Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Senacka większość: nowela ustawy o działach to psucie państwa; rząd – chodzi o większą elastyczność działań administracji

Zapisy nowelizacji ustawy o działach administracji rządowej „psują” państwo, umożliwiają upolitycznienie urzędników i podwyżki – przekonywali w środę przedstawiciele większości senackiej; przedstawiciele rządu zapewniali, że chodzi m.in. o zwiększenie „elastyczności” działania administracji.

Nowelizacja ustawy o działach jest konsekwencją reorganizacji Rady Ministrów i zmniejszenia liczby resortów. Według zapowiedzi polityków PiS, ma usprawnić funkcjonowanie rządu. Przewiduje między innymi wyodrębnienie nowych działów administracji rządowej: geologia, leśnictwo i łowiectwo oraz centrum administracyjnego rządu. Nowelizacja zakłada też utworzenie Narodowego Centrum Sportu, które przejmie część obowiązków dotychczasowego Ministerstwa Sportu.

Pierwotnie senacka komisja samorządu terytorialnego i administracji państwowej opowiedziała się za wprowadzeniem poprawek, ale już referując jej prace Janusz Pęcherz (KO) przekonywał, że prace nad nowelą były zbyt szybkie i pobieżne, by uniknąć w niej chaosu, a na wątpliwości dotyczące jej zapisów mieli zwracać uwagę także prawnicy senackiego biura legislacyjnego.

Zarówno podczas posiedzenia komisji jak i podczas dyskusji na posiedzeniu Senatu szereg zastrzeżeń zgłaszali tak senatorowie KO, jak i PiS; ostatecznie część senatorów KO zgłosiła podczas debaty wniosek o odrzucenie ustawy w całości.

Przewodniczący senackiej Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej senator Zygmunt Frankiewicz (KO) mówił, że ustawa nadaje się do odrzucenia, bo „zawiera elementy, które ją dyskwalifikują”. Jak przekonywał, te elementy „psują państwo, psując korpus służby cywilnej”.

Wskazywał, że wskutek noweli do grupy wyższych urzędników trafią podsekretarze stanu – poza podsekretarzami stanu w KPRP – podczas gdy wcześniej skupiał on bezstronnych, apolitycznych ekspertów. Ocenił, że jeśli podsekretarze zostaną do niego włączeni, a urzędnicy korpusu służby cywilnej będą mogli łączyć pełnienie obowiązków z funkcjami politycznymi, to go upolitycznią „niszcząc coś, co było budowane przez wiele lat”.

Według Frankiewicza nowe prawo umożliwi premierowi wskazanie komórek organizacyjnych, gdzie pracownicy nie będą mieli statusu urzędników służby cywilnej, zatem będzie można ich wysłać na urlopy bezpłatne i bez konkursów powoływać w miejsce obecnych pracowników nowych, na innych zasadach; zmieni też sytuację osób już tam zatrudnionych. Krytykował też zmiany dotyczące Rady Legislacyjnej i sposób umocowania w niej szefa Rządowego Centrum Legislacji.

Mówił, że nowela wprowadza „tylnymi drzwiami” możliwość wyższego wynagradzania podsekretarzy stanu. Podkreślał, że jego zdaniem płace wiceministrów powinny być wyższe, ale – jak przekonywał – to problem, z którym otwarcie trzeba się zmierzyć. Podkreślał, że płace parlamentarzystów są związane z płacą podsekretarzy stanu, zatem konsekwencją zmian – jeśli dojdzie do nich także w Kancelarii Prezydenta, gdzie może je wprowadzić prezydent – mogą okazać się znaczące, dochodzące nawet do 70 proc., podwyżki płac posłów i senatorów.

Wysokość uposażenia poselskiego odpowiada 80 proc. wysokości wynagrodzenia podsekretarza stanu, z wyłączeniem dodatku z tytułu wysługi lat.

Inny z senatorów KO, Marcin Bosacki mówił, że nowela jest zła i wspiera „patologiczny system”, w jaki PiS rządzi państwem. Przekonywał, że „nigdzie tak tego nie widać jak w dyplomacji”, gdzie – jak podkreślał – PiS zaczął od „wypychania” osób doświadczonych i wykształconych. Mówił, że profesjonalni dyplomaci na ważnych placówkach stali się wyjątkiem, a „regułą są nominaci partyjni”.

Według niego nowela sankcjonuje „partyjne uprawianie polityki zagranicznej” i „próbuje je przełożyć na szczebel niżej” – na podsekretarzy stanu i dyrektorów departamentów. Po to – mówił – w nowelizacji zawarto zapisy pozwalające na przyjmowanie na wyższe stanowiska w służbie zagranicznej osób bez wymaganych wcześniej kwalifikacji, w tym dotyczących odpowiedniego wykształcenia i znajomości języków obcych.

Mówił, że dyrektorem Akademii Dyplomatycznej MSZ została osoba, która dostała pierwszy stopień dyplomatyczny tuż przed objęciem tego stanowiska. Wytykał też noweli „pośpiech legislacyjny”; przekonywał, że jej celem jest „przyspieszenie procesu budowy partyjnego państwa PiS”.

Krzysztof Brejza (KO) mówił, że w dobie pandemii, zwolnień pracowników i trudów wiązania końca z końcem „rząd PiS wrzuca ustawę o stołkach”; przekonywał, że podsekretarze stanu oprócz podwyżek „dostaną kolejny prezent” i nie będą musieli składać oświadczeń majątkowych.

Krzysztof Kwiatkowski (niezależ.) mówił o wielkim rozroście administracji – podkreślał, że już obecnie rząd ma np. 52 pełnomocników, podczas gdy wcześniej miał ich 13. Wskazywał, że skutkiem noweli będzie mniejsza przejrzystość administracji i mniej odpowiedzialności za skutki podjętych decyzji.

Krytyczne uwagi mieli także senatorowie PiS: Jan Maria Jackowski i Jerzy Czerwiński; obaj krytykowali m.in. wydzielenie z resortu ochrony środowiska leśnictwa i łowiectwa oraz – jak mówili – możliwe plany włączenia ich „pod resort rolnictwa”. Czerwiński podkreślał, że „gmeranie przy lasach” budzi niepokój opinii publicznej.

Nowelizacji bronił zastępca szefa KPRM Rafał Siemianowski. Przekonywał, że „rząd chce stworzyć ścieżkę kariery dla osób o szczególnych umiejętnościach, których droga zawodowa „nie wpisuje się w taki model jaki oferuje służba cywilna”. Według niego jest to także odpowiedź na zmiany na rynku pracy. Przekonywał, że podobne rozwiązania są już w Kancelarii Sejmu czy Senatu.

Stwierdził, że wynagrodzenia w Radzie Legislacyjnej pozostaną na tym samym poziomie. Jeśli chodzi o działy – mówił wiceszef KPRM – w zmianach chodzi o zwiększenie „elastyczności” działania rządu, a szczegółowe kwestie są opisane w uzasadnieniu, które ma – jak zaznaczył – charakter merytoryczny, tak jak i wydzielenie działu „leśnictwo i łowiectwo”.

Mówiąc o zmianach w ustawie o służbie zagranicznej Siemianowski przekonywał, że mają umożliwić zatrudnianie na stanowiskach kierowniczych osób „o szczególnych kwalifikacjach” i wykorzystanie potencjałów ekspertów, którzy nie przeszli drogi dyplomatycznej, np. osób z think-thanków. Zapewniał, że także po zmianach podsekretarze stanu będą składali oświadczenia majątkowe.

Z kolei wiceszef MSZ Paweł Jabłoński przekonywał, że „nadal te osoby będą musiały spełnić wymagania takie jak w służbie cywilnej”; podkreślał, że chodzi o to, by otworzyć resort „na osoby z zewnątrz, pracujące w sektorze pozarządowym”, zapewnił, że chodzi o ludzi z kwalifikacjami i doświadczeniem, którzy znają wymagane języki obce, ale np. dotąd nie musiały mieć certyfikatów potwierdzających te umiejętności.

Źródło: wnp.pl