Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Jan Maria Jackowski wykluczony, PiS w moralnym kryzysie

Jan Maria Jackowski

Jan Maria Jackowski

Wiele razy przed tym przestrzegałem – powiedział we wtorek późnym wieczorem senator Jan Maria Jackowski po usunięciu z PiS.

Jan Maria Jackowski po usunięciu z klubu PiS spodziewa się, jeszcze w niespełna dwóch latach pozostałych do końca kadencji, dekompozycji obozu Zjednoczonej Prawicy.

Nie pozwolono Jackowskiemu zabrać głosu w trakcie posiedzenia klubu parlamentarnego, co on sam porównał do sposobu traktowania go w latach 80 przez rządzących krajem, gdy zaliczał się do środowisk opozycji. Mamy być silni, zwarci, gotowi – podkreślał wicemarszałek Senatu Marek Pęk, przywołując słowa samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego, obecnego na posiedzeniu klubu.

Kaczyńskiego prowadzono na zebranie klubu w dziwaczny sposób, towarzysząca mu grupa nagle zmieniała kierunek marszu, żeby uniknąć czatujących dziennikarzy, korzystała z bocznych, krętych schodów czy jak ktoś żartował wręcz przejść ewakuacyjnych.

Wicemarszałek Pęk starał się bagatelizować sytuację: w jego przeświadczeniu, usunięcie Jackowskiego stanowi odwzorowanie istniejącego od dawna stanu faktycznego: wiele razy głosował wbrew stanowisku władz klubu. Formalnie jednak usunięto go za wypowiedzi medialne. 

Jednak Jan Maria Jackowski przeciwstawiał się m.in. nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt potocznie zwanej „piątką Kaczyńskiego”, która w istocie wymierzona była, pod pretekstem dbałości o ich dobrostan – przeciwko ekonomicznym interesom polskiej wsi, rolników i hodowców, a okazywała się korzystna dla ich zagranicznej konkurencji. Pod presją i wrażeniem szerokiego oporu społecznego (akcje protestu przeprowadzał m.in. Komitet Obrony Polskiego Rolnictwa i Hodowców Zwierząt z ekonomistą i przedsiębiorcą Dariuszem Grabowskim organizatorem marszu spod pomnika Wincentego Witosa pod Sejm), PiS w ogóle zrezygnował z niefortunnego przedłożenia jeszcze w trakcie prac parlamentarnych.

Podobnie oponował Jackowski wobec „Lex TVN”, nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, która pozbawiała prawa do nadawania stację, pozostającą własnością Amerykanów i uchodzącą za opozycyjną. Ustawę przeciw TVN zawetował prezydent Andrzej Duda. Nie podjęto próby odrzucenia w Sejmie jego decyzji.

Tak więc przynajmniej w dwóch ważkich społecznie kwestiach sami liderzy PiS zmuszeni byli wcześniej przyznać Jackowskiemu rację. Sam senator dał do zrozumienia, że gdyby zasiadał w izbie poselskiej, gdzie PiS dba o większość w każdym głosowaniu, w związku z czym toleruje nawet posłów, którym stawia się zarzuty moralne – zostałby potraktowany inaczej. Jednak w Senacie PiS i tak – obojętne, z Jackowskim czy bez niego – większością nie dysponuje. Rządzi tam koalicja demokratyczna zawiązana wokół marszałka Tomasza Grodzkiego z PO-KO. 

Sam senator Jan Maria Jackowski nie określił jeszcze, jakie miejsce widzi dla siebie w przewidywanych przetasowaniach w obozie Zjednoczonej Prawicy.     

Wiadomo jednak, że od dawna pozostaje ważną postacią zarówno dla środowisk związanych z Radiem Maryja – a to przynajmniej kilkudziesięciu parlamentarzystów. A także dla „grupy rolnej”, reprezentującej rolników i hodowców, chwilowo udobruchanej wyniesieniem ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka uchodzącego w tym kręgu za „swojego chłopa” do rangi wicepremiera. Jackowski nie tai też, że trudniej przyjdzie przewidzieć zachowania posłów, którzy wiedzą, że nie mają szans na ponowny wybór z list PiS. Teraz sondaże dają rządzącej formacji nie więcej niż 180-190 mandatów, podczas gdy w obecnym klubie w Sejmie zasiada 228 reprezentantów PiS. 

Jan Maria Jackowski zawsze podkreślał, że swoją rolę widzi w obronie prospołecznego programu PiS ze zwycięskich wyborów z 2015 i 2019 r.  Po usunięciu go z klubu nie sprawiał wrażenia zmartwionego. Jak się wydaje, więcej problemów będą mieli raczej autorzy tej decyzji. Dla wielu wyborców PiS stanowi ona dowód rozbratu z deklarowanymi przed laty celami. Zwłaszcza, ze w klubie pozostała m.in. pos. Joanna Lichocka znana z wykonywania w sali obrad Sejmu obscenicznego gestu wystawiania palca, utrwalonego przez fotoreporterów i kamery. Czas pokaże, czy stanie się on symbolem podejścia rządzących do ich dotychczasowych wyborców. Los senatora Jackowskiego wydaje się to nieuchronnie potwierdzać.

Źródło: wio.waw.pl