” – którzy w praktyce tracą możliwość dostania się do lekarza specjalisty.

Tymczasem w propagandzie rządowej ukrywa się sens proponowanych zmian ubranych w modne słowa: „priorytety”, „uszczelnianie systemu”, „komercjalizacja”, „racjonalizacja”. Jak polityka rządu ma się do deklaracji premiera Donalda Tuska o równym dostępie do służby zdrowia i obietnic minister Kopacz o likwidacji limitu przyjęć do lekarzy specjalistów? Jak realizowane zmiany w funkcjonowaniu służby zdrowia mają się do zaprzeczeń, że rząd PO – PSL nie dąży do prywatyzacji służby zdrowia?
Kilka dni temu w Mławie widziałem bazę Pogotowia Ratunkowego przy miejscowym szpitalu. Pokazywał mi ją miejscowy nauczyciel – pan Tomasz Chodubski, syn wieloletniego pracownika pogotowia. Od lipca br. ta dobrze przygotowana baza, obsługująca również, niestety, częste wypadki na drodze krajowej nr 7, nie może być w pełni wykorzystana. Narodowy Fundusz Zdrowia przekazał bowiem prowadzenie pogotowia ratunkowego spółce z duńskim kapitałem. Na początku działalności kompletowała ona dopiero zespół pracowników i do dziś nie dysponuje porządną lokalizacją stacjonowania karetek. Efekt jest taki, że karetki w Mławie nie mają wyodrębnionego miejsca postoju i czekają w ciasnej bramie zakładu brukarskiego. Duńska firma oszczędza na wydatkach, dzięki czemu zarobi na kontrakcie z NFZ, natomiast nie podniósł się poziom bezpieczeństwa chorych.
Oddział Mazowiecki Narodowego Funduszu Zdrowia swoimi działaniami ograniczył limity przyjęć w poradniach specjalistycznych, co w skali województwa sprawi, że tysiące pacjentów nie dostaną się do lekarza specjalisty. Nie zostaną zrefinansowane przez NFZ tzw. nadwykonania. W praktyce oznacza to, że lekarze specjaliści nie będą w stanie przyjmować pacjentów potrzebujących pomocy, gdy zostaną wyczerpane limity. W szpitalu jest jeszcze pewne pole manewru, bo można podciągnąć dany przypadek pod procedurę ratującą życie. W ambulatorium czy przychodni trzeba będzie odprawić z kwitkiem pacjenta, często osobę starszą mającą problem z samodzielnym poruszaniem się i dojazdem.
Jakby tego było mało, minister zdrowia Ewa Kopacz z PO wydała rozporządzenie, na mocy którego od 1 stycznia 2012 r. specjaliści z I stopniem specjalizacji nie będą mogli prowadzić poradni specjalistycznych. Dotyczy to ginekologów, okulistów, dermatologów, pulmonologów czy lekarzy chorób zakaźnych.
Rozporządzenie jest idiotyczne i głęboko szkodliwe. W małych ośrodkach lekarze prowadzący świadczenia gwarantowane w zakresie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS), którzy są specjalistami z I stopniem specjalizacji, są znakomitymi fachowcami praktykami. Cieszą się uznaniem i szacunkiem wśród swoich pacjentów, bo skutecznie ich leczą. Zabranie im możliwości prowadzenia poradni oznacza, że na północnym Mazowszu blisko 70 procent pacjentów będzie miało bardzo utrudniony dostęp do lekarza specjalisty. Nie dość, że leki są bardzo drogie, to jeżeli konieczne okaże się leczenie, będą musieli płacić za dojazd do Warszawy i tracić cały dzień, by dostać się do specjalisty.
Minister Ewa Kopacz doprowadzi do tego, że tysiące lekarzy w małych ośrodkach i na wsi utraci miejsca pracy, a prowadzone przez nich placówki zostaną zamknięte. Ci lekarze niejednokrotnie ponieśli znaczne nakłady finansowe, aby spełnić wszelkie warunki kontraktowania świadczeń z NFZ. Jeżeli już pani minister tak bardzo dba o kwalifikacje lekarzy, to trzeba było przynajmniej w rozporządzeniu zapewnić kilkuletnie vacatio legi na uzyskanie II stopnia specjalizacji, które – jak powszechnie wiadomo – trwa kilka lat.
Rozporządzenie minister Kopacz z PO uderzy zwłaszcza w mieszkańców wsi i małych ośrodków. Widzimy, jak współrządzące krajem PSL, które teraz, w okresie wyborczym, próbuje przekonać obywateli, iż broni interesów mieszkańców wsi, godzi się na fakt, że będą oni pozbawiani dostępu do lekarzy specjalistów.
Rząd nie radzi sobie z problemami służby zdrowia i dlatego realizuje politykę piłatowego gestu umycia rąk. W I fazie próbuje obarczyć ciężarem służby zdrowia samorząd, a następnie – gdy i ten sobie nie poradzi – oddać zdrowie Polaków w „niewidzialne ręce rynku”.

Jan Maria Jackowski

Nasz Dziennik, 07.10.2011