Opublikowano w kategorii: Opinie i echa

Grzegorz Schetyna „zostawia” PO, kandydatów na jego następcę jest sześcioro. Robert Biedroń pewnie powalczy o prezydenturę

Na opozycji coraz więcej wiadomo. I dobrze, bo do wyborów prezydenckich coraz bliżej i najwyższy czas zacząć kampanię.

Dla wielu decyzja Grzegorza Schetyny o niestartowaniu w wyborach na nowego przewodniczącego PO była jednak zaskoczeniem.

– Szlag by trafił – tak, dość emocjonalnie, zareagował na nią poseł Solidarnej Polski Tadeusz Cymański. Dodał, że na miejscu Platformy „wystawiłby tylko Schetynę”.

– Co oni robią? Czy oni rozum postradali? Przecież on im zapewnił dobry wynik, Senat odbił. Przecież chwalili go, wszyscy go chwalili. A później na nim psy wieszali? To jaka jest prawda o tym? – pytał rozżalony Cymański. – Sukces ma wielu ojców, a klęska jednego, więc wszyscy teraz na niego. Tak po ludzku rzecz biorąc, to mi go szkoda, bo chwalili go pod niebiosa, bronili – dodał.

Cóż, może posłowi Cymańskiemu, rzeczywiście, po ludzku szkoda Grzegorza Schetyna, inna rzecz, że politykom PiS podobno właśnie Schetyna najbardziej odpowiadał w roli przewodniczącego PO. Był na swój sposób przewidywalny, a wiadomo, że nowy lider, to nowa energia.

Schetyna swoją decyzję ogłosił w piątek, na specjalnie zwołanym briefingu prasowym.

– Koniec kadencji to też początek nowej. Po czterech latach trudnej pracy zostawiam PO, zamykam ten etap, w którym PO jest w dużo lepszym stanie niż ta z 2015 i 2016 r. Przychodzi czas na nowe wyzwania, nowych ludzi, nowy początek, nowy rozdział – stwierdził. Obok niego stał Tomasz Siemoniak, nie bez powodu zresztą, jak się okazało.

– Najlepszym kandydatem, który będzie liderem wielkiego projektu, który dla nas jest najważniejszy, dla PO, w tej następnej kadencji 2020-24 będzie Tomasz Siemoniak – stwierdził wciąż jeszcze przewodniczący Platformy.

Jego zdaniem Siemoniak przyda się na czasy, kiedy partia ma się „otwierać się na nowych ludzi, na nowe środowiska”. – Dzisiaj zapowiadam wsparcie dla niego w tej wewnętrznej kampanii. Głęboko wierzę, że wygra wybory na szefa PO, że będzie najlepszym z możliwych liderów, że poprowadzi PO do zwycięstwa w wyborach prezydenckich i w następnych wyborach parlamentarnych – oświadczył Schetyna.

Sam Siemoniak powiedział, że zdecydował się kandydować, bo w PO jest od samego początku: „Jeśli się jest w polityce, to po to, żeby służyć innym. Moje doświadczenie, determinacja, energia, ale też doświadczenia państwowe przemawiają na korzyść tego, żeby kandydować”.

Komentatorzy od razu stwierdzili, że Schetyna bynajmniej nie zamierza usuwać się w cień, wciąż chce mieć wpływ na to, co dzieje się w partii i pewnie taki wpływ będzie miał pod warunkiem, że Tomasz Siemoniak wygra styczniowe wybory na lidera PO.

– Grzegorz Schetyna policzył szable, stwierdził, że poziom krytyki w jego środowisku jest tak wysoki, że nie ma szans na reelekcję (…) Natomiast na następcę Grzegorz Schetyna wyraźnie chce tutaj namaścić Tomasza Siemoniaka, swojego bliskiego współpracownika. Ciekawe, czy Tomasz Siemoniak wygra w wyborach, bo przecież wiemy, że są i inni kandydaci. To też będzie próba sił – ocenił senator Prawa i Sprawiedliwości Jan Maria Jackowski.

Ostatecznie, do walki stają: Joanna Mucha, Bartłomiej Sienkiewicz, Bogdan Zdrojewski, Borys Budka, Tomasz Siemoniak i Bartosz Arłukowicz.

Mówi się, że największe szanse na zwycięstwo ma trzech ostatnich kandydatów.

„Podejrzewam, że kilkoro kandydatów wycofa się i przekaże swoje poparcie dla najsilniejszego rywala @TomaszSiemoniak, czyli na rzecz @bbudka. To by zwiększało jednak szanse na rozstrzygnięcie sprawy już w pierwszej turze” – napisał na Twitterze Marek Migalski, kiedyś polityk, dzisiaj politolog.

Budka poinformował o swoim zgłoszeniu podczas konferencji prasowej w Sejmie. – Jestem przekonany, że potrzeba powrotu do wartości, które towarzyszyły założeniu PO. (…) Sprawiedliwość, równość wobec prawa, wolność, ale przede wszystkim szacunek dla drugiego człowieka, to towarzyszyło blisko 19 lat temu założeniu PO i do tego powinniśmy wrócić – podkreślił Budka. – PO zawsze stała po stronie Polaków i wybory w PO to nie tylko wybory lidera jednej z partii politycznych. Wybory w PO to przede wszystkim wybór nowej drogi dla Polski. Jestem przekonany, że większość Polek i Polaków chce Polski nowoczesnej, sprawiedliwej, w której każdy z nas będzie po prostu czuł się dobrze – mówił szef klubu KO.

Z kolei Arłukowicz o swoim starcie w wyborach na szefa PO mówił w piątek w „Faktach po Faktach” w TVN24.

– Moim celem jest zbudowanie takiego zespołu ludzi, liderów, którzy porwą Platformę ku zwycięstwom wyborczym. To jest klucz. Po to jest partia polityczna, żeby mówić językiem ludzi, reprezentować ich zdanie i wygrywać wybory. Startuję po to, aby Platforma zaczęła wygrywać wybory. Ja chcę wygrywać wybory, kocham wygrywać wybory – przekonywał. Mówił, że „na pewno Platforma potrzebuje nowego oddechu, nowego spojrzenia na polską politykę”. – Mamy zupełnie nowe zjawiska, takie jak protesty społeczne. Mamy grupy społecznie organizujących się obywateli. Ci ludzie potrzebują wsparcia, naszej pracy razem z nimi, picia z nimi herbaty w zimną noc, kiedy pada deszcz, kiedy protestują przed Sejmem. Uważam, że taka musi być dziś polityka – kontynuował.

Pewnym zaskoczeniem jest start w wyborach na przewodniczącego PO Bartłomieja Sienkiewicza, który nie ma jednak w Platformie swojego zaplecza – określa się go o raczej mianem politycznego singla. Joanna Mucha i Bogdan Zdrojewski o swoich politycznych planach mówili od jakiegoś już czasu.

W miniony weekend wyjaśniła się także, przynajmniej częściowo, sprawa kandydata lewicy w wyborach prezydenckich. Dość nieoczekiwanie z tematem wyszedł Włodzimierz Czarzasty.

-Kandydatem Nowej Lewicy będzie ta osoba, którą konwencja zatwierdzi, ale ja mogę powiedzieć, kogo będę rekomendował zarządowi do zatwierdzenia. Zgłoszę kandydaturę pana Roberta Biedronia – stwierdził w Polsat News. Konwencja Nowej Lewicy, którą tworzą SLD i Wiosna, ma się odbyć we wtorek.

W ostatnich tygodniach dużo mówiło się o tym, kogo Lewica wystawi w wyborach prezydenckich. Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń i Adrian Zandberg, czyli jej liderzy, nie wyrażali chęci, aby powalczyć o Pałac Prezydencki. Może dlatego zaczęto spekulować o kobiecie, która miałabym powalczyć z innymi kandydatami opozycji i Andrzejem Dudą o prezydenturę. Potem pojawiło się nazwisko Krzysztofa Śmiszka, posła Wiosny, a prywatnie partnera Roberta Biedronia. W Nowy Rok Śmiszek, wypuścił tweeta z hasztagiem „#Śmiszek2020”. Napisał: „Życzę wszystkim dzisiaj dużo uśmiechu, bo jaki pierwszy dzień, taki cały nowy rok!”. Zretweetował to inny poseł Wiosny Krzysztof Gawkowski, dopisując: „No i jest News”. Tego tweeta z kolei podał dalej Biedroń, dodając: „Doczekaliśmy się!”. Rzeczniczka SLD Anna Maria Żukowska miała potem sporo roboty, aby wytłumaczyć, że to był tylko żart partyjnego kolegi.

Może i lepiej, że z każdym kolejnym dniem coraz więcej wiemy o tym, kto powalczy o prezydenturę, kto tę walkę będzie wspierał i weźmie za nią odpowiedzialność. Do wyborów zostało niecałe pięć miesięcy.

Źródło: polskatimes.pl