Opublikowano w kategorii: Aktualności

Aktualności

W Senacie RP – punkt porządku obrad: informacja Prezesa Najwyższej Izby Kontroli w sprawie kontroli w Funduszu Sprawiedliwości. Pragnę powitać obecnego na posiedzeniu prezesa Najwyższej Izby Kontroli, pana Mariana Banasia

Senator Jan Maria Jackowski:

Pani Marszałek! Wysoka Izbo.

Z uwagą przysłuchiwałem się informacji pana prezesa Mariana Banasia na temat wyników kontroli, którą podjęła Najwyższa Izba Kontroli. Taka jest natura tej instytucji – a mamy przecież w naszych szeregach pana senatora Kwiatkowskiego, który doskonale zna pragmatykę działania tej instytucji, był przecież przez pełną kadencję prezesem Najwyższej Izby Kontroli – i zazwyczaj jest tak, że te kontrole, szczególnie, gdy ktoś jest długo u władzy, dotyczą tejże władzy. To jest naturalny mechanizm. Jest pewnym standardem demokracji, że państwo polskie ma instytucję kontrolną, która ma ogromny autorytet, ma ogromne uprawnienia, ma też pod szczególną ochroną swojego szefa oraz pracowników, kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli, właśnie po to, żeby w sposób obiektywny, merytoryczny dokonywali oceny tego, czy środki publiczne i działania instytucji państwowych są zgodne z obowiązującym na terenie Rzeczypospolitej prawem. Pan prezes Marian Banaś stara się te obowiązki wykonywać, jak twierdzi, w sposób sumienny i merytoryczny, i opinia publiczna dowiaduje się o wynikach różnych kontroli, nie tylko w sprawie Funduszu Sprawiedliwości, ale też w sprawie wyborów kopertowych. Słyszymy też, że ma być kontrola w sprawie elektrowni w Ostrołęce, ma być również kontrola w sprawie działań Straży Granicznej czy funkcjonowania Straży Granicznej w związku ze stanem wyjątkowym, który został wprowadzony, i cały szereg innych kontroli, które może wzbudzają mniej emocji społecznych i politycznych, ponieważ częściowo są to kontrole rutynowe, które izba ma w swoim planie pracy przyjmowanym co roku, a z drugiej strony, one nie wzbudzają takiego zainteresowania ze strony środowisk opiniotwórczych.

Chciałbym też zwrócić uwagę, że izba ma obowiązek prezentować publicznie wyniki swoich kontroli, no bo taka jest właśnie natura demokracji. Niejako w imieniu obywateli, niejako w imieniu podatników, niejako w imieniu społeczeństwa, działa instytucja kontrolna, która, mówiąc kolokwialnie, patrzy władzy na ręce. I taką instytucją jest Najwyższa Izba Kontroli.

Trudno tu nie wspomnieć o wspaniałych poprzednikach pana prezesa Banasia. Myślę tu szczególnie o śp. panu prof. Lechu Kaczyńskim, który stworzył kanwę ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli, która z kolei dała tej instytucji realne instrumenty, tak żeby mogła ona prowadzić swoją działalność statutową w sposób rzetelny, obiektywny i merytoryczny.

Dziś być może jest spór między obozem rządzącym czy częścią obozu rządzącego a panem prezesem Marianem Banasiem. W tle oczywiście są sprawy, które dotyczą kwestii prywatnych pana prezesa Banasia. Już nie chcę w tej chwili w to wchodzić, ale powszechnie znane są sprawy jego oświadczeń majątkowych i stanu majątkowego. W tej sprawie toczą się postępowania, to jest odrębny temat. Jednakże sam fakt istnienia takich spraw nie może automatycznie oznaczać, że nie warto pochylać się nad wynikami kontroli, które Najwyższa Izba Kontroli przeprowadza za pośrednictwem swoich wybitnych fachowców, jakimi są kontrolerzy z wieloletnim doświadczeniem, merytoryczni i znakomicie przygotowani do tej pracy. Oni oceniali różne ekipy rządzące. To przecież nie są kontrolerzy, którzy od wczoraj czy od 2 lat w izbie pracują. Nie można wyników tych kontroli oceniać przez pryzmat kwestii, o których przed chwilą wspomniałem.

Uważam, że mamy w tej chwili do czynienia z taką sytuacją, że z jednej strony są wyniki kontroli, które wzbudzają emocje, a z drugiej strony jest stanowisko administracji rządowej. Nie mówię tylko o sprawie Funduszu Sprawiedliwości, ale też o innych kwestiach, bo to jest mechanizm uniwersalny. Kwestionuje się podstawy prawne, przesłanki, na podstawie których te kontrole zostały podjęte, zarzuca się niezrozumienie pewnych procedur i pragmatyki działania danych instytucji czy funduszy, wreszcie wskazuje się na sytuacje wyższej konieczności. No, zwala się to na pandemię itd., itd. Powiem tak: Najwyższa Izba Kontroli bada literalnie zgodność tego, co dana instytucja robi – jaki jest sposób jej działania i wydatkowania środków – z obowiązującym w Polsce prawem, a nie jest od subiektywnego oceniania, czy była wyższa konieczność, czy jej nie było. To są kwestie sporne, które co najwyżej sąd może rozstrzygać w swoim postępowaniu. I z tego puntu widzenia… Dlatego zadawałem panu prezesowi pytanie o to, co dalej. Bo będą kolejne kontrole i znowu będzie podnoszona argumentacja, że ktoś źle zinterpretował przepis, że nie do końca tak było, że decyzja była podjęta wcześniej, ale tego nie zauważono. To są tzw. uwagi pokontrolne, które każda badana instytucja może w określonym terminie zgłaszać do protokołu, oczywiście w stosownym stanowisku. I zazwyczaj później, w debacie publicznej, te argumenty są powtarzane, przedstawiane.

Ale ja zadaję takie pytanie: skoro Najwyższa Izba Kontroli działa przede wszystkim w interesie obywatela – no, w interesie państwa, ale też każdego obywatela, bo to przecież jego środki, środki z jego podatków, są użytkowane przez instytucje państwowe czy podmioty publiczne – to co ma myśleć taki zwykły obywatel? Czy ma patrzeć przez pryzmat tego, że rządzący obecnie obóz polityczny krytykuje prezesa ze względu na zakres tych kontroli i wnioski, które z nich wynikają, czy przychylić się do tego, co mówi opozycja, która twierdzi, że wstrząsające są wyniki tego badania? Co on ma sądzić? I tu rzeczywiście jest problem, ponieważ nie ma żadnego zobiektywizowanego sposobu, by w krótkim czasie dojść do tego, żeby sprawa została zamknięta pod względem oceny danego zagadnienia czy danych nieprawidłowości. Co prawda Najwyższa Izba Kontroli ma możliwość złożenia zażalenia, jeżeli ma wnioski pokontrolne, zgłasza je do prokuratury, a prokuratura, załóżmy, umarza postępowanie, nie widząc podstaw do wszczęcia postępowania, no ale Najwyższa Izba Kontroli… Pan prezes Banaś, pytany przeze mnie, stwierdził, że 2 takie zażalenia, jak rozumiem, w sprawie wyborów kopertowych, zostały złożone do sądu i sąd będzie je badał. Sąd ma duże kompetencje w tym zakresie, bo może nakazać izbie określenie czynności, których musi dokonać, enumeratywnie wskazując, kogo należy przesłuchać, na jaką okoliczność, co należy jeszcze zbadać itd., itd. Tak więc teoretycznie jakaś kontrola nad tym jest. Ale to, co było ciekawe, na co zwrócił uwagę pan prezes Banaś w swojej wypowiedzi, a co jest chyba nowym elementem w tej naszej debacie na ten temat, to jest to, że on zasugerował, że izba oczekiwałaby pewnych zmian w ustawie o Najwyższej Izby Kontroli, takich zmian, aby było tak, że NIK miałaby uprawnienia prokuratorskie, jednak wyłącznie w zakresie przeprowadzanych kontroli. Tzn. byłoby tak, że NIK przygotowuje materiał dowodowy w sprawie i może wystąpić z aktem oskarżenia, jeżeli uzna, że z takiego instrumentu należy skorzystać.

To jest, Wysoka Izbo, pewne złamanie zasad, które zazwyczaj obowiązują w naczelnych instytucjach kontroli w państwach demokratycznych. Zostawia się tam ten obszar działaniom sądu, prokuratury, nie nadaje się instytucji, która dokonuje kontroli, jednocześnie uprawnień prokuratorskich. To jest na pewno rozwiązanie dyskusyjne. Nie wiem, jakie byłoby stanowisko parlamentu, gdybyśmy odłączyli bieżącą politykę, co do tego, żeby tego typu uprawnienia NIK nadać, bo to byłby bardzo znaczący krok w pewnym kierunku. Ale sądzę, że samo podniesienie tego elementu w debacie właśnie przez pana prezesa Banasia i sama jego refleksja czy przemyślenia wynikające z jego dotychczasowego funkcjonowania jako prezesa Najwyższej Izby Kontroli, pokazują, że zapewne taki pomysł, jeżeli będzie procedowany, wywoła duże emocje i dużą dyskusję. Ja bym sobie życzył, jako obywatel, jako senator Rzeczypospolitej Polskiej, żeby Najwyższa Izba Kontroli wykonywała swoje kontrole merytorycznie, obiektywnie, w interesie państwa polskiego, w interesie polskiego obywatela i żeby jej wnioski, jeżeli się potwierdzą, oznaczały pociągnięcie do odpowiedzialności tych osób, które danych przewinień się dopuściły, jeżeli się dopuściły, żeby to orzekał niezawisły sąd. Dlaczego? Dlatego, że inaczej podrywa się zaufanie obywateli do instytucji publicznych, bo oni mówią: oni na siebie mówią, składają wnioski, straszą się prokuratorem, sądem, jakimiś wyrokami, a w zasadzie nic w tym zakresie się nie zmienia. Jeżeli taki byłby efekt, to byłoby to fatalne dla państwa polskiego. Dziękuję. (Oklaski)

Źródło: Senat RP