Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Rzecznik PSL krytykuje urzędnika Grodzkiego: Nie powinno się nikogo obrażać

Wicedyrektor Centrum Informacyjnego Senatu Jakub Stefaniak po naszych publikacjach o premiach w izbie wyższej parlamentu określił na Twitterze redaktora naczelnego portalu tvp.info Samuela Pereirę „portugalskim pieczeniarzem”. Wielu komentatorów uznało to za wypowiedź ksenofobiczną. – Żadna osoba uczestnicząca w życiu publicznym, politycznym, społecznym nie powinna nikogo obrażać. Ja takiego języka nie używam – powiedział rzecznik PSL Miłosz Motyka.

– Skandaliczna wypowiedź wicedyrektora Centrum Informacyjnego Senatu pokazuje, jakiego rodzaju ludzie tam funkcjonują. Pan Stefaniak nie powinien tam od samego początku pracować. Decyzja, co zrobić z tym wyjątkowym leniem zależy od marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego i prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza. Haniebny wpis, haniebny komentarz. Prawdopodobnie dociekliwość dziennikarzy odnośnie premii uderza bezpośrednio w pana Stefaniaka, do niedawna rzecznika prasowego Polskiego Stronnictwa Ludowego – mówił poseł Prawa i Sprawiedliwości Jan Mosiński.

– Ja jako rzecznik nie odpowiadam za jego wpisy. Ja na pewno takiego wpisu nie miałbym na swoim koncie. Na pewno też nikogo tak nie określiłbym. Uważam, że dzisiaj politycy, przedstawiciele życia publicznego Sejmu i Senatu powinni zajmować się czymś innym niż prywatnymi wojenkami na Twitterze – tłumaczył swojego poprzednika na stanowisku rzecznika Ludowców Motyka. Choć wpis Stefaniaka zniknął, to PSL nie przewiduje wyciągnięcia konsekwencji wobec swojego byłego kandydata do Sejmu.

Wypowiedź Stefaniaka pojawiła się w związku z serią naszych publikacji na temat wypłaty przez Kancelarię Senatu 1,5 mln złotych „wynagrodzenia uznaniowego”. Izba wyższa parlamentu poinformowała, że świadczenie trafiło do 323 osób w grudniu. Choć Kancelaria Senatu twierdzi, że osoby, które rozpoczęły w niej pracę jesienią (m.in. były rzecznik PSL Jakub Stefaniak i były poseł KO Grzegorz Furgo), otrzymały mniej pieniędzy, to nadal nie wiadomo ile dokładnie.

O dostęp do tych danych zabiegamy od kilku tygodni. Wcześniej wystąpił o to obywatel. Przekazał nam pismo, z którego wynika, że podlegli marszałkowi urzędnicy zażądali wykazania „interesu społecznego” dla przygotowania takiej informacji. Urzędnicy oszacowali też, że wytworzenie informacji kosztuje 292,27 zł.

Sprawdzenie w arkuszu kalkulacyjnym wynagrodzeń kilku osób z ostatniego półrocza to raczej kilka-kilkanaście minut pracy. Skąd więc takie koszty? – To oczywiście, prawdopodobnie wynika z tych kosztów. Ja nie mam zielonego pojęcia. Nie jestem pracownikiem Kancelarii Senatu, więc nie jestem w stanie odpowiedzieć na to – tłumaczył poseł Koalicji Obywatelskiej Mirosław Suchoń.

Parlamentarzysta przekonywał też, że marszałek Grodzki nie ma prawa ujawnić dodatków do wynagrodzeń dla poszczególnych pracowników Kancelarii Senatu. – Marszałek przestrzega prawa. Trudno namawiać marszałka Grodzkiego do tego, żeby prawo łamał. Prawo mówi wyraźnie, że udziela się informacji ogólnych dotyczących pewnych grup, natomiast kwestie dotyczące pojedynczych osób są chronione. Jeżeli ktoś ma taki pomysł i musi naprawdę wiedzieć, ile zarabia sąsiad, to proszę wnieść projekt ustawy, który będzie to regulował – mówił.

Politycy PiS-u są innego zdania. – Może nastąpić anonimizacja danych osobowych. Nie pokazywać konkretnych wynagrodzeń dla konkretnych pracowników. Można to zrobić w taki sposób, żeby pokazać, jaki był poziom tych świadczeń dla danego stanowiska służbowego – stwierdził senator Jan Maria Jackowski.

– Trudno mi jest powiedzieć, dlaczego Kancelaria Senatu nie ujawnia decyzji finansowych, które powinny być jawne, znane wszystkim obywatelom. Przyganiał kocioł garnkowi, bo Platforma Obywatelska domagała się jawności finansów i nagród, jeśli chodzi o Narodowy Bank Polski – powiedział poseł Lewicy Andrzej Szejna.

– Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jakie są zarobki oraz nagrody osób pracujących, z ich podatków. Nawet, jeżeli to nie jest w smak, trzeba te dane ujawnić. Chyba, że pan marszałek Grodzki słusznie obawia się 90 proc. ciężko pracujących pracowników Senatu, którzy dowiedzieliby się, że nagrody były uznaniowe i poszły kluczem politycznym, partyjnym – mówił eurodeputowany PiS Ryszard Czarnecki.

Źródło: tvpinfo.pl