Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Zachwiana wiara w Kaczyńskiego

Kolejny w ciągu zaledwie kilku miesięcy bardzo poważny kryzys wewnętrzny rodzi coraz więcej wątpliwości wśród działaczy PiS co do działań Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi zwłaszcza o tych polityków, którzy myślą o swojej przyszłości w znacznie dłuższej perspektywie niż sam Kaczyński. Dla nich, nawet jeśli teraz prezes PiS realizuje jakiś makiaweliczny plan, to zdecydowanie przesadził.

  • Dogmat o nieomylności prezesa już nie obowiązuje – słychać w PiS. Ale to nie zaczęło się od aborcji. Zaczęło się już wiosną
  • Potem pojawiła się „piątka dla zwierząt”. Sprawa aborcji miała obłaskawić twardych prawicowców w partii
  • Działacz PiS: – W ostatnich tygodniach dostaliśmy mnóstwo sprzecznych sygnałów. Nie wiemy, gdzie idziemy. Oczywiście jedno się nie zmienia. Jesteśmy łamani kołem, a jak trzeba, to nawet i straszeni
  • Do tego dochodzi jeszcze jeden element. Rząd kompletnie nie radzi sobie z pandemią. Premier, który w lipcu przekonywał, że wirus jest już w odwrocie i nie trzeba się go bać, dziś zamyka cmentarze tuż przed wyjazdami na Wszystkich Świętych. Wcześniej, do ostatniej chwili, jego urzędnicy zapewniali, że nic takiego nie nastąpi

– Jeśli jest jakiś plan, to chciałbym go poznać – słyszę od posła PiS. Rozmawiamy w piątkowy wieczór. W Warszawie trwa wielka demonstracja przeciwników rządu i partii, która za nim stoi.

Według ostrożnych szacunków na ulice stolicy wyszło 100 tys. osób, a może i więcej. Gdziekolwiek by nie przyłożyć ucha, słychać, że skala protestów zaskoczyła Nowogrodzką.

Nikt w partii nie zrobił pogłębionych badań przed ogłoszeniem wyroku przez Trybunał Konstytucyjny. Z analiz przeprowadzonych w ciągu ostatniego tygodnia wynika, że decyzja sędziów TK nie podoba się nawet większości wyborców PiS, którzy po prostu nie chcieli zmian w prawie aborcyjnym.

Wojna, która wybuchła po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, zaczyna solidnie wykrwawiać PiS. Dwa sondaże (Kantar i CBOS) zrealizowane w ostatnich dniach pokazały spore tąpnięcie poparcia dla partii Jarosława Kaczyńskiego.

Jest jasne, że dla Jarosława Kaczyńskiego jako „boga politycznej wojny” konflikt jest środowiskiem naturalnym. Narzucana przez niego polaryzacja od lat przynosiła efekty. Tyle, że nie zawsze ta sama metoda działa. A w przypadku aborcji zostało naruszone tabu.

Z pewnością prezes dając zielone światło Julii Przyłębskiej, by zakończyła ciągnącą się od lat sprawę skargi w sprawie tzw. aborcji eugenicznej spodziewał się, że orzeczenie wywoła kontrowersje i protesty. Być może liczył, że w dobie pandemii i rekordów zakażeń ludzie będą mniej chętni do manifestowania swoich poglądów na ulicy i wszystko rozejdzie się po kościach.

– Jeśli nawet tak było, to się przeliczył. Wielki plan? Strategia? Nie wierzę w to. Coraz mniej ludzi wierzy – mówi mi polityk PiS, doświadczony parlamentarzysta.

I nawet jeśli takie głosy to wciąż mniejszość, to coś się zmieniło. Bo podobnych opinii słyszę coraz więcej: „Dogmat o nieomylności papieża już nie obowiązuje”, przy czym papieżem w PiS jest rzecz jasna Kaczyński.

Ale to nie zaczęło się od aborcji. Początek był dużo wcześniej.

Wybory na siłę

Pierwsze symptomy wewnętrznego rozedrgania pojawiły się wiosną, kiedy trwała awantura o wybory prezydenckie. Wolta Jarosława Gowina, seria błędów legislacyjnych w kolejnych ustawach mających umożliwić przeprowadzenie głosowania korespondencyjnego i senackie spowolnienie prac nad przepisami — spowodowały bardzo poważny kryzys w koalicji rządzącej.

Ostatecznie wybory zostały przesunięte na koniec czerwca. Dzięki temu Koalicja Obywatelska zdołała wymienić słabą Małgorzatę Kidawę-Błońską na rzutkiego Rafała Trzaskowskiego. To dało opozycji tlen. Końcówka rywalizacji była zacięta i niewiele zabrakło, by walczący o reelekcję Andrzej Duda przegrał. I to mimo wydania gigantycznych pieniędzy i skierowania całego wysiłku aparatu państwa na potrzeby wygranej prezydenta.

Już wtedy niektórzy szeregowi parlamentarzyści pukali się w czoło, krytykując działania Kaczyńskiego. Robili to oczywiście tak, by „góra” ich nie dostrzegła. Ale w rozmowach z dziennikarzami nie kryli, że według nich parcie za wszelką cenę do wyborów w dobie krążącego po kraju wirusa jest działaniem irracjonalnym.

Inni działacze PiS uważają, że sytuacja była pod kontrolą, tyle, że Kaczyński okazał się chwiejny. – Trzeba było twardo iść do wyborów w maju i to tradycyjnych. Prezes dał się sprowadzić do roli zakładnika Gowina. A gdzie on dziś jest? W nagrodę został wicepremierem – narzeka poseł partii rządzącej.

W lipcu wydawało się jednak, że najgorsze już minęło. Zwycięstwo Dudy oznaczało przynajmniej trzy lata względnego spokoju i możliwość w miarę nieskrępowanego rządzenia. Jarosław Kaczyński na powyborczym spotkaniu z posłami i senatorami koalicji w podwarszawskiej Jachrance snuł wizję kolejnych reform.REKLAMA

Mówił o dekoncentracji mediów i głębszych zmianach w sądownictwie. To było wyraźne puszczenie oka do Solidarnej Polski, która oczekiwała, że po reelekcji prezydenta przychodzi właśnie czas na śmiałe inicjatywy, zwłaszcza światopoglądowe.

Ale na tym spotkaniu prezes Prawa i Sprawiedliwości wspomniał jeszcze o jednej sprawie: o konieczności otwarcia się na nowe grupy elektoratu. Z badania exit poll przeprowadzonego w II turze wyborów prezydenckich wynikało, że młodzi ludzie nie chcą słyszeć o głosowaniu na PiS i partia bazuje w coraz większej mierze na mieszkańcach wsi i seniorach. A tych ubywa.

Futerka

O tym fragmencie wystąpienia Kaczyńskiego działacze partii przypominają sobie we wrześniu, kiedy prezes wychodzi na konferencję prasową w towarzystwie szefa pisowskiej młodzieżówki Michała Moskala. Obaj prezentują projekt, który szybko zyskuje nazwę „piątki dla zwierząt”.

Ustawa miała likwidować m.in. fermy zwierząt mordowanych później na futra i prawie w całości kasuje ubój rytualny w Polsce. Na inicjatywę żywo reagują organizacje broniące praw zwierząt, a nawet politycy Lewicy. Dużo bardziej sceptyczni są członkowie samego PiS. Część z nich wyłamuje się z partyjnej dyscypliny i głosuje przeciw.

Rolnicy protestują. Nawet ówczesny minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski staje okoniem i alarmuje, że wieś odwróci się od Prawa i Sprawiedliwości. A przecież to właśnie ona pozwala partii rządzić. – Król oszalał – mówił mi wtedy poseł partii rządzącej z centralnej Polski, gdzie działa wielu z hodowców, w których uderzały nowe przepisy.REKLAMA

Pojawiają się głosy, że w tym pomyśle nie chodziło jednak wcale o uśmiech wysłany w kierunku młodzieży, a o wcielenie w życie planu, który wynikał z osobistych i głęboko zakorzenionych poglądów samego Jarosława Kaczyńskiego. Prezes po prostu brzydzi się okrucieństwem wobec zwierząt.

Czas miał być najlepszy z możliwych, bo zaraz po wyborach prezydenckich i trzy lata przed kolejnym głosowaniem.

Finał jednak był taki, że ustawa została rozwodniona przez Senat i w tym kształcie nie wejdzie w życie. PiS podobno pisze nowe prawo. Nasze źródła w Prawie i Sprawiedliwości przekonują, że prezes wciąż nie daje się przekonać, by dać sobie spokój z „piątką”.

Od tej historii w partii zaczął się ferment. To właśnie tego – jak twierdzą nasze źródła – miał dotyczyć twitterowy wpis Joachima Brudzińskiego sprzed kilku dni:

Zaufany człowiek Jarosława Kaczyńskiego cytował księdza, który narzekał, że katolicy nie bronią licznie kościołów w trakcie ostatnich manifestacji. Brudziński dorzucił swoje trzy grosze:

„Dodałbym niestety do tej listy niektórych swoich kolegów parlamentarzystów. Byli bardzo bojowi na spotkaniach przy herbatce i koniaczku u swoich proboszczów i ordynariuszy. Straszyli rozłamem w PIS i złorzeczyli na prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Dziś „bojowo”(od boi się) schowali się za plecy Prezesa?”

Kiedy jednak w parlamencie jeszcze toczyły się prace nad „piątką”, Trybunał Konstytucyjny niespodziewanie podał datę rozstrzygnięcia w sprawie aborcji. Skarga zalegała tam od 2017 r. W partii odczytano to jako chęć zrekompensowania partyjnym radykałom „strat” związanych z ustawą zwierzęcą.

Przy okazji można było też wyrwać z rąk argumenty Konfederacji i rzucić coś Solidarnej Polsce. A ta w ostatnich miesiącach tak się rozpanoszyła, że o mało co swoją twardą postawą i jawną wojną wytoczoną „liberałowi” Morawieckiemu nie wywróciła koalicji. To właśnie konflikt na linii premier – minister sprawiedliwości zmusił Kaczyńskiego do wejścia do rządu.

Źródło: onet.pl