Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Grzegorz Puda, a nie Sylwia Spurek. Dlaczego? Przecież ministrem rolnictwa może być każdy…

y…

Grzegorz Puda

Grzegorz Puda został zaproponowany jako nowy szef resortu rolnictwa i… leśnictwa. Ten ruch osób decyzyjnych z ul. Nowogrodzkiej wprawił w osłupienie liczne środowiska rolne, które nie zostawiają suchej nitki na młodym polityku Prawa i Sprawiedliwości. Przed nim zdanie – w opinii ekspertów – niewykonalne, bo polegające na zastąpieniu najlepszego ministra rolnictwa III RP, czyli Jana Krzysztofa Ardanowskiego.

Kim jest Grzegorz Puda?

Poseł Grzegorz Puda już drugą kadencję sprawuje mandat posła z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. W swoim okręgu wyborczym w Bielsku-Białej uzyskał 23907 głosów. Dla porównania, obecny minister rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski, w trudnym dla PiS okręgu nr 5 w Toruniu zdobył zaufanie 76267 osób. Puda pełni obecnie funkcję wiceministra funduszy i polityki regionalnej. Dotąd, poza ukończeniem rolniczej uczelni, z rolnictwem miał jednak do czynienia niewiele.

Przez cały okres piastowania funkcji posła nigdy nie był członkiem Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Wśród interpelacji wystosowanych przez posła Pudę znaleźć można pytania o paliwa lotnicze, Obronę Cywilną Kraju, lokali mieszkaniowych, kas fiskalnych, posiadanie broni alarmowej, czy homologacji motocykli. Wśród czterdziestu interpelacji złożonych w poprzedniej kadencji Sejmu RP sprawą rolnictwa – i to nie bezpośrednio – poseł Puda zajął się raz w sprawie bazy dydaktycznej wyższych uczelni rolniczych w Polsce. W obecnej kadencji sejmu nie złożył on żadnej interpelacji…

Znany jest natomiast z zażyłości z byłym posłem, a dziś szefem Rady Mediów Narodowych, Krzysztofem Czabańskim. Porównać ją można – przynajmniej przy zewnętrznym oglądzie – do relacji między Leszkiem Balcerowiczem, a Ryszardem Petru. Młodego posła ze starszym kolegą z kujawsko-pomorskiego połączyła kwestia ustawy, która – o ile poradzi sobie z trudami procesu legislacyjnego – zachwieje w posadach polskim rolnictwem.

Grzegorz Puda i fatalna ustawa

Mowa oczywiście o tak zwanej Piątce dla zwierząt PiS, która wprowadzić ma zakaz hodowli zwierząt futerkowych oraz zlikwidować możliwość produkowania mięsa w systemach halal i koszer, które w zdecydowanej większości przeznaczone jest na eksport. Projekt nowelizacji nakłada też na właścicieli zwierząt towarzyszących konieczność wybudowania pokaźnych rozmiarów kojców czy zakaz trzymania psów na uwięzi. W myśl nowych przepisów także organizacje antyhodowlane mają uzyskać nowe uprawnienia, które pozwolą im bez z gody właściciela wejść na teren prywatny i dokonać zaboru zwierząt według kryteriów uznaniowych.

Ustawa zawiera szereg innych, budzących kontrowersje przepisów, które wprawiły środowisko rolne we wściekłość. Ta dała się zauważyć podczas prac w komisjach sejmowych, do których w zasadzie nie dopuszczono szerokiego głosu środowisk rolnych. Dała się też zauważyć w trakcie prac senackich, podczas których rolnicy krytykowali tę – procedowaną w ekspresowym tempie (niczym ustawy o Trybunale Konstytucyjnym) – ustawę, torpedując posła wnioskodawcę merytorycznymi argumentami. Nie przeszkodziło mu to jednak prezentować założeń projektu z uśmiechem na ustach, na co zwrócił mu uwagę jeden z obecnych senatorów.

Co ważne, brak merytorycznego przygotowania przyszłego szefa resortu rolnictwa obnażyło także Biuro Legislacyjne Senatu, które złożyło druk zawierający uchybienia legislacyjne, który liczy sobie… 16 stron. Samo prezentowanie błędów ustawy zajęło legislatorom… 50 minut. Rozgoryczenia złożonym do laski marszałkowskiej bublem nie kryli także sami senatorowie PiS. Krytyczny głos w sprawie zajęli choćby przewodniczący senackiej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jerzy Chróścikowski, były wiceminister rolnictwa senator Jacek Bogucki czy choćby senator Jan Maria Jackowski. Wcześniej – podczas prac sejmowych – ustawę krytykowali politycy Solidarnej Polski, Porozumienia, część polityków PiS, czy całe koło Konfederacji.

Na próżno szukać także organizacji rolniczej, która poparłaby projekt ustawy w zaprezentowanej formie. W zasadzie wszystkie branże funkcjonujące w obrębie omawianej ustawy, ale także zrzeszenia pracodawców, przedstawiciele sektora bankowego czy reprezentanci przedsiębiorców przygotowali elaboraty punktujące fatalne przepisy Piątki dla Zwierząt. Grzegorz Puda robił sobie jednak z tego niewiele. A szkoda, bo krytyczne uwagi na piśmie złożyło niemal 60 podmiotów – to jednak tylko nikła część organizacji, które uważają proponowane zmiany w prawie za absurdalne.

Czytaj także: Konfederacja: Grzegorz Puda na czele resortu rolnictwa to skandal i upokorzenie rolników

Grzegorz Puda, a słoniowa pamięć rolników

W poprzedniej kadencji sejmu wśród najgłośniejszych zwolenników wprowadzenia ustawy „likwidacyjnej” oraz nadania nowych uprawnień organizacjom antyhodowlanym znaleźć można było Krzysztofa Czabańskiego, Ewę Lieder czy choćby Pawła Suskiego. Ataki wycelowane w środowisko rolnicze obróciły się jednak przeciwko nim – żadnego z tych nazwisk nie spotkamy dziś bowiem w sejmowych ławach. Trudno dziś wyrokować, ale ostatnie działania Prawa i Sprawiedliwości nie wróżą pozytywnych relacji na linii partia – wieś. A szkoda.

Podczas maratonu wyborczego, który obejmował wybory prezydenckie, parlamentarne, samorządowe i wybory do europarlamentu, rolnicy dali PiS-owi mandat do rządzenia. Ergo: zaufali Prawu i Sprawiedliwości. Wieś odegrała szczególną rolę przede wszystkim w czasie, gdy Polacy przy urnach podejmowali decyzje dotyczące wyboru głowy państwa oraz składu Sejmu i Senatu RP. Dziś, po protestach rolników, nietrudno wyobrazić sobie potężny odpływ elektoratu rolniczego, który do tej pory swoje głosy oddawał na partię rządzącą. Być może powędrują one w stronę Konfederatów, być może będzie to kolejna szansa reaktywacji PSL-u na wsi. Dodatkowo PiS zamienił szanowanego przez środowisko rolnicze ministra na jednoznacznie określanego mianem wroga numer jeden – młodego Grzegorza Pudę.

Gratulacje z okazji nominacji Pudzie składały organizacje antyhodowlane, ale także pewna znana skądinąd europarlamentarzystka – Sylwia Spurek. Rolnicy wielokrotnie mówili, że ustawa o ochronie zwierząt w nowym kształcie to zaledwie pierwsza kostka domina. To też wynika z propozycji stosowanych przez przeciwników rolnictwa. Jak się okazuje każda – nawet najbardziej absurdalna rada – może być dla nowego ministra natchnieniem. Dziś żaden rolnik nie może spać spokojnie, bo u steru tego potężnego rolnego okrętu już niedługo stanie „pijany żeglarz”.

Źródło: swiatrolnika.pl